Zdanie odrębne: NEP

5
(2)

Jest to skrót radziecki albo sowiecki, jak się teraz zwykło mówić. Starzy wiedzą, co znaczy; młodzi mogą się dowiadywać… Nie będziemy się tu jednak zajmować Rosją. Wystarczy, że ona zajmuje się nami, to znaczy naszą władzą, opinią publiczną, stanem floty bałtyckiej, ‘tarczy antyrakietowej’, symulowanymi manewrami oraz ich „wysoką oceną”, dostawami dobrego, rosyjskiego węgla, na który miało być embargo… itd. Wszystko są to sprawy przekraczające zdolności wyobrażeniowe przeciętnego polskiego umysłu, w związku z tym powinien się on zająć rzeczami, które ogarnia…

Jedną z takich jest Nowa Elita Prawnicza[1]; w taki bowiem sposób proponujemy rozwiązać tytułowy skrót. Asumpt (po polsku – powód) zajęcia się tą podgrupą zawodową już jest. Oto ukazał się pierwszy numer pisma „Forum Akademickie”, zapowiadanego jako: ‘Ogólnopolski miesięcznik środowisk akademickich’. Pismo ma bojową okładkę, która przedstawia kibola w czarnej bluzie i białych spodniach; na twarzy kowidowa, czarna maska i takaż czapka daszkiem do tyłu… Bojowiec stoi rozkraczony nad stosem książek; jedną z nich za chwilę w kogoś rzuci… Pod spodem reklama artykułu pt. Uniwersytet w stanie wojny, u góry nazwiska panów Czarnka i Jurka. Z pobieżnego oglądu periodyku można wnosić, że świat akademicki – pod wodzą nowego ministra – ma już własne medium, czyli oręż w walce. Z kim? A no zobaczmy…

Wojnę najlepiej ogłosić za pomocą felietonu, którego swobodna forma pozwala na więcej. W zaszczytnej roli herolda wystąpił „Jan Majchrowski, prof. UW, prawnik i politolog” z Katedry Filozofii Prawa i Nauki o Państwie Uniwersytetu Warszawskiego. Jego tekst zatytułowany: Kulturkampf na polskim uniwersytecie, może się okazać bliski sercu nie jednego Polaka. Wszak walkę/wojnę wyraża złowieszcze, dwuczęściowe, niemieckie słowo

Jak na politologa przystało, autor kreśli mapę konfliktu, który ma zasięg ogólnokrajowy; wprawdzie rozgrywa się wokół uniwersytetu, ale jest wojną totalną – „nie tylko kulturową czy polityczną, lecz już wręcz cywilizacyjną”. Zawiły ideologiczny wywód nie pozwala zorientować się, kto ją wywołał, albo kto za nią stoi? Jest to jakieś „środowisko”, którego symbolem jest „żądanie otwarcia bram jednego z warszawskich uniwersytetów dla szarpiących się z policją na ulicy zadymiarzy”. Nie działa ono wprost, tylko poprzez „zadymiarzy”. Nie zostało zidentyfikowane ani nazwane, choć można się go domyślać z patetycznych enuncjacji w rodzaju: „Zdobycie uniwersytetu, podporządkowanie go swoim celom, wprzęgnięcie w machinę totalnej politycznej wojny domowej i totalnej światowej wojny cywilizacyjnej, wykorzystanie jako nowej kuźni kadr niosących dalej rewolucyjny ogień palący stare »konserwatywne« porządki i obyczaje, normy etyczne i obyczajowe – oto cel faktyczny, podporządkowany celom strategicznym”…

Nie jest to język typowego ‘profesora uniwersyteckiego’, raczej oficera politycznego, partyjnego aktywisty, albo współczesnego polskiego księdza – których wywód ma działać na wyobraźnię, wskazać zagrożenie i zmobilizować do walki. Zwłaszcza że „dla niej (chodzi o wojnę – JS) uniwersytet nie jest samotną wyspą otoczoną falochronem autonomii […], ale bardzo ważnym punktem strategicznym, który trzeba zdobyć wszelkimi metodami w rewolucyjnym marszu przez instytucje”. Trzeba go zdobyć, ponieważ „ze sprawczego podmiotu świata myśli staje się jedynie jednym z przedmiotów w walce podczas wojny. Tak było w analogicznych czasach poprzednich rewolucji francuskiej i bolszewickiej” – uświadamia nas profesor UW. Walka z polskim uniwersytetem ma więc rangę dwu światowych rewolucji, choć Fredro by powiedział: „znaj proporcją mocium panie!”.

O braku proporcji świadczy dygresja nawiązująca do definicji cywilizacji, Feliksa Konecznego, która jest „metodą ustroju życia zbiorowego”. Zamiast formułę sprzed stu lat przybliżyć współczesnemu myśleniu, felietonista tak ją wykłada: „Życie zbiorowe zakłada istnienie wspólnej metody bycia ze sobą, współistnienia, a zatem pewnego minimum wspólnych wartości, zasad, norm”. Stosuje więc klasyczny profesorski myk – nieznane opisuje przez nieznane (łac. ignotum per ignotum), czyli wyjaśnia przez zaciemnienie.

Profesor wie, jakie są skutki wojny tudzież walki: „Zniszczenie tego, co do niedawna wydawało się wspólne, oznacza właśnie zniszczenie cywilizacji, w której funkcjonowaliśmy od setek lat na rzecz czegoś nowego, co dla niektórych wydaje się światłem Jutrzenki, dla innych gromem z jasnego nieba, który niesie ze sobą jedynie zniszczenie”. Trzy razy pojawia się termin „zniszczenie”, któremu towarzyszą „jutrzenka”[2] i „grom z jasnego nieba” – również niszczące. Wywód kończy filozoficzno-dziejowa diagnoza: „Dziś świat wartości stał się dramatycznie rozdarty. Nie da się znaleźć wspólnego mianownika na przykład dla jednej idei praw człowieka, skoro wyraża się ją jednocześnie w twierdzeniu o prawie każdego człowieka do życia i prawie każdej kobiety do aborcji. Żyjemy w czasie „zderzenia cywilizacji”, tyle że wcale nie „zachodniej” z muzułmańską (…), ale już raczej „cywilizacji życia” z „cywilizacja śmierci”, jak to określi profesor Karol Wojtyła”.[3]

„Idei praw człowieka” nie będziemy ruszać, podobnie jak wcześniej Rosji… Wystarczy, że je ruszają/naruszają: sejm, rząd, prezydent, prokuratura, media narodowe, Kościół… Ważniejsze jest zderzenie cywilizacyjne, zwłaszcza że profesor nawiązał do głośnej kiedyś książki ptZderzenie cywilizacji[4] Samuela Huntingtona. Amerykański autor jest wiązany z Feliksem Konecznym, ponieważ dokonał plagiatu jego cywilizacyjnych pomysłów. Ale felietonista o tym nie wie; ważniejsza jest dla niego dystynkcja „profesora Karola Wojtyły”!

Przypomnijmy, że zderzenia „cywilizacji życia” z „cywilizacją śmierci” Wojtyła nie wymyślił jako profesor, ale jako papież. Zrobił to u schyłku swego pontyfikatu w celach ideologicznych, niereligijnych. Nie wiedział (a może nie chciał wiedzieć?), że instytucja, którą kieruje, deklarując szacunek dla życia, sama szerzy zniszczenie i śmierć – do tego stopnia, że odwracają się od niej wierni w Europie i świecie. Uczony z UW tego nie dostrzega; wygodniej mu rozmawiać z Wojtyłą jak profesor z profesorem, na płaszczyźnie naukowej[5]. W ten sposób zawsze można się dowartościować…

Tymczasem ironia dziejów powoduje, że zbudowana przez Kościół cywilizacja – chrześcijańska, łacińska, zachodnia, czy jak jej tam… „w której funkcjonowaliśmy od setek lat”, wyczerpała swoje możliwości. W dużej mierze za sprawą tegoż Kościoła rozpada się na naszych oczach, ginie od „wewnętrznego barbarzyństwa”, przed czym sto lat temu przestrzegał jeden z rzadkich u nas myślicieli religijnych[6]. Już wtedy postulował oparcie religii o sumienie, nie autorytet; głosił potrzebę zmodernizowania wiary w Boga, która zaczęła tracić kontakt ze zmieniającym się światem. Profesor UW o tym nie wie; wygodniej mu obracać się w świecie haseł i sloganów.

Drugą część wywodu odnosi się do sposobu wojny/walki o polski uniwersytet, czyli stylu debaty akademickiej, zwłaszcza że „styl to człowiek”. Aktualnie „polski uniwersytet podąża złą drogą wielu zachodnich uczelni – zwłaszcza w dziedzinie nauk humanistycznych – które „prawdę i swobodną dyskusję o niej wolały podporządkować płynącym z zewnątrz dyktatom z dyktatem tzw. poprawności politycznej. Polski profesor woli się ‘nie wychylać’, nie oponować wobec kolejnych akcji coraz lepiej zorganizowanych grup polityczno-ideologicznych komandosów, obierających za cel kolejne odosobnione jednostki społeczności akademickiej, które dokonały własnych wyborów na swej życiowej drodze”. Na polskich uczelniach mamy więc sytuację opisaną dawno temu przez Kopernika, w której „zły pieniądz wypiera dobry”.

Niezidentyfikowani komandosi tej wojny stosują metodę: „zlokalizować, wyalienować, osaczyć, zaszczuć, zniszczyć”. Jej ofiarami są zasłużeni „przedstawiciele, nauk prawnych: Lech Morawski, Henryk Cioch, Bogusław Banaszak czy Grzegorz Jędrejek”[7]Sprawcy – jak to komandosi – działają na tyłach, znienacka; trudno ich namierzyć i zlikwidować… Z drugiej strony autor daję wskazówkę, gdzie ich szukać. Otóż w gęstniejącej, wojennej atmosferze na „niektórych uczelniach i niektórych wydziałach (…) przodują wydziały prawa”. Rady tych wydziałów nieustannie podejmują uchwały „polityczne, czy ideologiczne […], stanowiska czy oświadczenia”, w których „zwykle ta sama grupa aktywistów »w trosce« o coś uważa za swój obowiązek kogoś zaatakować i potępić, by następnego dnia mogła o tym napisać określona gazeta”. A więc wszystko jasne! Kiedyś komandosi wyjeżdżali w Tatry, teraz ulokowali się na wydziałach prawa uniwersytetów i mają swoją gazetę. Część tych „aktywistów” to „działacze polityczni lub partyjni”, którzy „przymierzają się” do politycznych karier.

W tym miejscu wojenna retoryka się urywa i następuje łagodne zakończenie: Wszystko „to minie samo, jak dziecięca choroba […], znowu będzie można spokojnie zajmować się nauką, bez wikłania się w polityczne awantury” – rozmarzył się autor. Dobrze wie, że jego rówieśnicy już zdemolowali polski system prawny, którego „reformę” domykają na naszych oczach. Niedobitki stawiające opór wkrótce zostaną wyłapane i wsadzone tam, gdzie ich miejsce, a na uniwersytetach zapanuje spokój. Jednak dopóki to nie nastąpi „lepiej się nie wychylać, bo można samemu zostać zaatakowanym, a przynajmniej stracić intratny grant czy nie załatwić sprawy ważnej dla swej kariery naukowej”. Trudno się zorientować, czy to wyrzut pod adresem kolegów, czy autorefleksja. Uniwersytecki „lud” wprawdzie „nie pragnie wojny na uniwersytecie, ale nie jest też zdolny jej zatrzymać”.

Tak – w niewielkim skrócie – wygląda Kulturkampf na polskim uniwersytecie. To obce słowo odnosi się do wydarzeń w Cesarstwie Niemieckim, w latach 1871-1878, kiedy kanclerz Bismarck usiłował ograniczyć wpływy Kościoła katolickiego w swoim państwie. Tym razem pojęcie zostało użyte wobec niektórych polskich uczelni. Wojna, jaką wydała im władza, ma na celu wymianę elit – obcych, „liberalno-lewackich” na swoje – „narodowo-konserwatywne”. Uniwersytety bronią się przy pomocy uchwał, apeli, stanowisk czy oświadczeń, a ta obrona przedstawiana jest jako atak. Wystarczy felieton uniwersyteckiego profesora czytać na wspak, albo na odwrót… Mechanizmy takiej manipulacji szczegółowo opisali Orwell i Klemperer. Ich wywody nie są tak zawiłe, jak w cytowanym felietonie i ukazują, co potrafi człowiek, któremu bliżej do władzy – niż do wiedzy. Okres drugiej z rzędu, kowidowej Wielkanocy powinien sprzyjać tego rodzaju lekturom, które są po to, by „nie dać się zwariować”. „Zwariować” jest łatwiej…

J.S.

PS: 24 marca, o godz. 8.20 Radio Wnet (nie mylić z Radiem Zet) nadało wywiad z czołowym polskim historykiem, autorem poważnych prac o dziejach Rosji i Polski, a nawet kandydatem na prezydenta RP. Ten niegdyś poważny uczony, stwierdził autorytatywnie, że w Europie dokonuje się rewolucja, której centrum jest Parlament Europejski, a królem – Donald Tusk. Wyobraźmy sobie – mówił profesor – że ten król jest nagi; odrażające! Próbuję sobie wyobrazić nagie, wysportowane, bez grama tłuszczu ciało byłego premiera i wyobraźnia nie doznaje odrazy. Wręcz odwrotnie; kreuje wizerunek o walorach estetycznych.

  1. Może też być – Narodowa! 
  2. Po rosyjsku – Awrora. 
  3. Wszystko to na stronie 30, nowego miesięcznika. 
  4. Pełny jej tytuł: Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Warszawa 2008. 
  5. W tym przypadku byłoby lepiej, nawiązując do terminologii chemicznej, posłużyć się neologizmem – naukawej
  6. Marian Zdziechowski (1861-1939) 
  7. Tak się dziwnie składa, że wymienione, nieżyjące już osoby były potępiane w środowisku prawniczym za niegodne postępowanie (dublerzy w TK, uzasadniacze ataków na TK). 

Studio Opinii

Od redakcji Monitora: Skromnie uzupełniamy informacje o bohaterze powyższego: prof. Jan Majchrowski jest także – co dyskretnie się w nowym pisemku „Forum Akademickie” przemilcza, a o czym Autor „Zdania odrębnego” wiedzieć nie musi – sędzią Sądu Najwyższego. Z nowego zaciągu… do Izby Dyscyplinarnej! 

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 5 / 5. Vote count: 2

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments