M. Sworzeń: LEXyKON jednostronny. Hasła: 27:1 bis. Zurych. Melanż. Destrukcja. Plan taktyczny. Roma. Autodestrukcja. Piekiełko

0
(0)

Prezydent Duda pokazał prezydentowi Trumpowi, co znaczy amerykańskie tempo. Kiedy tamten z najwyższym trudem, po wielomiesięcznej batalii, doprowadził w końcu do mianowania sędziego Sądu Najwyższego, polski prezydent spokojnie, bez zadyszki, po ledwo trzymiesięcznych zabiegach, zamianował nie jednego, ale dwudziestu siedmiu sędziów SN. I tak oto na płaszczyźnie międzynarodowej znowu wygraliśmy stosunkiem 27:1. Dokładnie taki sam – liczbowo – sukces odniosła swego czasu premier Szydło, tyle że na europejskim forum Unii – Ameryka zaś to już całkiem inny poziom…

O tym, że rosyjscy rewolucjoniści, nim przystąpili do czynu, lubili pobyć sobie w Szwajcarii, napisano dziesiątki książek – do najlepszych z nich należy „Lenin w Zurychu” Sołżenicyna. Z tegoż to przywołanego w tytule miasta wiosną 1917 roku wyruszył w kierunku Rosji słynny oplombowany pociąg z partyjną wierchuszką bolszewików, wtedy jeszcze biedujących, a już po roku sprawców destrukcji potężnego państwa. Uderzył mnie silnie ten historyczny melanż, kiedy usłyszałem, że prezydent Duda jeszcze w przeddzień nominowania sędziów miał wykład w Zurychu. Czyżby w Szwajcarii naprawdę nie było innych miast?

Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta, oświadczył w wywiadzie, że – po publikacji wiadomych taśm – PiS nie zadbał wcale o obronę premiera i zostawił go samotnie na placu boju. Stwierdził, że wtedy trzeba było od razu stworzyć plan taktyczny i dać szeroką ławą mocny odpór. Wobec kogo (kelnerów?) i z użyciem jakiej broni (bo przecież nie prawdy…) – tego już nie wywiódł. Przypuszczam, że eks-rzecznik był na dłuższym urlopie, bo mówił jakby nic nie wiedział o publicznej odsieczy, z którą natychmiast pospieszył prezes PiS, a wraz z nim cała rzesza doświadczonych znawców mocnych (tj. męskich) stron ojczystego języka. Taka wypowiedź, ostentacyjnie lekceważąca partyjne wysiłki, raczej nie zrobi dobrego PR-u prywatnej firmie PR-owej pana Ł., chyba, że… jego mowa była uzgodniona, stosowny plan już powstał i tylko czeka na okazję do przetestowania. Poczekamy, posłuchamy…

Jakże tytaniczne muszą być moce autodestrukcji, skoro nowy polski ambasador w Rzymie nie wytrzymał tam dłużej niż trzy tygodnie! Owszem, Konrad Głębocki nie pojechał do Wiecznego Miasta na długie wieki, ale przynajmniej na czteroletnią kadencję. Mam dla jego decyzji całkiem przyzwoite literackie wytłumaczenie, choćby to, że pourzędował tyle tygodni ile jest części w „Boskiej komedii”. I chociaż jej trzy księgi zaczynają się „Piekłem”, a kończą „Niebem”, w tym przypadku kolejność była całkiem odwrotna, jako że – tu dyplomatycznie ocieplamy nazwę miejsca o dość fatalnej reputacji – piekiełko było na samym końcu. I to wcale nie jakieś obce, włoskie, ale – wedle moich przypuszczeń – całkiem swojskie, polskie.

Marian Sworzeń

*ur. 1954, prawnik, pisarz, członek PEN Clubu – jego najnowsza książka pt. „Czarna ikona – Biełomor. Kanał Białomorski. Dzieje. Ludzie. Słowa” została ostatnio nominowana do literackich nagród: Gdynia, Angelus i im. Józefa Mackiewicza

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments