Nie dowierzałem, gdy usłyszałem, co prezydent Rzeczpospolitej w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim miał śmiałość powiedzieć o profesorze Adamie Strzemboszu, byłym pierwszym prezesie Sądu Najwyższego, ale i niedoszłym prezydencie, którego kandydaturę wystawił przed laty Jarosław Kaczyński, do dziś alfa i omega dla Andrzeja Dudy. „Wyguglałem” relację: wywiad tzw. głowy państwa dla Radia Zet streścił na swój sposób Tygodnik „Solidarność”:
– Profesor Adam Strzembosz powiedział, że liczył, ile razy pan złamał konstytucję. Doliczył do szesnastu i potem przestał liczyć – powiedział dziennikarz.[…]
Profesor Adam Strzembosz jest jednym z ludzi, którzy są odpowiedzialni za to, że w polskim wymiarze sprawiedliwości pozostali komunistyczni sędziowie splamieni przynależnością do PZPR, a niektórzy splamieni wydawaniem wyroków w stanie wojennym – odparł polski prezydent.
Andrzej Duda stwierdził, że oceny prof. Strzembosza dotyczące wymiaru sprawiedliwości w tej chwili są „co najmniej nie na miejscu”. – Ale rozumiem, że już jest starszym panem... – powiedział Duda.
– Starszy człowiek ma większe doświadczenie, większą wiedzę. To chyba… – odpowiedział Rymanowski. Prezydent przerwał prowadzącemu, mówiąc:
Oj tak. Doświadczenie ma wielkie. W podtrzymywaniu komuny na pewno.
Jak Strzembosz podtrzymywał komunę?
Przypomnijmy tu opublikowany w Monitorze Konstytucyjnym urywek wywiadu, którego w czasach komuny wtedy docent Adam Strzembosz, sędzia peerelowskiego Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, udzielił Jolancie Strzeleckiej dla ówczesnego Tygodnika Solidarność („Solidarność” pracowników wymiaru sprawiedliwości TS nr 10/1981):
19 listopada [1980 r.] rozpoczęły się rozmowy [z ministrem sprawiedliwości Jerzym Bafią]. Dalej domagamy się zmiany systemu wynagradzania sędziów, tak aby z jednej strony zapewniał on sędziom godziwe warunki materialne a z drugiej strony uniezależniał ich sytuację materialną od oceny orzeczeń, jakie wydają, przez administrację sądową. Domagamy się zniesienia nagród w sądzie, jako czegoś zupełnie niedopuszczalnego w ocenie pracy sędziów, chcemy, aby uposażenia sędziów danego sądu były jednakowe i zwiększane jedynie na skutek wysługi lat.
Postulujemy, żeby sędziowie żyli na właściwym poziomie, zresztą jest to żądanie wysuwane przez robotników. My je podtrzymujemy[…] dla dobra wymiaru sprawiedliwości. Jest to bowiem także istotny element niezawisłości sędziowskiej.
Chodzi o to także, by do zawodu sędziowskiego trafiali ludzie na zasadzie pozytywnej selekcji, a m. in. płace w sądownictwie wprowadziły selekcję negatywną. Chodzi nam o to, aby do sądu ściągnąć najlepszych prawników, a nie bazować na samych aplikantach, którzy nie mają odpowiedniego doświadczenia życiowego.
[…]do podpisania porozumienia nie doszło. Rozmowy rozpoczęte w listopadzie [1980 r.] początkowo przebiegały niezwykle łatwo i to w dobrym kierunku. Powołany przez ministra zespół dyrektorów ministerstwa uzgodnił z nami w zasadzie całe porozumienie, potem w stanowisku ministra Bafii nastąpił zwrot. Początkowo odnosiliśmy wrażenie, że minister pragnie zawrzeć z nami bardzo szerokie porozumienie, które dotyczyłoby nie tylko spraw socjalno-bytowych, nie tylko samorządności sędziowskiej, ale i innych ważnych dla funkcjonowania sądów w Polsce spraw (wzmocnienie nadzoru sądu nad śledztwem prowadzonym przez organa ścigania, zniesienia kadencyjności w SN). No ale potem minister zupełnie się wycofał z takiego stanowiska, chciał wszystko konsultować z prezesami sądów wojewódzkich i kolegium, jednak nawet i to, co zostało uzgodnione przez obie strony, nie zostało parafowane.„TS”. Co było uzgodnione?
AS: Wszystkie kwestie socjalno-bytowe nie napotkały większego oporu, ale nawet i tego minister nie chciał parafować.[….]
„TS”: „Solidarność” Wymiaru Sprawiedliwości bierze udział w rozmowach dotyczących praworządności. Czy może Pan powiedzieć coś o przebiegu tych rozmów?
AS: Problematyka praworządności wysuwana przez „Solidarność” sądową była i jest od początku uznawana za niezwykle ważną w skali całego kraju. Dowodem na to jest, że w drugiej turze naszych rozmów uczestniczył Andrzej Gwiazda. Gdy rozmowy były w impasie, kilkanaście zakładów pracy interweniowało u premiera, ministra i czynników rządowych właśnie popierając wnioski dotyczące gwarancji niezawisłości sędziowskiej. Również szereg MKZ wystąpiło z takimi żądaniami. Problematyka ta jest znana zakładom pracy. Wystarczy przypomnieć Hutę Warszawa, która miała własne doświadczenia w tym zakresie i własne usiłowania naprawy sytuacji (po aresztowaniu Jana Narożniaka w Hucie Warszawa został ogłoszony strajk).
Po wydarzeniach bydgoskich sprawa praworządności nabrała szczególnego znaczenia. Została doceniona bez wyjątku przez cały związek. Problematyka szeroko rozumianej praworządności, a więc nie tylko spraw ściśle sądowych, weszła na wokandę rozmów „Solidarności” z rządem. Przedstawiciele Krajowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości biorą udział w tych rozmowach w roli doradców, ekspertów. Cała nasza sekcja żywo interesuje się tymi negocjacjami. Jako ekspert ze strony „Solidarności” sądowej biorę udział w tych rokowaniach. Komisję Koordynacyjną Pracowników Prokuratury reprezentuje prokurator Herzog. Szczególnie ważną rolę w negocjacjach pełni doradca KKP, mec. Jan Olszewski. Ekspertem jest również dr Jacek Kurczewski.
[…]Mamy obecnie do czynienia z ogromną aktywizacją środowiska pracowników sądów, jest ogromny zapał do pracy nad stanem prawa polskiego, spontanicznie i bezinteresownie powstają społeczne projekty nowelizacji prawa, prowadzimy wykłady, prelekcje, dyskutujemy. Przełamują się także kastowe podziały, jakie dotychczas w sądzie istniały, na urzędników i sędziów i jest szansa na poprawienie atmosfery pracy, która zależy przecież od wzajemnego porozumienia współpracowników. W wielu Komisjach Zakładowych przewodniczącymi są sędziowie. Bo zawsze była grupa sędziów otaczana powszechnym szacunkiem. Sędziowie, którzy teraz są w „Solidarności”, dawniej też byli ludźmi niezależnymi od wszelkich zewnętrznych nacisków. (W: Piotr Rachtan: 40 lat minęło… i historia zatoczyła koło. Sądy i praworządność na łamach pierwszego „Tygodnika Solidarność”)
Jeszcze jeden fragment z innej wypowiedzi Adama Srzembosza, któremu prezydent Duda insynuuje, że jest peerelowskim utrwalaczem:
Niewiele bowiem uda się nam zmienić, jeśli sądy nie będą miały autorytetu, opartego na powszechnym przekonaniu zarówno obywateli jak i przedstawicieli władzy, że działają wyłącznie na podstawie prawa, zgodnie z własnym głębokim przekonaniem sędziów — wolnych w orzekaniu, mądrych i zabezpieczonych przed wszelkimi zewnętrznymi naciskami.[…] W realnych warunkach życia społecznego zawsze będą miały miejsce próby naginania orzecznictwa sądów do doraźnych interesów. Historia sądownictwa w Polsce powojennej jest pełna przykładów oddziaływania na pracę sądów poprzez obsadzanie ich ludźmi — dla określonych ośrodków władzy — w pełni dyspozycyjnymi, których zależność była podtrzymywana przez możliwość łatwego pozbawienia stanowiska, odpowiednią politykę awansową i płacową opartą na arbitralnej decyzji administracji sądowej i objęciu wyższych stanowisk tzw. nomenklaturą.[…] Jedynym lekarstwem na niedomogi sądownictwa jest zatem — samorządność sędziowska jako najlepsza gwarancja niezależności wynikającej z tego, że wszystkie elementy kariery sędziego zależeć będą od opinii o nim jego kolegów. Sprzyjać to będzie wytworzeniu się poczucia godności zawodu sędziego, współdziałaniu w obronie interesów wymiaru sprawiedliwości, podniesieniu poziomu orzecznictwa.[…] Samorządna Rzeczpospolita potrzebuje samorządnych sądów. Niezawisłe sądy są potrzebne nam wszystkim. (O samorządne sądownictwo w samorządnej Rzeczypospolitej, 13 listopada 1981 roku w 33 nr Tygodnika „Solidarność”, przypomniany w Monitorze Konstytucyjnym).
I na koniec przypomnieć trzeba ten bolesny, jak wynika z reakcji tego niedojrzałego jak byle chłystek polityka, fragment relacji z rozmowy Jacka Nizinkiewicza z prof. Strzemboszem w publikacji w Rzeczpospolitej („Prof. Adam Strzembosz: Prezydent Andrzej Duda wielokrotnie łamał Konstytucję. Kiedyś doliczyłem do 13 i machnąłem ręką”, Rzeczpospolita, 27 grudnia 2023).
Czy prezydent Andrzej Duda łamał Konstytucję? – Wielokrotnie. Ja kiedyś sobie liczyłem – doliczyłem do 13 i machnąłem ręką. Zacząwszy od ułaskawienia pana Kamińskiego. Później odmowa przyjęcia przysięgi od […] prawidłowo wybranych sędziów TK, powoływanie na stanowiska sędziów TK dublerów, aprobowanie zmian w ustroju sądów powszechnych, które były sprzeczne z elementarnymi zasadami prawa i uczciwości – zaznaczył prof. Strzembosz. – Sędziowie na początku niemal sami wybierali prezesów sądów, później mieli te prawa ograniczone i minister miał coraz większe uprawnienia, ale była kadencyjność. I w czasie kadencji nie można odwołać prezesów. Tak, jak pana prezydenta nie można odwołać w czasie jego kadencji – dodał. – Rozumiem, że jest różnica między prezesem sądu okręgowego, a prezydentem, ale zasada poszanowania kadencji jest ta sama. Prezydent zaaprobował ustawę, która pozwala ministrowi sprawiedliwości w ciągu sześciu miesięcy zmieniać tych prezesów, jak rękawiczki – bez żadnego uzasadnienia – podkreślił w programie #RZECZoPOLITYCE prof. Adam Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego i przewodniczący Trybunału Stanu, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa.
Ale cóż można powiedzieć o kimś, kto głęboko wierzy, że wybór demokratyczny oznacza boski dar leczenia sędziowskich skrofułów mocą du toucher royal?
Piotr Rachtan
Portretowe zdjęcie prof. Adama Strzembosza wykonała (i udostępniła) Judyta Papp.