Poniższy esej w języku polskim nawiązuje, momentami rozbudowuje i dodaje nowe wątki, do mojej analizy „Thinking about “the ever – closer union among peoples of Europe” in times of supranational reckoning. An exploratory and framing essay”, która z przyczyn niezależnych ode mnie, nie ukazała się najnowszym wydaniu Gdańskich Studiów Prawniczych pt “Of Transformation(s), Tension(s) and Adaptation(s) Too, in Law and Beyond. Perspectives from Supranational and Comparative Constitutional Law and Politics” (Nr 2(71)/2026), którego byłem redaktorem naukowym. W pierwotnym zamierzeniu mój angielski tekst miał otwierać ten numer Gdańskich Studiów Prawniczych i wyznaczać koncepcyjne oraz tematyczne ramy (stąd ambicja „framing” w jego tytule) dla tekstów nim opublikowanych.
Numer “Of Transformation(s), Tension(s) and Adaptation(s) Too, in Law and Beyond. Perspectives from Supranational and Comparative Constitutional Law and Politics” ma charakter unikalny.
Po raz pierwszy w historii Gdańskich Studiów Prawniczych, w jednym numerze możemy przeczytać teksty sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (Profesora Sir Davida Edwarda), Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (sędziego Raffaele Sabato) i Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (Profesora Dietera Grimma) oraz wiele innych analiz autorstwa europejskich i światowych luminarzy prawa i polityki prawa po raz pierwszy publikujących w Polsce. Przeczytamy więc także doskonałe i niezwykle aktualne analizy Profesora Jana Wernera-Müllera z Princeton University (jeszcze raz o przejmowaniu instytucji), Profesorów J. Dunoffa i Marka Pollacka z Temple University (jak rozumieć co i jak robią sądy międzynarodowe) czy Profesora P. Bermana z George Washington University (dlaczego prawo międzynarodowe i ponadnarodowe nie stanowią zagrożenia dla demokracji) oraz wiele innych.
Fakt, że w numerze znajduje się przełomowy (i jakże cały czas aktualny w polskich warunkach i rzeczywistości) dla rozumienia roli sądów w demokracji, tekst Profesora Martina Shapiro z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, tylko potwierdza wyjątkowość i aktualność tego numeru GSP, do którego warto zajrzeć. Gdy czasami słucham tego co i jak w Polsce mówi się o sądach, tym wszystkim ze „swadą” perorującym o władzy sądowniczej, doradziłbym po prostu „czytajcie Shapiro”. Opublikowana w 1981 r. książka M. Shapiro „Courts. A Comparative and Political Analysis”1 do dzisiaj jest powszechnie uznawana za najbardziej wpływową i najważniejszą analizę tego, kim jest sąd, co, jak i dlaczego robi. Polskiemu dyskursowi prawniczemu potrzebny jest świeży powiew powietrza i tekst M. Shapiro ten powiew oferuje!
Zapraszając więc do lektury, dziękuję w tym miejscu (czego nie miałem niestety okazji zrobić w zredagowanym numerze GSP) wszystkim przyjaciołom i kolegom z całego świata, którzy przyjęli moje zaproszenie i zaszczycili GSP swoimi tekstami.
Dziękuję Monitorowi Konstytucyjnemu i Panu Redaktorowi Piotrowi Rachtanowi za udostępnienie mi łam Monitora na przedstawienie poniższej analizy i zachęcenie do sięgnięcia po Gdańskie Studia Prawnicze “Of Transformation(s), Tension(s) and Adaptation(s) Too, in Law and Beyond. Perspectives from Supranational and Comparative Constitutional Law and Politics”.
Informacja o tym numerze wraz z spisem treści dostępne jest tutaj: https://wydawnictwo.ug.edu.pl/produkt/gdanskie-studia-prawnicze-271-2026/
Dostęp do wszystkich artykułów można uzyskać w tym miejscu: https://gsp.ug.edu.pl/index.php/gdanskie_studia_prawnicze/issue/view/970
* * * * *
Tomasz Tadeusz Koncewicz
Mój list do Europy i jej “jak najściślejszej unii pomiędzy narodami Europy”.
O aspiracji, marzeniu i obietnicy
Stąpaj ostrożnie, ponieważ stąpasz po moich marzeniach
W. B. Yeats, He Wishes for the Cloths of Heaven2
Po 1945 roku europejski konstytucjonalizm ukształtowany został przez tradycję liberalną, zakładającą prymat prawa nad polityką. Świadome tragicznych doświadczeń przeszłości, kiedy to wola większości stała się narzędziem ucisku i doprowadziła do niewyobrażalnych zbrodni popełnianych w imię „narodu”, państwa europejskie były gotowe zrzec się części swojej suwerenności na rzecz niezależnej wspólnoty i silnych instytucji ponadnarodowych. Większość wyłaniana w krajowym procesie politycznym miała być związana określonymi fundamentalnymi regułami wiążącymi wszystkich, których nie można było dowolnie zmieniać tylko dlatego, że „wygraliśmy wybory”. Władza polityczna miała podlegać ograniczeniom nie tylko wewnętrznym (instytucje, procedury, sądy), ale i zewnętrznym (struktury europejskie), aby zagwarantować, że wybory polityczne na szczeblu krajowym nigdy więcej nie doprowadzą do autorytaryzmu. Mając na uwadze tragiczną przeszłość i okrucieństwa, jakich niektórzy Europejczycy dopuszczali się wobec innych w imię wyjątkowości własnego państwa i historii, powojenny ład europejski oparto na zasadzie, że polityka musi być zgodna z prawem, a nie odwrotnie. W 1951 r. wezwanie „nigdy więcej” miało być zarówno aspiracją, jak i przestrogą.
Co jednak z niego pozostało dzisiaj i czy ma ona jeszcze walor eksplikacyjny wobec naszej wspólnej trudnej europejskiej podróży? Niestety, w dzisiejszej spolaryzowanej Unii nie ma łatwych odpowiedzi.
* * *
Milczące domniemane założenie w 1951 r. o wspólnocie tworzonej przez demokracje liberalne jest obecnie kwestionowane i konfrontowane z odradzającą się, konkurencyjną narracją nacjonalistyczną, akcentującą wyjątkowość i samowystarczalność. Unia ma szansę przetrwać tylko, jeśli wszyscy aktorzy działający w ramach unijnego porządku prawnego będą w stanie nieustannie deklarować i odnawiać swoją wierność dla kluczowych, nienegocjowalnych zasad europejskiej przestrzeni publicznej. Bez takiego zobowiązania nasza dyskusja utknie w samozadowoleniu płynącym z wprowadzania drobnych korekt, przy jednoczesnym wygodnym unikaniu kwestii i problemów zasadniczych, z którymi trzeba się zmierzyć. Bez wątpienia kluczowe jest pytanie o to, kto będzie „konstytucyjnym narratorem” europejskich zasad fundamentalnych oraz kto nakreśli ramy owego „rawlsiańskiego „overlapping consensus” – nigdy wprawdzie doskonałego, ale zawsze podlegającego doskonaleniu.
* * *
W 2026 roku i w kolejnych latach UE stoi i będzie stać przed wyzwaniem o charakterze „megapolityki”, koncentrującym się na kwestiach przynależności i tożsamości. Uczestnicy ponadnarodowego porządku prawnego, poprzez samą przynależność do niego, ograniczają zakres swoich wyborów, zobowiązując się do przestrzegania praktyk tego porządku oraz przyjętego w nim rozumienia legalności. Należy poświęcić więcej uwagi i badań kluczowej interakcji między prawnym wymiarem integracji (poszukiwaniem optymalnych narzędzi i kompetencji w zakresie egzekwowania prawa, mających na celu ochronę spójności porządku unijnego) a jej wymiarem etycznym (narracją i uzasadnieniem wyjaśniającym, w czyim imieniu UE podejmuje działania na rzecz obrony swoich fundamentalnych wartości).
To właśnie w tym obszarze unijny dyskurs na temat praworządności – a szerzej dyskurs dotyczący wartości (value discourse) – staje przed prawdziwym wyzwaniem konstytucyjnym, zanim będzie mógł aspirować do miana „naszej europejskiej rule of law”, rozumianej jako wspólna wszystkim wartość europejska. Jednym z pytań, z którymi trzeba się zmierzyć wprost, jest to, czy możliwe jest takie interpretowanie rule of law, które wykraczałoby poza jej tradycyjne rozumienie jako zbioru ściśle określonych zasad, służących jedynie realizacji celów zapisanych w Traktatach. Choć być może nie jesteśmy jeszcze w stanie precyzyjnie zdefiniować unijnej wartości rule of law, z pewnością nieaktualne jest już stwierdzenie, że „rule of law” oznacza „co innego dla każdego”. Kolejne wartości z art. 2 TUE czekają na kalibrację i wypełnienie treścią w sposób wiążący dla wszystkich. Jak zatem opowiadać na nowo naszą historię i wyjaśniać podejmowane działania na rzecz przywrócenia praworządności po okresie rządów, w których zasada ta była lekceważona? Niestety, europejscy przywódcy wciąż mają skłonność do poruszania się w obrębie własnych stref zawodowego komfortu i rzadko wykraczają poza bezpieczne ramy swoich działań. Nie nadają dyskusji wymiaru aksjologicznego i nie dostrzegają znaczenia współpracy na rzecz wspólnej sprawy w ramach ponadnarodowego systemu prawnego. System ten wymaga pielęgnowania, nasycenia fundamentalnymi zasadami, a następnie – wspólnej obrony.
* * *
Moje własne rozumienie „wspólnoty prawa i wartości” oraz tęsknota za nią, zawsze wynikały zarówno z lęku, jak i z marzenia. Z lęku przed samotnością państwa narodowego i jego wpisanym w naturę potencjałem do okrucieństwa. Oraz z marzenia o takim sposobie życia i postawie wobec innych, które opierają się na tolerancji i dzieleniu się, a odrzucają ucisk, wyzysk i niesprawiedliwość, głoszone w imię interesów pojedynczego państwa. Mimo całego tego idealizmu, który wydaje się przegrywać z brutalną rzeczywistością, głęboko wierzę, że właśnie to przesłanie musi na nowo dotrzeć do europejskich elit zasiadających w wygodnych, lecz odizolowanych od rzeczywistości stolicach Europy. To przesłanie płynie z bolesnej refleksji kogoś, kto aż za dobrze wie, jak to jest żyć w cieniu imperiów i ponosić najcięższe konsekwencje ich imperialnych ambicji.
Dla mnie hasło „nigdy więcej” jest nadal czymś realnym. Było ono wielokrotnie przywoływane przez moich rodziców i dziadków, którzy, jak całe generacje Polaków, marzyły o i aspirowały do życia w europejskiej wspólnocie prawa, wartości i interesów. W 2026 r. roku brzmi ono prawdziwiej i donośniej niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli jednak Europa ma mieć przyszłość i wyjść poza małostkową politykę dnia dzisiejszego, potrzebuje narracji, która nie jest zakotwiczona wyłącznie w przeszłości sprzed ośmiu dekad. Sprzeciw wobec imperializmu musi nadal stanowić fundament europejskiej tożsamości roku 2026 – tak jak czynił to w 1951 roku. Musi jednak zostać na nowo przemyślany i opowiedziany w świetle współczesnych okoliczności oraz wyzwań, jakie stawia przed nami niebezpieczny świat. Jak wciąż przekładać na język współczesności marzenie Ojców Założycieli o pokojowym współistnieniu europejskich narodów i państw? W czyim imieniu („my, narody Europy”?) przemawiają państwa członkowskie i traktaty? Skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy? Jakimi wartościami się kierujemy?
* * *
Aby dzisiaj mit założycielski i marzenie o „nigdy więcej” przetrwały, ponadnarodowa wspólnota i sam projekt integracyjny, potrzebują nie tylko zręcznych narratorów, ale także dobrej opowieści, zaangażowanych odbiorców, strategii obrony mitu (lub mitów) oraz kontr-narracji wyjaśniających i uzasadniających pierwotny konsensus, który połączył państwa i narody Europy.
Wydaje się, że UE nie radzi sobie najlepiej w żadnym z tych aspektów tworzenia i obrony mitów czy też budowania nowych mitów dla przyszłych pokoleń. Pamięć o powodach, dla których państwa przystąpiły do Wspólnoty w 1952 roku, musi mieć fundamentalne znaczenie w procesie dalszego rozwoju UE, refleksji nad jej mitami oraz prób reagowania na najpoważniejsze zagrożenie dla powojennego ładu – zagrożenie, które może zburzyć jeden z mitów założycielskich pierwszych Wspólnot: mit władzy politycznej poddanej ograniczeniom oraz konsensusu, który – choć niedoskonały – stanowił płaszczyznę porozumienia dla i godzenia różnych stanowisk. Istotą europejskiego konsensusu zawsze było uznanie przez strony gotowości do podjęcia negocjacji w celu znalezienia wspólnego rdzenia rozumienia kluczowych zobowiązań. Konsensus ten miał charakter pragmatyczny, gdyż od początku zakładał istnienie różnicy zdań, którą należało z czasem zarządzać, by stopniowo wypracowywać wspólne rozumienie podstawowych zasad i wartości.
Co zatem czeka moją wyidealizowaną i ambitną wizję „jak najściślejszej unii pomiędzy narodami Europy”?
W perspektywie roku 2026 i kolejnych lat przed Unią – a także przed konsensusem opartym na wspólnych wartościach – stoi wyzwanie znalezienia równowagi między budowaniem autentycznie ponadnarodowego porozumienia wokół wartości podstawowych a uwzględnianiem istniejących w poszczególnych państwach członkowskich wewnętrznych konsensusów. Kwestia wartości i wzajemnego zaufania doskonale ilustruje to wyzwanie, choć często rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. W szerszym ujęciu, ta niedoskonałość i niepewność są wpisane w samo DNA projektu europejskiego oraz w jego mit założycielski, mówiący o „jak najściślejszej unii pomiędzy narodami Europy” (art. 1 TUE). Debata o wartościach musi stanowić element tego nieustannie ewoluującego krajobrazu i nie może pomijać wpisanych w ten projekt i konsensus mechanizmów ścierania się poglądów oraz negocjacji. Aspiracja ta stoi w wyraźnej sprzeczności z rzeczywistością, gdyż w 2026 roku „jak najściślejsza unia” nadal opiera się przede wszystkim na przynależności państwowej, a obywatele wciąż pozostają w cieniu narracji kształtowanej przez państwa.
