Trybunał Konstytucyjny – w składzie tak stabilnym i praworządnym, że aż prosi się o oprawienie w ramki orzekł, iż Prezydent RP wcale nie musi przyjmować ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm. Okazuje się, że dotychczasowe rozumienie Konstytucji było po prostu zbyt… dosłowne. Naiwni myśleliśmy, że odbieranie ślubowanie to czynność techniczna, jak wbicie pieczątki. Błąd. To moment metafizycznej selekcji.
Dzięki temu orzeczeniu nasz ustrój zyskał nową, niespotykaną dotąd warstwę. Prezydent nie jest już tylko strażnikiem Konstytucji. Stał się kimś w rodzaju bramkarza w ekskluzywnym klubie „Justice”. Sejm może sobie wybierać, kogo chce, ale jeśli kandydat ma nieodpowiednie krawaty lub – co gorsza – nieodpowiednie poglądy, Pan Prezydent może po prostu udawać, że akurat wyszedł do ogrodu i nie słyszy dzwonka do drzwi.
W logice obecnego Trybunału „obowiązek” to pojęcie płynne. Coś jak „dieta”– niby trzeba jej przestrzegać, ale jak nikt nie patrzy, to kremówka nie zaszkodzi. Jeśli Prezydent uzna, że sędzia mu nie leży, może go trzymać w poczekalni historii przez czas nieokreślony. To wspaniałe rozszerzenie kompetencji:
Sejm: wybiera, prezydent: recenzuje, kontempluje i – ewentualnie – ignoruje a Konstytucja cierpliwie znosi wszystko, bo i tak nie ma kto jej bronić (poza tymi, którzy właśnie ją twórczo rozwijają).
Czas potraktować Trybunał tak jak TVP, ma to w sobie pewną poetycką sprawiedliwość. Skoro w obu instytucjach rzeczywistość jest tworzona na zamówienie, a jedyną stałą jest uwielbienie dla jednej opcji, to może faktycznie pora na zmianę ramówki? Zamiast kolejnych odcinków serialu „Jak sparaliżować państwo prawem i sprawiedliwością”, widzowie chętnie obejrzeliby coś w rodzaju „Kuchennych rewolucji: Edycja – Gmach na Szucha”. Problem w tym, że o ile w TVP wystarczyło wyłączyć sygnał, o tyle tutaj mamy do czynienia z betonem najwyższej próby. Ale głowa do góry! Skoro Prezydent nie ma „bezwzględnego obowiązku” słuchania ustaw, to może obywatele nie mają bezwzględnego obowiązku traktowania takich wyroków poważnie?
W końcu, jak uczy nas obecny TK, prawo jest tylko sugestią. Zwłaszcza gdy przeszkadza w dobrej zabawie.
Leszek Myczka
Komentarz wcześniej został opublikowany na profilu FB Autora