15 maja Sejm wybrał sędziowskie grono członków Krajowej Rady Sądownictwa na podstawie kontestowanej przez sędziów ustawy o KRS z 2017 roku, której nowelizację zawetował Karol Nawrocki. Kandydatów wyłonili w wyborach powszechnych sami sędziowie i 13 „sędziowskich” miejsc obsadził osobami, dającymi gwarancje niezawisłości i niezależności. Tymczasem, by do tego nie dopuścić, opozycja – Prawo i Sprawiedliwość (sic!) – wytoczyło działo-kolumbrynę: wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o wydanie postanowienia zabezpieczającego. Miało ono powstrzymać Sejm przed wyborem KRS.
Trybunał Bogdana Święczkowskiego pospiesznie wykonał zlecenie: 5-osobowy skład wydał oczekiwane przez PiS postanowienie.
Wydanie postanowienia zabezpieczającego na pozór nie jest, w historii Trybunału Konstytucyjnego niczym nowym. 11 lat temu posłowie ówczesnej opozycji skierowali do Trybunału podobny wniosek, starając się powstrzymać Sejm VIII kadencji od wyboru pięciorga sędziów na miejsca już zajęte m.in. przez profesorów Romana Hausera, Andrzeja Jakubeckiego i Krzysztofa Ślebzaka. Czytelnicy Monitora pamiętają niewątpliwie tę batalię, w której jedyną bronią, jaką Trybunał dysponował, była konstytucja. Przeciw sobie miał obóz zwycięskiej prawicy i prezydenta, posłuszne narzędzie w rękach prezesa. Rządzący obóz uchwalił, że uchwały o wyborze m.in. wymienionych sędziów były bezskuteczne, co otworzyło drogę do wyboru „naszych” sędziów przed rozstrzygnięciem wniosku o sygnaturze K 34/15.
Spójrzcie, drodzy czytelnicy Monitora, na oba postanowienia. Czy widzicie jednak różnice?
Po pierwsze – skład: wtedy, w 2015 roku był to pełny, 11-osobowy skład. Zasiadali w nim sędziowie wybrani przez Sejm w różnych kadencjach a wśród nich wskazani także przez Prawo i Sprawiedliwość profesorowie Teresa Liszcz i Zbigniew Cieślak. Oboje w najbliższych dniach mieli zakończyć swoje kadencje i przecież nie musieli – jeśli taki był – ulegać jakiemuś naciskowi większości; nie zgłosili votum separatum, głosowali z pozostałymi sędziami, pochodzącymi przecież z nadania Platformy Obywatelskiej, SLD i PSL, z którymi na pozór nic ich już nie łączyło. Tyle, że byli to sędziowie, wierni swojemu przyrzeczeniu służby konstytucji i prawu. Oraz – prawdzie. Etos, a może duch Trybunału okazał się wystarczająco silny. Oboje podpisali się pod postanowieniem.
Postanowienie Trybunału’ 2026, przecież podobnie jak tamto – ustrojowe – przyjął skład ledwie 5. osobowy. Przewodził wielokrotnie skompromitowany były prokurator stanu wojennego i były, wieloletni poseł Stanisław Piotrowicz a sprawozdawcą był – tak, tak – dubler Justyn Piskorski. No i postanowienie przyjęto większością głosów. Przesłany do Sejmu dokument nie ujawnia ile i czyich głosów zabrakło. Zapewne przeciw mógł być tylko sędzia Rafał Wojciechowski, bo przecież ani Bartłomiej Sochański, ani – tym bardziej – Bogdan Święczkowski.
Po drugie, zwróćcie, Czytelnicy, uwagę na jeszcze jedną, fundamentalną różnicę między obydwoma postanowieniami: przed 11 laty Trybunał Konstytucyjny w Uzasadnieniu zapadłego postanowienia drobiazgowo tłumaczył, czemu stara się zapobiec i w jak poważnej konstytucyjnie sprawie będzie rozstrzygał. Tymczasem postanowienie’ 2026 jest puste, nie wiadomo, czym skład obecnego Trybunału się kierował, na jakiej podstawie wydał werdykt i właściwie o co poszło. Jeśli nawet nie było to wykonanie zlecenia na zamówienie, to albo ujawnił lenistwo, albo dowiódł braku podstaw.
Dodać trzeba, że szczegółowe uzasadnienie „tamten” Trybunał rozwinął i przybliżył publiczności ustami prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, który nie zamykał się za żelaznym płotem, tylko tłumaczył publiczności, co Trybunał zrobił, jak i dlaczego. Prof. Rzepliński poinformował mianowicie Polką Agencję Prasową, że
11 sędziów TK wydało w poniedziałek postanowienie „co do zabezpieczenia wniosku” grupy posłów, którzy zaskarżyli ustawę o TK oraz nowelizację tej ustawy. Prezes TK wyjaśnił, że Trybunał zastosował tu przepisy Kodeksu postępowania cywilnego umożliwiające zabezpieczenie danego roszczenia do czasu wyroku w danej sprawie. Ustawa o TK stanowi bowiem, że w sytuacjach nią nieuregulowanych TK może posłużyć się K.p.c. – Jako obywatel i sędzia nie wyobrażam sobie ignorowania takiego postanowienia” – powiedział prezes Rzepliński.” – donosił ówczesny serwis internetowy Trybunału „Obserwator Konstytucyjny”.
Czy ktoś słyszał wyjaśnienie Bogdana Święczkowskiego? Jeśli nikt, to znaczy, że był to niewypał.

