Piotr Topiński: Ukarać dzieci za budowę tamy na potoczku, czyli Prawo wodne a mała retencja

0
(0)

Mieszkam w górach, to piękna okolica u podnóża Pilska. Przez moją działkę płynie potoczek. Teraz, wiosną, płynie tam może jedno wiadro wody na sekundę, po ulewach świętotojańskich strumyczek nabiera wigoru i wówczas przelatują tędy nawet dwie, może trzy tony wody, też na sekundę. Czym woda płynie szybciej, tym mam mniej komarów.

W moim potoczku „bobrują” dzieci. W leniwie płynącym układają tamę z kamieni, poziom wody się podnosi…no i gdyby ktoś złożył donos – Wody Polskie, wójt, starosta i wojewoda mogliby ukarać mnie grzywną i nakazać rozbiórkę, do której potrzebny jest audyt, projekt, przetarg, wykonawca i raport.

Taki jest wymóg prawa wodnego, uchwalonego 21 lipca 2025, w Dzienniku Ustaw poz. 960. Niedawno, w styczniu jeszcze poprawiony.

Sama zaś ustawa (wedle art.1) reguluje gospodarowanie wodami zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju, w szczególności kształtowanie i ochronę zasobów wodnych, korzystanie z wód oraz zarządzanie zasobami wodnymi.

Cienia niczego zrównoważonego w tym dokumencie nie znalazłem.

Wedle ustawy, dzieci sąsiadów wykonały budowlę piętrzącą (Rozdział 2, art 16, p 2), „tj budowlę piętrzącą, umożliwiającą stałe lub okresowe piętrzenie wód powierzchniowych ponad przyległy teren, lub naturalny poziom zwierciadła wód” a z art 16 p 20 wynika, że: struga, strumień, potok, rzeka i kanał lub ich części” to właśnie są jednolite części wód powierzchniowych. Tyle, że w dalszych paragrafach tej ustawy – a jest tego 225 stron – ani słowa o potokach, strugach, strumieniach, ale za to dużo o rowach, przez które rozumie się (wedle p. 47 art. 16 prawa wodnego) „sztuczne koryta prowadzące wodę w sposób ciągły lub okresowy o szerokości dna mniejszej niż 1.5 m przy ujściu.”

U mnie dno jest szersze a czym dalej to jeszcze szersze, koryto jak najbardziej naturalne a woda nader często zalewa młakę (sąsiadów)…więc to na pewno nie rów a potok, ale definicji potoku nie ma, więc to żadna z kategorii wymienionych w art. 16 prawa wodnego wyjaśniającego, co się przez co rozumie. Wedle prawa wodnego dzieci ułożyły przeszkodę bez złożenia wymaganych dokumentów.

Więc strach się bać

Ale za to w rowach co tylko może być zabronione, to wszystko jest zabronione. Więc dzieci w upały wskakują dla własnej przyjemności w „piętrzące jednolite wody powierzchniowe” ryzykując, bo potoki w ustawie nie występują, więc nie wiadomo, w co wskakują. Gdyby to był rów o szerokości do 1.5 metra na dole, może nie było by to takie groźne.

Ale art 17.1,p 3/c stosuje się do „robót w wodach oraz innych robót, które mogą być przyczyną zmiany naturalnych przepływów wód, stanu wód stojących i stanu wód podziemnych poza granicami nieruchomości gruntowej, na której prowadzone są te roboty”. Mój potoczek płynie granicami działek, po każdej ulewie przekracza granice nieruchomości, na której dzieci się pluszczą w upały. Potoczek mniej więcej raz w roku przesuwa się o metr albo dwa w lewo lub w prawo zmieniając naturalny przepływ wód.

Więc dzieci mogą się pluskać bez ponoszenia odpowiedzialności, bo odpowiedzialność ponoszę ja…właściciel gruntu, ale to mnie nie uprawnia do wykonywania urządzeń wodnych bez wymaganej zgody wodnoprawnej (art. 33.1/2). Dostanę łomot – zwalę na dzieci!

Problem jest poważny: prawo wodne w żaden sposób nie odnosi się do klimatotwórczych funkcji obszarów leśnych, rolniczych, nieużytków. Zarządzanie deszczówką w czasie ostrych zmian klimatycznych powinno być priorytetem działań Państwa, grubą, czytelną czcionką zaznaczone w Prawie Wodnym.

Nie ma na to lepszego miejsca niż PRAWO WODNE właśnie!

Lecz nie ma tam ani słowa!

A następnie, jak poprzednio, 225 stron o tym, czego nie wolno, co jest zabronione, za co mogą mnie ukarać, zamknąć albo rozstrzelać.
Prawo wodne jest najwyraźniej pisane przez ekspertów, tak wielkich, że dużej wody się boją, a małą się brzydzą i cały czas majstrują przy tekście ustawy tak, by strach mieszkańców był po ich stronie. By mała, a nawet malutka retencja była w pogardzie Bo jak się dobrze tupnie i przestraszy, to z tego mogą być pieniądze.

1.5% retencji w leśnej, górskiej retencji to świetny sposób straszenia mieszkańców, to ulubione straszydło Wód Polskich, na każdym spotkaniu poparte profesorskimi autorytetami. Chciałbym zobaczyć, skąd wyliczenie wykrzyczanych kilku procentów. Poproszę pokazać w ich naukowych publikacjach.

Szukałem, nie znalazłem.

Są tam za to powodzie.

Odwadnianie terenu na górze powoduje powodzie na dole, bo woda ma taką właśnie skłonność a jedynym, tanim sposobem jest zaprzęgnięcie górskich lasów, mokradeł, dołków do takiego programu. No i przede wszystkim bobrów. Programu nie ma, przeganianie bobrów ma się dobrze.

A na dodatek: „zgodnie z art. 56 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (tekst jedn.: Dz. U. z 2013 r. poz. 627, z późn. zm.) – regionalny dyrektor ochrony środowiska na obszarze swojego działania może zezwolić na rozbiórkę tamy bobrów”.

… i chętnie z tego korzysta. O czym już było na moim kanale https://youtu.be/ZRVs78E-ops a potem jeszcze kilka razy.

Coś z życia

Eksperci Wód Polskich przekonują, że koszt zatrzymania metra sześciennego wody w „małej retencji” jest kilkakrotnie większy niż w ich zaporach.
Zgoda! ale to wszystko przez Fundusze Komisji Europejskiej, która daje wielkie pieniądze na małą retencję. Zwykle to się dzieje tak, że ci co biorą, to im wszystko jedno, na co biorą, byle brać, więc robią kilka i więcej kilometrów drogi tylko po to by tam dalej, albo jeszcze dalej zrobić na potoku przegródkę. Chodzi im o drogę.
I tu jest pies pogrzebany. W sprawozdaniu, w koszty przegródki za kilka tysięcy zł, czy przegródek za kilkanaście wkłada się koszty wyasfaltowanej lub utwardzonej drogi wraz z rowami osuszającymi za kilka milionów i wówczas koszt średniego zretencjonowania metra sześciennego przekracza wyobraźnię nawet całkiem rozgarniętego czytelnika MK.

Dwie takie tamy umajone utwardzoną szosą w zalesionych okolicach Bielska Białej, prowadzące do niewielkiej przegródki na maleńkim potoczku, mogę pokazywać za pieniądze. Dalej nie szukałem. PKB wzrosło!

Najgroźniejszym miejscem tworzenia powodzi są górskie drogi, czym droga wyższej kategorii tym rowy odprowadzające głębsze, uszczelnienie powierzchni staranniejsze a spływ wody szybszy. To są rynny, które drogi nie chronią ale odwadniają całą okolicę, wysuszają i wodę odprowadzają do rzek. Każdy sposób odprowadzenia dobry. Skoro gleba uszczelniona asfaltem, sumującą się ilość deszczówki spływającej zarówno z leśnych ścieżek jak i autostrad gdzieś się w końcu musi wylać. (https://youtu.be/FpU-Yzottvw)

Najprostszym i najtańszym byłby taki sposób projektowania górskiego krajobrazu, który by utrudniał spływ deszczówki. Obecne sposoby to ułatwiają.

Słowacy wiedzą, jak to robić – i stosują. To niedaleko, można obejrzeć https://youtu.be/X-6b80nEhbI. Dość w tym aktywne jest starostwo w Krasne nad Kysucou. Mają tetefon.

W rozporządzeniu Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dnia 2 marca 1999 r. spis warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie (Dz.U. Nr 43, poz. 430). Tam w Dziale IV – Wyposażenie techniczne dróg, znajdziemy Rozdział – Urządzenia odwadniające i odprowadzające wodę. Nie ma ani słowa o retencji. jest odwadnianie i odprowadzanie, odprowadzanie i odwadnianie…

Do Monitora Konstytucyjnego przyszedł list:

To co mnie dobiło …. to świadomość, że codziennie dewastowane są kolejne mokre miejsca, przekopywane rowy odwadniające torfowiska, że zniszczenie mokradła z płazami w czasie godów czy dewastacją tamy bobrowej, to sprawy które dzieją się codziennie, bezkarnie, mimo teoretycznej ochrony, często ścisłej (np. żaby). A taki projekt jak w Kampinosie zajął …KILKANAŚCIE lat papierów, przepychanek, tłumaczenia, przekonywania itp itd… sama robota to w zasadzie jeden sezon, teraz drugi. Jak w obliczu czegoś takiego nie stracić wiary, kiedy stoimy wobec machiny, która codziennie niszczy Przyrodę, a jej naprawienie czy obrona – zajmują lata… w takich chwilach doskonalone rozumiem partyzantów i całą działalność podziemno-konspiracyjną.
Wiecie, że aby dostać zgodę na zastawkę na rowie to zajmuje to 2 lata pozwoleń, dokumentów, projektów itp. DWA LATA. A zastawka ma pomóc w zatrzymaniu wody – największego skarbu jakiego dziś nam brakuje. Łatwiej jest tą wodę spuszczać niż zatrzymać. Oficjalne zakopywanie rowów będących w gestii Wód Polskich nie jest i pewnie nie będzie możliwe jeszcze bardzo długo. Jaki konstrukt mentalny stoi za tym, że zniszczonego krajobrazu NIE MOŻNA PRZYWRÓCIĆ DO STANU NATURALNEGO??? JAKIEJ ZMIANY POTRZEBUJĄ NASZE UMYSŁY? Jakiej rewolucji potrzeba?
(podpis autora)

Skoro mowa o zastawce i dwóch latach oczekiwania na pozwolenie zrobienia jednej zastawki w rowie, polecam zwrócenie się o pomoc do bobrów.

Gdyby bobry odmówiły współpracy polecam skasowanie całego „prawa wodnego” najwyraźniej niedopracowanego, napisanego przez kogoś, kto ma niewielkie pojęcie o zarządzaniu, żadnego o przyrodzie, ekologii i samej wodzie, za to ogromne doświadczenie w redagowaniu przepisów karnych, które w „prawie” dominują, przeważają – jak to kiedyś w socjalizmie bywało, chociaż chyba nie aż w takim stopniu.

… a dzieci i tak nic nie powstrzyma!

Piotr Topiński

Zdjęcie: Potok górski w Sudetach. Autorka: Lilly M. Źródło Wikipedia.org

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze