Maciej Pach: Sok z alpaki w Trybunale Konstytucyjnym czyli o wyróżnianiu się wiedzą prawniczą przez sędziego TK. Zarazem o recenzowaniu prac naukowych

4.3
(8)

Znowu będzie, że dolewam oliwy do ognia, ale trudno. Sprawa jest poważna, zatem warta podjęcia ryzyka.

Na początku podkreślę, że w pełni zgadzam się z poglądami, które w kwestii charakteru prawnego ślubowania sędziego Trybunału Konstytucyjnego prezentuje dr Marcin Krzemiński. Uważam więc, że nie istnieje coś takiego jak kompetencja Prezydenta RP w postaci możliwości „nieodebrania” ślubowania od sędziego Trybunału wybranego przez Sejm. Prezydent RP dopuszcza się deliktu konstytucyjnego, uniemożliwiając sędziemu TK złożenie wymaganego ustawą ślubowania „wobec Prezydenta RP”.

Można co najwyżej dopuścić wyjątek na użytek sytuacji ewidentnych, np. gdyby Sejm wybrał do Trybunału osobę niebędącą prawnikiem. Albo nawet będącą prawnikiem, ale np. komornikiem. To zawód prawniczy, jednak jego wykonywanie nie uprawnia do zasiadania w TK.

Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, aby osoba wybrana przez Sejm na stanowisko sędziego Trybunału, w stosunku do której ujawniono okoliczności dyskwalifikujące ją w kontekście podjęcia obowiązków STK, odmówiła złożenia ślubowania. Będzie to równoznaczne ze zrzeczeniem się tego stanowiska (art. 4 ust. 2 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego).

A teraz o wyróżnianiu się wiedzą prawniczą przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego, czego wymaga od nich art. 194 ust. 1 Konstytucji RP. Przepis ten stanowi bowiem, że sędziowie Trybunału są wybierani przez Sejm „spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”.

Naturalnie tego rodzaju kryterium wyboru ma charakter nieostry, a przez to trudno weryfikowalny. Prof. Leszek Garlicki pisze nawet – tyleż kąśliwie, co trafnie – że jest to typowy przykład „prawniczego pustosłowia” (L. Garlicki, „Polskie prawo konstytucyjne. Zarys wykładu”, Warszawa 2019, s. 399).

Nie powinno jednak budzić wątpliwości, że w przepisie Konstytucji nie chodzi o wyróżnianie się przez kandydata do Trybunału wiedzą prawniczą jedynie na tle ogółu społeczeństwa (choć oczywiście również i na tym tle powinien się nią wyróżniać), tylko na tle środowiska prawniczego. Na tle ogółu społeczeństwa wyróżnia się bowiem wiedzą prawniczą każdy w miarę pilny student I roku prawa.

W takim razie przepis konstytucyjny należy odczytywać w ten sposób, że zobowiązuje on Sejm do wybierania prawników wybitnych, wyróżniających się w gronie osób wykonujących ten fach (naukowców lub praktyków).

Niestety (krytykowaliśmy to swego czasu z prof. Moniką Florczak-Wątor we wspólnym artykule opublikowanym na łamach „Państwa i Prawa”) praktyka ustrojowa poszła w kierunku interpretacji, że wystarcza do spełnienia powyższego wymogu konstytucyjnego posiadanie doświadczenia praktycznego lub stopnia naukowego, określonego w ustawie o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego (a wcześniej w kolejnych ustawach o Trybunale).

Wymogi te nie są zaś szczególnie trudne do spełnienia. Art. 3 ustawy stanowi: „Sędzią Trybunału może zostać osoba, która wyróżnia się wiedzą prawniczą oraz spełnia wymagania niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego”.

Z odpowiednich ustaw, tj. ustawy o Sądzie Najwyższym oraz ustawy Prawo o ustroju sądów administracyjnych, wynika zaś, że te wymagania to co najmniej 10-letni staż pracy adwokata, radcy prawnego, prokuratora czy sędziego (w przypadku praktyków) albo minimum stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych (w przypadku naukowców).

Tak jest, proszę Państwa, zgodnie z utrwaloną praktyką naszego Sejmu, pomijającą konstytucyjny i powtórzony w ustawie warunek wyróżniania się wiedzą prawniczą, byle kauzyperda, o ile tylko ma 10-letnią praktykę, może zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Jak ktoś nie wierzy, może zajrzeć do art. 30 ustawy o SN albo do art. 7 p.u.s.a.

Oczywiście nie twierdzę, że do TK mają trafiać tylko naukowcy. Praktycy również są tam bardzo potrzebni. Pod warunkiem, że są wybitni. W dotychczasowej historii odnotowaliśmy przykłady pozytywne i negatywne. Podobnie zresztą było z naukowcami w TK. Wiadomo jednak, że „nomina sunt odiosa„.

Czy posiadanie stopnia naukowego doktora habilitowanego nauk prawnych jest równoznaczne z wyróżnianiem się wiedzą prawniczą na tle środowiska prawniczego? Moim zdaniem nie. A to dlatego, że w Polsce rozpowszechniona jest praktyka nadawania tego stopnia osobom, które spełniają wymogi prawne w zakresie minimalnym lub zgoła ich nie spełniają, co jednak kamufluje się w recenzjach habilitacyjnych pozytywną konkluzją, mimo że wcześniej wytyka się multum błędów. Często czytam recenzje naukowe, więc wiem, co mówię. Także tytuł naukowy profesora o niczym nie przesądza. Co najwyżej uprawdopodobnia.

Stosunkowo łatwo ocenić w trakcie lektury recenzji naukowej jej rzetelność. Niestety zdarzają się także negatywne recenzje złośliwe, gdzie gołym okiem widać, że recenzent po prostu nie lubi doktora czy habilitanta i w związku z tym „się czepia”, ku czemu merytorycznych podstaw nie ma.

Przeczytałem właśnie otrzymane mailowo z biura Rady Doskonałości Naukowej recenzje z postępowania o nadanie tytułu naukowego profesora nauk prawnych dr. hab. Dariuszowi Szostkowi, prof. UŚ (tu niestety użycia nazwiska nie sposób uniknąć).

Tak, to ten prawnik, który tydzień temu został wybrany przez Sejm na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Nie uszła bowiem mojej uwadze karuzela śmiechu na polskiej prawicy, cytującej wyimki z recenzji prof. Małgorzaty Pyziak-Szafnickiej, skądinąd sędzi Trybunału w stanie spoczynku. Była tam mowa o licznych błędach językowych w tzw. książce profesorskiej D. Szostka poświęconej wpływowi blockchainu na prawo, ale też o dziwacznej pochwale pewnego dekretu Łukaszenki czy wpadce w przypisie, gdzie autor utrzymuje, że pierwsza płatność z użyciem bitcoina dotyczyła zakupu soku z alpak (sic!). Tak bowiem Dariusz Szostek rozumie angielskie słowo „socks” (dla niezorientowanych: skarpetki).

Chciałem przeczytać całą recenzję oraz recenzje pozostałe, czyli w sumie pięć. I dziś to zrobiłem.

Recenzja prof. Pyziak-Szafnickiej okazała się stosunkowo krótka (8 stron), ale moim zdaniem w pełni wystarczająca dla wykazania, że książka dr. hab. Szostka nie spełnia wymaganych cech wybitności. Na tym jednak nie koniec. Z recenzji tej, wprawdzie zawierającej wskazane powyżej smakowitości, ale zarazem bardzo rzetelnej (bo dobrze uargumentowanej), wynika, że ta książka, licząca zresztą raptem ok. 140 stron, w zasadzie nie jest książką prawniczą! Bardzo wiele kwestii zasługujących na pogłębioną refleksję prawniczą autor bowiem świadomie pomija (pisze o tym otwartym tekstem, że nie będzie danego wątku poruszał), uznając, że nie należy nadmiernie rozbudowywać objętości książki. Książki zaledwie 140-stronicowej!

W ocenie prof. Pyziak-Szafnickiej recenzowane osiągnięcie naukowe nie spełnia nawet standardów stawianych pracom popularno-naukowym. Dzieło nie tylko pomija kluczowe kwestie prawne, ale też roi się w nim od błędów językowych, literówek etc. Recenzentka podaje bardzo dużą liczbę przykładów. Zwraca też uwagę, że autor pracy ma dziwną manierę opatrywania niektórych swoich uwag adnotacją „uwaga własna”, co sugeruje jakby inne uwagi w książce nie były własne (tylko czyje?).

Również w recenzji prof. Bogusławy Gneli czytamy: „Autor wielokrotnie uzasadnia w tekście monografii zbędność prowadzenia w niej rozważań teoretycznych z zakresu prawa” (s. 12 recenzji), „Rozdział V. <Inteligentne kontrakty> nie jest napisany językiem prawniczym” (s. 17) czy m.in. o tym, że Szostek powołuje się na czyjś pogląd, nie opatrując odpowiedniego zdania przypisem wskazującym, o kogo chodzi (s. 17). Ponadto: „W monografii nie ma zawartych takich wywodów czy propozycji, które można byłoby uznać za stanowiące istotny wkład w rozwój dyscypliny nauki prawne” (s. 18).

Oprócz ww. dwóch recenzji negatywnych wpłynęły też trzy pozytywne. Tylko co z tego, skoro są powierzchowne?

Prof. Piotr Machnikowski kluczowemu osiągnięciu przedstawionemu przez kandydata na profesora tytularnego poświęca ok. 1 strony (!) tekstu recenzji (w całości liczącej… 4 strony) i są to uwagi sformułowane okrągłymi zdaniami.

Co więcej, recenzent ten nawet zauważa, że książka o blockchainie ma charakter w znacznej mierze opisowy, ale prócz tego stawia ponoć ważne pytania, na które wprawdzie często nie udziela odpowiedzi. Nic to jednak! Grunt, że autor jako pierwszy w polskiej nauce stawia te pytania, bo to już samo w sobie daje impuls dla rozwoju nauki prawa w Polsce (zob. s. 3 recenzji).

A mnie się wydawało, że na etapie ubiegania się o profesurę należałoby jednak oczekiwać więcej, tzn. przynajmniej prób udzielenia odpowiedzi na stawiane pytania. Pamiętajmy wszelako, że dr hab. Szostek uznał, że książka przede wszystkim ma być szczupła.

Prof. Agnieszka Malarewicz-Jakubów również się nie przemęczyła. Jej recenzja liczy 6 stron, w tym o książce dotyczącej wpływu blockchainu na prawo mowa na ok. połowie strony (tak jest, 1/2). Świadczyłoby o dodawaniu tej recenzji nadmiernej powagi cytowanie owych kilku ogólników. Recenzja, podobnie jak recenzja prof. Machnikowskiego, po prostu jest napisana na kolanie i zastanawiam się, czy ich sporządzenie zajęło autorom więcej niż po 30 minut.

Bardziej postarał się prof. Mirosław Bączyk, którego recenzja liczy 15 stron i nieraz podkreśla wybitność dorobku kandydata. Trudno jednak wierzyć recenzentowi, że przeczytał książkę uważnie, skoro na s. 3 jego recenzji czytamy: „Monografia została napisana poprawnym ,starannym językiem polskim”. Tak właśnie, spacja widnieje przed przecinkiem, za to po przecinku jej brak. I tak w całej recenzji wielokrotnie, co mocno utrudnia lekturę. Ale dość dworowania sobie z sędziego SN w stanie spoczynku. Być może po prostu nie zwraca uwagi na przecinki i poprawność zapisu. W takim razie jednak jak mam wierzyć w jego zapewnienia o poprawności językowej książki Szostka, zwłaszcza w sytuacji, gdy M. Pyziak-Szafnicka bardzo bogato udokumentowała multum potknięć językowych kandydata do tytułu naukowego?

Dalej w recenzji M. Bączyka roi się od ogólnikowych pochwał typu „rozważania interesujące/ważkie/ciekawe”, „zwłaszcza dla cywilisty” itd. Mamy też urocze stwierdzenie, że „w rozdziale (…) prawnika-cywilistę mogą zainteresować przede wszystkim te wątki, które dotyczą prawa prywatnego”. Najbardziej rozbudowaną gałęzią prawa prywatnego jest przecież prawo cywilne, zatem wyżej zacytowana wypowiedź brzmi mniej więcej tak, jakbym ja napisał, że jako konstytucjonalistę najbardziej interesują mnie wątki, które dotyczą prawa konstytucyjnego. Chyba nie za wiele to wnosi.

Nie sposób we wpisie na fb omówić wszystkie wątki 5 recenzji. Zainteresowanych zachęcam do kontaktu, podzielę się recenzjami.
Dodajmy, że postępowanie profesorskie Dariusza Szostka nie zostało zakończone, choć wszczęto je 4 lata temu.

Na koniec kilka refleksji natury generalnej:

1. Czas skończyć z praktyką wybierania do Trybunału Konstytucyjnego osób spełniających ustawowe kryteria formalne (w tym wypadku nie można wszak zakwestionować, że Dariusz Szostek ma habilitację z prawa), ale których wyróżnianie się wiedzą prawniczą – czego wymaga Konstytucja (i ustawa też) – wywołuje wątpliwości. Nie każdy dr hab. albo prof. dr hab. jest rzeczywiście wybitnym prawnikiem, w szczególności nadającym się do kontroli konstytucyjności prawa. Nic nie wiem na temat przygotowania konstytucyjnego dr. hab. Szostka, wiem za to, że interesują go nowe technologie, ale w zakresie konfrontacji z problematyką prawną ogranicza się on do stawiania pytań. Praca sędziego Trybunału zmusza do udzielania odpowiedzi, osoba wybrana w skład tego organu powinna zatem potrafić ich udzielać.

2. Recenzje we wszelkich naukowych postępowaniach awansowych powinny być łatwo dostępne na stronie internetowej RAD-on, a nie dopiero na wniosek wysłany do Rady Doskonałości Naukowej. Skoro już kontynuowana jest zła praktyka wzbraniania się przed głębszym monitoringiem wyboru sędziów Trybunału (np. poprzez skracanie do maksimum terminów wyboru) to niech przynajmniej transparentność recenzji będzie jakimś ułomnym, ale jednak ersatzem. Opinia publiczna będzie mogła łatwiej wyrobić sobie pogląd o kandydacie.

3. Prezydentowi RP nie wolno uniemożliwiać sędziemu Trybunału Konstytucyjnego złożenia ślubowania wobec Prezydenta. Jednak osoba wybrana do Trybunału może odmówić ślubowania.

Maciej Pach

Autor opublikował wcześniej powyższy komentarz na swoim profilu FB

Dr Maciej Pach pracuje w Instytucie Nauk Prawnych PAN

Autor zdjęcia alpaki: James T M Towill. Źródło: Wikimedia Commons

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4.3 / 5. Vote count: 8

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 2 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze