– Państwem polskim są także sądy, a więc i sędzia, który z orłem na piersiach wychodzi na salę sądową, że orzekać – mówi prof. dr hab. Michał Romanowski w wywiadzie z red. Mateuszem Mikowskim, opublikowanym w dzienniku „Rzeczypospolita”, o projekcie Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka uruchomienia procedury regresowej wobec neosędziów, których ignorowanie orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pociągało za sobą kary finansowe.
[…] Na państwie polskim spoczywa odpowiedzialność za uzyskanie zwrotu zadośćuczynień, które Polska musiała wypłacić w związku z orzecznictwem Trybunału w Strasburgu. Środki w budżecie Skarbu Państwa pochodzą z podatków płaconych przez obywateli. […] Rozwiązanie, o którym rozmawiamy, nie budzi wątpliwości na gruncie ustawy o dyscyplinie finansów publicznych, gdzie regres wobec urzędników jest wprost przewidziany w art. 30. Co ważne, w grę wchodzi też zwrot 500 mln euro kary nałożonej na Polskę za niewykonywanie zabezpieczenia Trybunału Sprawiedliwości UE z lipca 2021 r. w sprawie Izby Dyscyplinarnej oraz tzw. przepisów kagańcowych. […] [W]szelkiego typu orzeczenia TSUE, w tym te dotyczące kary za Izbę Dyscyplinarną, są skierowane do państwa polskiego. A państwem polskim są także sądy, czyli każda osoba, która z łańcuchem na piersiach wychodzi na salę sądową. W Sądzie Najwyższym jest szereg takich osób, które zignorowały orzeczenie luksemburskiego trybunału. Mimo wydanego zabezpieczenia wychodziły one na salę, orzekały i ponoszą odpowiedzialność za karę nałożoną za to na Polskę. Czas, żeby za to zapłaciły. Odpowiedzialność cywilna bywa bardziej skuteczna niż karna. […] [O]dpowiedzialność osobista sędziego nie dotyczyłaby winy orzeczniczej, ale byłaby to odpowiedzialność za oczywiste naruszenie prawa. Chodzi o przypadki, kiedy ktoś wychodzi na salę sądową i stwierdza tym samym: „nie będę przestrzegał prawa UE i orzeczeń ETPC”. Zazwyczaj tego typu stwierdzone uchybienia spełniają przesłankę popełnienia przestępstwa albo ciężkiego zawinienia dyscyplinarnego.Wyjście na salę sądową w łańcuchu sędziowskim przez osobę niemającą statusu sędziego jest najdalej idącym przekroczeniem uprawnień, bo chodzi o orzekanie wbrew zakazowi orzekania. To tak jakby tolerować, aby pilot samolotu pasażerskiego, nie mając licencji, był pilotem odpowiadającym za życie pasażerów.
[…] Uważam, że w dalszej kolejności zarówno politycy, jak i członkowie nielegalnie wybranej KRS powinni być adresatami pozwów regresowych. Nie wykluczam w tym zakresie odpowiedzialności regresowej posłów, senatorów, prezydenta, a także partii politycznej, która sprawowała władzę. Partia jest przecież osobą prawną, której celem jest wywieranie wpływu na sprawowanie władzy publicznej na terenie państwa. […] [R]egresy nie powinny dotyczyć asesorów i osób, które bezpośrednio po asesurze zostały sędziami w wadliwej procedurze. Można natomiast analizować możliwość kierowania pozwów regresowych wobec neosędziów, którzy wcześniej pełnili inny zawód prawniczy albo awansowali w procedurze przed neoKRS. […] Zakładam, że roszczenia regresowe będą wysuwane w związku z winą umyślną, która obejmuje zamiar ewentualny. Mówimy o sytuacji, kiedy ktoś przystępuje do orzekania w tym wypadku w Sądzie Najwyższym, nie mogąc nie wiedzieć, jakie jest orzecznictwo europejskich trybunałów, jak brzmi polska konstytucja i uchwała trzech izb SN z 2020 r. To modelowy przykład winy umyślnej i tylko do tej kategorii zawężam możliwość dochodzenia roszczeń regresowych. […] Ślepota wymiaru sprawiedliwości na bezprawie sprawiła, że granice zostały przesunięte i de facto mamy w Polsce jedynie wydmuszkę sprawiedliwości. Legalizacja bezprawia to początek końca rządów prawa. Siłę instytucji albo jej słabość zawsze tworzą ludzie. Nade wszystko liczy się czas. Takie prawa jacy sędziowie i prokuratorzy.
Jeżeli do neosedziow z SN nie trafiają argumenty prawne, to jest chyba jedyna droga by powstrzymać ich przed dalszym bezprawiem. I tempora, o mores.