Okiem sędziego: Trzeba walczyć do końca

0
(0)

Sąd Najwyższy na naszych oczach i na oczach milczącej większości obywateli chwieje się. Być może już niedługo stanie się tak jak Trybunał Konstytucyjny instytucją realizującą w sposób karny i zdyscyplinowany politykę partii rządzącej. Bo chyba nikt nie miał wątpliwości ani złudzeń, jaki wyrok może zapaść w sprawie prawa łaski.

Tak na marginesie wszystkim entuzjastom pojmowania prawa łaski jako iście królewskiej prerogatywy głowy państwa, zadałbym jedno pytanie: Prezydent, nieważne ten czy kolejny, ułaskawi oskarżonego o gwałt działacza partii X i co państwo będzie miało wówczas do powiedzenia pokrzywdzonej w takiej sprawie ? Jak można pokrzywdzonemu zamknąć prawo do sądu, do rozstrzygnięcia sprawy przez niezależny i niezawisły sąd ? A poza tym jako obywatelowi bardzo nie podoba [mi] się stan, w którym nie ma ostatecznej pewności, czy pan od CBA nadużył swoich uprawnień w sposób karygodny, czy jednak nie. Mamy prawo to wiedzieć.

Trwa, choć z racji terminów, już zmierza ku końcowi, dyskusja, czy kandydować do Sądu Najwyższego. Jako sędzia nie mam najmniejszych wątpliwości, że ustawa likwidująca niezależny SN, odsyłająca przymusowo sędziów w stan spoczynku i przerywająca kadencję Pierwszego Prezesa SN jest sprzeczna z Konstytucją. Nie mam również wątpliwości, że ciało, w którym zasiada 15 sędziów z rekomendacji dwóch ugrupowań politycznych nie jest żadną Krajową Radą Sadownictwa. Nie może również budzić kontrowersji, że akt urzędowy Prezydenta, jakim było obwieszczenie o wolnych stanowiskach w SN, wymagał dla swej ważności kontrasygnaty. Przecież gdy Prezydent ustalał wzór karty zgłoszenia do SN, to podpis pod tym aktem złożył również premier. Tak więc stan prawny jest jasny: niekonstytucyjna ustawa i nieważny konkurs.

I wielu kolegów sędziów w takiej sytuacji mówi tak: nie możemy takiego bezprawia legitymizować poprzez swój udział w procedurze naboru do SN. Nie i koniec.

Ja sam osobiście jestem być może w mniejszościowej grupie tych, którzy uważają inaczej. Trzeba wykorzystać każdą możliwość choćby najmniejszą do wykazania przed sądem polskim (a jak będzie trzeba i przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej) sprzeczności z Konstytucją (i podstawowymi zasadami statuującymi UE) tej szkodliwej ustawy. Trzeba walczyć do końca. Nie wolno w milczeniu i bierności wydać na łup polityczny Sądu Najwyższego. Tak więc uważam, że powinni znaleźć się tacy, którzy się zgłoszą do SN. I zaskarżą uchwałę KRS, bez względu na jej treść. I będą mieli odwagę. Bo środowisko może nie zrozumieć, a na pewno nie podzielać takich motywów, cześć obywateli może opacznie ocenić intencje takich desperatów, a z mediów bliskich władzy być może już niedługo dowiemy się, że tacy sędziowie czy prawnicy, to są źli ludzie, napadający wieczorami staruszki na osiedlach. Trudne decyzje. Ale bierność nie będzie lepsza.

Okiem sędziego

*Autor blogu jest sędzią w jednym ze stołecznych sądów. Publikujemy za jego zgodą.

Tytuł komentarza pochodzi od redakcji

 

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jola Pierwsza

Drobny szczegół, jeśli można. Wzór karty zgłoszenia, o ile się orientuję – wprowadzony został rozporządzeniem prezydenta RP. Art. 144 konsytuacji nakazuje pozyskanie dla takiego aktu kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów. Obwieszczenie o wolnych stanowiskach nie wymaga kontrasygnaty w związku z treścią art. 144 ust. 3 pkt 17 konstytucji RP – skoro bowiem prezydent bez kontrasygnaty może powołać sędziego, to tym samym może zainicjować postępowanie zmierzającego do tegoż powołania – gdyby było inaczej to Premier mógłby zablokować tę procedurę, a więc odebrać prezydentowi przyznane Konstytucją uprawnienie. Tak, więc konkurs wydaje się jak najbardziej ważny.