„Kryzys wartości”, poddający w wątpliwość wspólnotę łączącą państwa członkowskie, rodzi fundamentalne pytania o przynależność i tożsamość. Aby Unia skuteczniej reagowała na zagrożenia dla demokracji, kluczowe jest, by wszyscy uczestnicy tego procesu potwierdzili swoje oddanie wspólnym aspiracjom demokratycznym oraz fundamentalnym wartościom – godności, równości i wolności – a także uznali ten projekt za własny. Muszą oni być gotowi interpretować swój lokalny mandat w duchu zobowiązań, które – nawet wbrew chwilowym oczekiwaniom społeczeństwa czy jego przedstawicieli – stawiają na pierwszym miejscu konieczność skutecznego egzekwowania zasad. Jedynie połączenie szacunku dla istoty konstytucyjnych fundamentów tego konsensusu, zaangażowania państw członkowskich w te wartości oraz szczególnego etosu członkostwa pozwoli nam wyjść poza doraźne łatanie problemów i zapewnić trwałą wiarygodność oraz legitymację ponadnarodowego modelu organizacji i sprawowania władzy.
* * *
Moment, w którym dzisiaj się znajdujemy, wzywa nas, Europejczyków, do krytycznego przemyślenia i napisania na nowo europejskiej narracji (lub narracji) na rok 2026 i kolejne lata, przy jednoczesnym codziennym odnawianiu naszego zobowiązania na rzecz zjednoczonej Europy. Ta aspiracja stoi w jaskrawej sprzeczności z rzeczywistością, gdyż w 2026 roku owa „coraz ściślejsza unia” wciąż opiera się na przynależności państw, a obywatele pozostają nadal w cieniu narracji kreowanej przez państwa. Jeśli jednak wspólnota związek państw nie uczyni kroku w stronę „wspólnoty prawa i wartości”, wspólny porządek prawny i praktyka zakorzeniona we wspólnych wartościach, a egzekwowana w imieniu obywateli Europy – będą nieustannie poddawane w wątpliwość.
Kluczowe jest więc, aby wszyscy aktorzy potwierdzali nie tylko w deklaracjach, ale przede wszystkim w codziennej praktyce, swoją wierność wobec coraz ściślejszej unii nie tylko państw, ale „państw i narodów europejskich” oraz odnawiali poszanowanie w fundamentalne wartości, takie jak godność, równość i wolność. Każdy musi być gotowy interpretować swój lokalny mandat w duchu zobowiązania, które wykracza poza doraźne oczekiwania obywateli i ich przedstawicieli, stawiając na pierwszym miejscu konieczność respektowania wiążącego dla wszystkich rdzenia (core) integracji i poszanowania wspólnych instytucji jako warunki niezbędne życia obok siebie w ramach wspólnoty powołanej dobrowolnie dla dobra wszystkich. Jedynie połączenie poszanowania dla konstytucyjnego rdzenia konsensusu może zapewnić trwałą wiarygodność i legitymację ponadnarodowego modelu organizacji i sprawowania władzy.
Ten krytyczny moment w historii integracji ponadnarodowej wysuwa na pierwszy plan kwestie wykraczające poza samą strukturę i mechanizmy rządzenia (budowanie narracji czy lojalność poszczególnych aktorów); dotyczy on również treści obejmującej wspólne wartości (ponadnarodowy porządek prawny) oraz celu istnienia Unii i jej samoświadomości (walka z demokracjami nieliberalnymi czy też próba ich uwzględnienia w systemie).
W miarę jak Unia rozwija się, dokonuje refleksji i kształtuje własną narrację, kluczowe znaczenie musi mieć pamięć o tym, dlaczego w 1952 r. państwa zdecydowały się utworzyć wspólnotę. W okresie powojennym Europejczycy wierzyli, że Europę można odbudować nie tylko poprzez budowę rynku (pragmatyzm), ale także poprzez oparcie jej na prawie i wartościach uznawanych za wspólne (idealizm) – wartościach, które miały wykraczać poza doraźne impulsy. Wszak prawo integracyjne zawsze opierało się na idei „porządku wyznaczonego przez istnienie wspólnych wartości i interesów”. To właśnie lęk przed autorytaryzmem oraz podkreślane już wyżej „nigdy więcej” (jako fundament konstytucyjny) napędzały proces integracji u jego zarania – i wartości te musimy dziś odkryć na nowo. Być może okażą się one najważniejszym drogowskazem w naszych nieustannych dążeniach do tworzenia coraz ściślejszej unii narodów Europy?
Stoimy zatem przed wyzwaniem przejścia od tradycyjnego postrzegania „innego” jako obcego („other as a stranger”) do znacznie bardziej wymagającego uznania innego za sąsiada („other as a neighbour”) z którym godzimy się dzielić kluczowe zasady konstytucyjne i wspólnie kierować się fundamentalnymi wartościami oraz żyć ramię w ramię, mimo wszystkich różnic, które przecież są faktem. Różnice jednak w ramach wspólnoty muszą brać pod uwagę to co jest dla uczestników wspólnoty wspólne (art. 2 TUE i „shared values”). To one definiujące nas jako Europejczyków oraz naszą wspólnotę jako wspólnotę prawa i wartości. Wspólnotę, która wyrasta z marzenia o jedności, a zarazem z rzeczywistości znaczonej odrębnościami. Aby więc obietnica i marzenie „życia obok siebie”, gdzie inny nie jest już obcym, mogły stać się rzeczywistością, kluczowe jest uznanie, że wszyscy uczestnicy procesu integracji akceptują projekt integracji jako swój własny, gdzie występują nie tylko jako jego uczestnicy, ale w równym stopniu jego współautorzy i gospodarze.
* * *
Gdy stajesz się częścią wspólnoty, korzyści idą w parze z obowiązkami, a twoje wybory na poziomie krajowym (np. w zakresie wymiaru sprawiedliwości) muszą zawsze pozostawać w zgodzie z nienegocjowalnym rdzeniem integracji3. Dzisiaj triada „rule of law – podział władzy – sędziowska niezawisłość” stanowią o istocie tożsamości europejskiej przestrzeni publicznej i spełniają funkcję standardu dla oceny działania w jej obrębie. Jeśli przestrzegasz rdzenia, należysz do europejskiej przestrzeni. Jeżeli nie, twoje miejsce jest poza wspólnotą. Gdy wyłamujesz się z rdzenia i obniżasz poziom ochrony oraz jakość demokracji poniżej tego, który istniał w dniu Akcesji, zdradzasz istotę powojennego konsensusu europejskiego. W konsekwencji pozostali członkowie wspólnoty mogą postanowić, że nie chcą już grać z tobą w jednej drużynie. W tym momencie jesteś zwolniony z obowiązków, ale równocześnie tracisz dobrodziejstwa, które wspólnota gwarantowała.
Gdy więc oceniamy z perspektywy dnia dzisiejszego to wszystko co wydarzyło się w Polsce w latach 2015 – 2023, uzasadnione było postawienie wtedy i stawianie każdego dnia dzisiaj, dramatycznego pytania: „Quo vadis, Polsko, gdy nie jesteś gotowa do respektowania dobrowolnie zaciągniętych zobowiązań iprzestrzegania podstaw powojennego kompromisu, którego po 2004 r. także jesteś częścią i współtwórcą?” W latach 2015 – 2023 rozgrywał się bowiem w Polsce spektakl, w którym każdy grał swoją rolę na politycznej planszy gry zatytułowanej „Jak manipulować prawem i instytucjami” i „Jak niszczyć prawo i instytucje, gdy stawiają opór”. To spektakl, w którym pseudosąd konstytucyjny tworzył pozory legalności, a parlament przy aktywnym udziale Prezydenta, co chwila ponawiał legislacyjne próby przejęcia resztki niezawisłego wymiaru sprawiedliwości i wygaszania wszelkich oznak oporu, a rząd kolektywnie i jego ministrowie jako soliści chlubili się na każdym kroku niewykonywaniem wyroków. Efekty tego niszczącego procesu są odczuwalne każdego dnia, gdy bezradnie oswajamy zastane bezprawie, którego trwanie każdego dnia oznacza faktyczny pełzający POLEXIT.
Gdy w sposób pryncypialny odrzucaliśmy autorytet sądu i prawa integracji, ten polityczny spektakl z tragikomedii stawał się jednak w pewnym momencie dramatem państwa prawa i europejskiej demokracji liberalnej. Postępując w ten sposób burzyliśmy podstawy powojennego konsensusu europejskiego mozolnie budowanego po 1945 r. wokół potężnego i symbolicznego “Nigdy więcej”. To “Nigdy więcej”, dzisiaj niestety coraz częściej zapominane, łączy europejską przestrogę, aspirację i marzenie. Za „Nigdy więcej” kryje się fundamentalna “Pierwsza Zasada” powojennego ładu publicznego w Europie: wiara, że każda władza polityczna musi być władzą ograniczoną i kontrolowaną przez instytucje od niej niezależne, przede wszystkim sądy. Tymczasem w momencie gdy prawo i instytucje zaczynają służyć bezwzględnej polityce, zamiast ją cywilizować i krępować, “Nigdy więcej” staje się jedynie pustą i pięknie brzmiącą figurą retoryczną.
Aż strach więc pomyśleć, co się stanie, gdy obywatele kupią (już kupili?) to politycznie ukartowane przedstawienie i coraz częściej zastanawiają się “Po co mi ta cała Unia”. Zadając to dramatyczne pytanie, nie chodzi już tylko o zniszczony Trybunał Konstytucyjny, przejęty Sąd Najwyższy, zdemolowane sądy, czy kompletnie zabetonowaną prokuraturę … O tym wszystkim wiemy. Tym razem trzeba wykrzyczeć, że chodzi o nas wszystkich obywateli, o nasze wolności i swobody, które prawo europejskie nam gwarantuje, a które stracimy, gdy POLEXIT staje się upiornym faktem. Ataki na TSUE w Luksemburgu, kwestiononowanie jego wyroków i pogarda dla Unii, nie tylko zmarginalizowały Polskę wewnątrz wspólnoty i docelowo wypychały nas z Unii, lecz także czyniły z obywatela polskiego na powrót sługę państwa i obywatela europejskiego drugiej kategorii, pozbawionego ochrony, którą dają obywatelom w innych państwach prawo europejskie i sądy. To był powrót do świata, w którym „Kowalski” nie miał żadnych szans, miał świecić światłem odbitym państwa i być posłusznym jego woli. To był powrót do świata, w którym państwa jednostronnie zastrzegają sobie kompetencję do oceny, czy zastosują się do wyroku czy nie. To był powrót do świata bezwględnej kalkulacji politycznej, w której nie ma obywatela i jego praw. Liczy się tylko interes państwa i jego punkt widzenia. Obywatel staje się na powrót stłamszoną jednostką. Ma być niewidzialny.
Czy rozumiemy, że ten świat to faktycznie koniec Unii i jej prawa, skoro zawsze istotą prawa europejskiego było danie obywatelom możliwości wyboru gdzie, jak i z kim chcą budować swoją własną wizję dobrego życia, a następnie zapewnienie, że walcząc o swoje wybory obywatel z własnym państwem może … wygrać
* * *
Myślenie i mówienie o Europie w kategoriach wartości, które połączyły państwa i narody europejskie, ma szczególne znaczenie w Polsce A.D. 2026, skoro ostatnie badania opini publicznej pokazują dobitnie, że Europy i integracji nie możemy już brać jako pewnik. Sami obywatele muszą rozumieć, że z wyborem partii, która odrzuca podział władzy, tolerancję dla innych, propaguje szowinizm, podziały, a nieufność i małostkowość podnosi do rangi „cnót” politycznych, związana jest cena, którą pewnego dnia trzeba będzie zapłacić, a którą może nawet dzisiaj już zaczynamy płacić …
Czy zapomnieliśmy, że granica dzieliła nas od Europy tylko 21 lat temu, a paszport był niezbędny do podróżowania? Wolność podróżowania, pracy, zakupy w Berlinie, wakacje w Grecji – nie są nam dane raz na zawsze tylko dlatego, że Polska jest wybrańcem narodów, któremu cały czas coś się należy. Gdy rezygnujemy ze wspólnoty i kwestionujemy wartości, których przestrzeganie połaczyło nas w 2004 r., musimy także zrezygnować z tego otwarcia i wszystkich okazji, które się z nim łączą. Taki „elementarz” jest obywatelską odpowiedzią na politykę resentymentu, ignorancji i nienawistną narrację o niedobrej Europie, która rzekomo knuje przeciwko Polsce, nie docenia naszej odrębności, dybie na naszą suwerenność etc., etc. … To w końcu próba wyjścia ponad dominującą w Polsce perspektywę mikro wyznaczoną przez spory „tu i teraz”, zamiast refleksji makro: „co dalej?” i jak to „co dalej” wpłynie na nasze życie i zmieni w przyszłości życie tych, którzy przyjdą po nas …
* * *
I believe that our endless discussion of HOW has caused us to lose sight of WHY
David A. O Edward, ‘Luxembourg in Retrospect: A New Europe in Prospect’4
W 2026 r. i dalej, poturbowana Polska i coraz bardziej zdezorientowana opinia publiczna, potrzebują, bardziej niż kiedykolwiek, obywatelskiej narracji, myślenia i sporu o przyszły kształt Europy i miejsce naszej konstytucji w tym niekończącym się procesie uczenia się od innych a zarazem uczenia innych o sobie. Dzisiaj pytaniem, które musi wyznaczać nasz europejski dyskurs nie jest już tylko tradycyjne pytanie o “co” (rynek), ale przede wszystkim, “dlaczego” My Europejczycy jesteśmy nadal razem, mimo wszystkich występujących między nami różnic. Trzeba wierzyć, że nadal warto jest mówić o tym i tak do obywateli. Europa nie obroni się sama, jeżeli każdy z nas nie będzie gotów jej bronić “tu i teraz” na swoj “mały” indywidualny sposób. To właśnie powinno być naszym obywatelskim “TAK” i wyznaczać nasze myślenie, rozmowę i troskę o Europę, o której marzyło pokolenia moich dziadków, rodziców i także moje.
Gdy więc myślimy co dalej, musimy w większym niż dotąd stopniu, doceniać i badać kluczową interakcję między prawnym wymiarem integracji (poszukiwanie optymalnych narzędzi dla ochrony integralności porządku unijnego – tu ulubione cały czas niestety pytanie europejskich elit „Jak”) a jej wymiarem etycznym budowanym wokół narracji wyjaśniającej, w czyim imieniu UE podejmuje działania na rzecz obrony swoich fundamentalnych wartości i dlaczego, mimo wszystkich różnic, my Europejczycy, nadal jesteśmy razem w wspólnocie. To właśnie tutaj unijny dyskurs o wartościach staje przed prawdziwym wyzwaniem konstytucyjnym, zanim będzie mógł rościć sobie prawo do uznania, że „wartość” („a value”) stała się „naszą wartością” („our value”).
To właśnie stanowi istotę obietnicy i marzenia kryjących się za odwiecznym i dzisiaj bardziej niepokojącym niż kiedykolwiek pytaniem „Dlaczego?” Niepokojącym, ponieważ, słuchając wypowiedzi polskich, europejskich i unijnych polityków, nie ma wątpliwości, że pilnie potrzebują nowego języka wokół “Dlaczego”, który pozwoli im na nowo opisać miejsce państw wobec Europy i zrozumieć, że w Unii nie ma miejsce na tendencje autorytarne. Gdy jedno z państw kwestionuje wspólne wartości, które spajają projekt integracyjny, cała wspólnota i delikatny powojenny konsensus, zaczynają się rozpadać od środka. Widziałem to w sposób dramatyczny na sympozjum w Parlamencie Europejskim w listopadzie 2025 r.5 poświęconemu “rule of law” w czasie którego wygłosiłem wykład o kryzysie wartości jako uderzającym w samą istotę integracji. Moje marzenie i aspiracja do “nigdy więcej” i “jak najśiślejszej unii pomiędzy narodami Europy” zostały poddane bolesnej weryfikacji z rzeczywistością, skoro ani politycy krajowi ani eurokraci nadal nie rozumieją wagi dryfowania przez którekolwiek państwo wspólnoty w kierunku autorytaryzmu i zgubnych konsekwencji podważania od wewnątrz istoty i rdzenia integracji osadzonego w i wokół wspólnych wartości. “Kryzys wartości” chcą nadal zażegnywać swoimi ukochanymi wykresami, tabelkami i “odfajkowywaniem” zgodności z technicznymi kryteriami, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością i tym jak prawo integracji zmienia życie obywateli i dotyka ich spraw codziennych. W Brukseli zderzenie z jednej strony języka wartości i wyzwania budowania europejskich “nawyków serca” z technokratycznym wyalienowaniem elit brukselskich z drugiej strony było dla mnie przejmujące …
Słynny norweski podróżnik i odkrywca T. Heyerdahl, przestrzegał i wzywał:
„Jedni wierzą w przeznaczenie, inni nie. Ja wierzę – i nie wierzę. Czasami może się wydawać, że niewidzialne palce poruszają nami niczym marionetkami na sznurkach. Z pewnością jednak nie urodziliśmy się po to, by być ciągniętymi w sposób bezwolny. Możemy sami chwycić za sznurki i skorygować kurs na każdym rozstaju dróg albo wyruszyć każdą napotkaną ścieżką w nieznane” 6.
To, czy my, Europejczycy, jesteśmy gotowi być nadal panami własnego losu, definiować samych siebie w procesie jak najściślejszej unii pomiędzy narodami Europy, dostosowywać i udoskonalać naszą wspólną podróż, zamiast pozwalać, aby to inni definiowali nas i za nas pociągali w trasie sznurkami, pozostaje pytaniem niepokojąco otwartym i dzisiaj niezwykle aktualnym …
Nie pytaj mnie dzisiaj komu dzisiaj bije dzwon. Bije on nam wszystkim. Tobie. Nam. Mnie, a na zadawane wyżej pytanie “Dlaczego”, odpowiadam więc, właśnie dlatego.
Tomasz Tadeusz Koncewicz
_______________________________________________________________________
2 https://www.scottishpoetrylibrary.org.uk/poem/he-wishes-cloths-heaven/ W eseju pominięto przypisy, które znajdowały się w oryginale tekstu angielskiego. Wątki tutaj poruszane nawiązują do wcześniejszych moich tekstów, do których w tym miejscu odsyłam wszystkich zainteresowanych pogłębioną analizą problemów podjętych w eseju: The politics of integration in retrospect and the supranational mega-politics of governance and design in prospect. A roadmap, 2024 “European Law Journal” nr 30, s. 286; Revisiting „An Ever Closer Union of Law and Values”. Still paddling together?, (2024) Przegląd Konstytucyjny numer 1 s. 85; On “The Law of Integration” and Supranational First Principles in 2024 and Beyond Epilogue or a New Prologue? (2024) Przegląd Konstytucyjny Numer 4 (2024), s. 59; How the EU is Becoming a Rule-of-Law-less Union of States: From POLEXIT to E(U)EXIT?, Verfassungsblog, ‹ https://verfassungsblog.de/how-the-eu-is-becoming-a-rule-of-law-less-union-of-states/; If You Are Europe, What Is Your Story in 2022?, Verfassungsblog, https://verfassungsblog.de/if-you-are-europe-what-is-your-story-in-2022/; L’état de droit supranational comme premier principe de l’espace public européen. Une union toujours plus étroite entre les peuples d’Europe mise à l’épreuve?, Lausanne, 2021 https://jean-monnet.ch/en/publication/22e-numero-de-la-collection-debats-et-documents/; On the Rule of Law Turn on Kirchberg, Part 1: What and How has the Court of Justice Been Telling Us About the EU Constitutional Essentials?, Verfassungsblog, 3 August 2019, ‹ https://verfassungsblog.de/on-the-rule-of-law-turn-on-kirchberg-part-i/ ; On the Rule of Law Turn on Kirchberg, Part 2: How the Court of Justice is Spelling out the Constitution’s Unwritten Understanding(s), Verfassungsblog, https://verfassungsblog.de/on-the-rule-of-law-turn-on-kirchberg-part-ii/; Supranational Thinking out of the Box. “To Ensure that the Law is Observed”: Anchoring the Value Turn and Supranational. Legality in the Case Law of the Court of Justice, Przegląd Prawa Konstytucyjnego 2024; “The Ever Closer Union Among the Peoples of Europe” in Times of War, Verfassungsblog https://verfassungsblog.de/the-ever-closer-union-among-the-peoples-of-europe-in-times-of-war/; The Court of Justice and the Law of Integration in Times of the Supranational Reckoning. Quo Vadis? w: T. Tridimas, A. Arnull, The European Court of Justice and its critics, (Bloomsbury, w druku) ; The Core of the European Public Space. Revisiting Art. 19 TEU in Times of Constitutional Reckoning Verfrassungsblog https://verfassungsblog.de/the-core-of-the-european-public-space/;“The Existential Jurisprudence” of the Court of Justice Moving Beyond the Boats, Embracing the Journey, https://reconnect-europe.eu/blog/existential-jurisprudence-koncewicz/; The Politics of Integration in Retrospect and the Supranational Mega Politics of Governance and Design in Prospect. A Roadmap, “European Law Journal” 2024; The Politics of Resentment and First Principles in the European Court of Justice, w: F. Bignami, (red.,), EU Law in Populist Times: Crises and Prospects, Cambridge 2019; Thinking About “The Ever-Closer Union Among Peoples of Europe” in Times of Constitutional Reckoning, w: M. Kotzur. Red), European Identities and Values in Transformation, (Hamburg, 2024), https://www.hamburg-vigoni.de/en/publikationen/vol4-identities.html, Values, w: S. Garben, L. Gormley, (red.,) Oxford Encyclopaedia of EU Law, (Oxford University Press, 2023); What Does It Mean to Be a Member State of the Union in 2022 and Beyond?, 19 April 2022, < https://reconnect-europe.eu/blog/what-does-it-mean-to-be-a-member-state-of-the-union-in-2022-and-beyond/
3 Rozwijam tu https://wyborcza.pl/7,75968,32533813,jak-rozmawiac-o-europie-i-o-niebezpieczenstwach-polexitu-takiego.html?_gl=1*b0hoky*_gcl_au*MTQ5MDI3NzYzMC4xNzg5NTQ0ODExLi0uLS4xNzg5NTQ0ODExLjE4NjE5NDk5NzMuMTc5MDM2NDAxNy4xNzkwNDE0NzAx*_ga*MTY5NDA0NTk1LjE3ODk1NDQ4MDg.*_ga_6R71ZMJ3KN*czE3OTA0MTQyMDIkbzUkZzEkdDE3OTA0MTQ3MDEkajYwJGwwJGgw
4 (2004) 120 European Business Journal 126.
6 “Some PEOPLE BELIEVE IN FATE, OTHERS DON’T. I DO and I don’t. It may seem at times as if invisible fingers move us about like puppets on strings. But for sure, we are not born to be dragged along. We can grab the strings ourselves and adjust our course at every crossroad, or take off at any little trail into unknown”. T. Heyerdahl, Kon-Tiki. Across the Pacific by Raft, (moje tłumaczenie).