Powiedzieli, napisali. Waldemar Żurek o swoim planie, że jest taki: walczymy na maksa

5
(1)

To bardzo długi wywiad, przeprowadzony przez dwóch doświadczonych dziennikarzy Gazety Wyborczej – Jarosława Sidorowicza i Łukasza Woźnickiego, i opublikowany 11 sierpnia. „Monitor” udostępnia niewielkie najistotniejsze fragmenty tej ważnej i interesującej całości, którą „Wyborcza” upowszechnia pod linkiem Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości: Nie będę pukał do drzwi prezydenta Nawrockiego.

*****

[…] Przede mną najtrudniejsze zadanie, jakie miałem do tej pory, trudny jest też moment. Przekonanie, że wybory prezydenckie wszystko załatwią, było dość powszechne. Wielu polityków i prawników nie zakładało innego rozstrzygnięcia niż zwycięstwo kandydata obozu demokratycznego. Spodziewałem się jednak, że oczekiwania strony demokratycznej mogą się nie spełnić.

[…] Wynik wyborów oczywiście nie ułatwia zadania, ale ja zawsze lubiłem wyzwania.

[…] Decyzję, czy przyjąć propozycję premiera, musiałem podjąć szybko. W czwartek dostałem informację, że premier chciałby się ze mną spotkać. To było dzień przed końcem mojego krótkiego urlopu. Skróciłem go i przyjechałem do Warszawy.

[…] Zobaczyłem człowieka dużego formatu, bo dotąd znałem go tylko z mediów. Zobaczyłem polityka wagi ciężkiej, który ma wizję Polski. Dał mi przestrzeń, wolną rękę w doborze osób, z którymi chcę współpracować. On rozumie, że ten resort jest bardzo trudny i dobieranie ludzi z klucza partyjnego nie pomoże w realizacji celów.
Pomyślałem, że mogę zrobić coś, co może mieć skutek dla wielu ludzi, wpłynąć na demokrację w Polsce. Że dam ludziom nadzieję.

[…] Wiem, że ci ludzie trzymają za mnie kciuki. Odpowiadając więc na pytanie: chodzi o sprawczość, a nie korzyści.

[…] W rządzie postrzegam siebie jako fachowca, nie typowego polityka. Mam dużą wiedzę o systemie, przez ostatnie lata pogłębiłem wiedzę o prokuraturze, wiem jak działa sądownictwo, wszystkie służby, które z nim współpracują: kuratorzy, ośrodki opiniujące w sprawach rodzinnych, zakłady karne.

[…] Zdaję sobie też sprawę, że nie jestem na sali rozpraw, gdzie przeważnie orzekałem jednoosobowo, muszę liczyć się z innymi członkami rządu. Swoje decyzje uzasadniam i znajdujemy porozumienie.

[…] Spodobało mi się, że premier nie oczekuje przyśpieszenia określonych śledztw – chce przyśpieszenia wszystkich śledztw.

[…] Jestem asertywny i wiem, w co się wpakowałem. I jeżeli premier każe mi napisać wniosek o dymisję, to nawet nie zapytam dlaczego. A jeśli sam uznam, że moja misja rozbija się o skały, to sam taki wniosek napiszę. Ale wierzę też, że na razie do tego nie dojdzie.

[…] Politycy mówią, że przywracana jest praworządność, a ustaw nie ma. A te, które się pojawiają, trafiają do kosza trybunalskiego.
Proszę zrozumieć osoby, które walczyły o przestrzeganie konstytucji: mija rok od zwycięstwa władzy demokratycznej, a u nich jest prezes sądu z nominacji ministra Ziobry.
Stąd poczucie, że działanie na zasadzie „trzymajmy się ściśle prawa, które uchwaliła władza autorytarna, bo to jednak prawo”, jest drogą donikąd.

[…] Nie chcę tu krytykować poprzednika. Inaczej interpretował te kwestie, miał inne plany i zamierzenia. Zwrócę tylko uwagę na sprawę trzech rzeczników dyscyplinarnych dla sędziów, powołanych za rządów ministra Ziobry. Ja te osoby nazywam rzecznikami ministra Ziobry, bo nie wybrało ich środowisko sędziowskie, a polityk. I mieliśmy paradoks: minister Bodnar powoływał w ich miejsce rzeczników ad hoc, którzy przywracali praworządność, a rzecznicy ministra Ziobro funkcjonowali dalej i wszczynali postępowania dyscyplinarne! Dwóch z nich zostało w końcu odwołanych, ale jeden został. Taki brak konsekwencji był negatywnie odbierany przez środowisko prawnicze i wyborców. W pierwszym tygodniu swojego urzędowania odwołałem tego trzeciego rzecznika Ziobry.

[…] Liczyłem się na przykład z tym, że kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku zrobi dokładnie to, co zrobiło, czyli odmówi odwołania zawieszonych przeze mnie prezesów. Liczyłem się z tym, bo wiedziałem, że z 12 osób, które wchodzą w skład tego kolegium, dziewięć to prezesi nominowani za czasów ministra Ziobry. Ich decyzja pokazuje, jak mamy zabetonowane to kolegium. To przecież zwyczajna obrona ludzi powołanych przez ministra Ziobrę i obrona samych siebie.
Jest jeszcze kilka sądów, gdzie spodziewam się takich samych decyzji. Ale dobrze, niech społeczeństwo widzi, że półtora roku po wyborach, gdy wracamy do demokracji, mamy ludzi, którzy mówią: nie, nam jest tu dobrze, na tych politycznie podstawionych stołkach.

[…] Za chwilę przyjdą wybory parlamentarne i się okaże, że społeczeństwo, które chciało przywrócenia demokracji, powie: my nie idziemy na wybory, bo nas władza demokratyczna zawiodła. Pójdą ci, którzy będą chcieli brunatnej władzy, białej Polski, chwycenia za twarz sędziów. I co wtedy? W naszej historii parę razy już traciliśmy Rzeczpospolitą. Może zostanie na mapach, ale będzie podobna do Białorusi czy Węgier w najlepszym wypadku.
Przyzwyczajamy się do wolności, jeździmy za granicę, mamy możliwości rozwoju, fajny kraj, gdzie nie ma huraganów ani tsunami, dookoła sensowni ludzie i wydaje nam się, że tak będzie zawsze.

[…] [M]oże paradoksalnie prezydentura Karola Nawrockiego będzie mobilizacją dla nas wszystkich, rozumiejących stawkę, jaką jest demokracja.

[…] Nie będę [do prezydenta Nawrockiego] pukał. Nie mam w ogóle tego w planach. Będę szanował jego konstytucyjną rolę na pewno. A jeżeli premier da mi zgodę, a prezydent mnie zaprosi w sprawach praworządności, to oczywiście nie odmówię i pójdę. To będą rozmowy na argumenty. Oczywiście niektóre wypowiedzi współpracowników nowego prezydenta są bardzo niepokojące, a pominę milczeniem, to co słychać z jego obozu politycznego, np. z ust Przemysława Czarnka, bo one moim zdaniem nie przystoją.

[…] Być może nowy prezydent jednak zrozumie, że rozwiązania, które stworzył minister Ziobro, są niebezpieczne także dla członków ugrupowania współpracującego z nim i obywateli, którzy głosowali na niego. Bo jeżeli stworzymy partyjne sądy albo sądy marionetki, to znajomi królika znajdą dojście i wyroki w takiej sytuacji będą zwykłymi ustawkami, jak w autorytarnej oligarchii.

[…] Z mojej perspektywy nie ma szansy na kompromis, jeśli Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny nie będą składać się z autentycznych sędziów i autorytetów prawa. Słyszałem już, że pani Małgorzata Manowska jest gotowa usiąść do stołu. Ja na to, że z pewnymi osobami do stołu się nie siada, by negocjować kompromis. Choć w przypadku neosędziów warto mieć na uwadze, że to duża grupa, która miała bardzo różne motywacje.
Neosędziowie w SN nie są sędziami, powinniśmy ich nazywać nie-sędziami. Na to mamy już linię orzeczniczą europejskich trybunałów.

[…] Na razie prokuraturę też mamy zabetonowaną. Jeżeli wszyscy prokuratorzy w Polsce widzą, że w Prokuraturze Krajowej jest tzw. czapka stworzona przez ministra Ziobrę i nic się nie zmienia, to po co się wychylać? My mamy ścigać, a tam są ludzie, którzy mają różne rzeczy na sumieniu, współpracę z tymi, którzy niszczyli system i co? Więc najpierw zacznijmy od reformowania instytucji, a później wymagajmy od prokuratorów liniowych odwagi.
Ja chcę też, aby prokuratura zaczęła uwzględniać wykładnię prokonstytucyjną. Zadajmy jej to trudne pytanie: ktoś wydał orzeczenie i usłyszał, że nie jest sądem. Państwo polskie zapłaciło za to odszkodowanie. To nie on powinien płacić za to, jeśli wyjdzie ponownie na salę? Czy od momentu, kiedy orzeczenia ETPC tworzą linię, nie uzurpuje funkcji, skoro już wie, że nie jest sądem? On mówi, że jest sędzią, ale jakim jesteś sędzią, skoro nie możesz orzekać? Wyprostujmy to wreszcie.

[…] Rozdział [Ministra Sprawiedliwości i Prokurator Generalnego – przyp. MK] jest potrzebny, chociażby z tej prostej przyczyny, że pełnienie tych dwóch funkcji jest zadaniem dla dwóch osób. W samym ministerstwie jest ogrom pracy. Wiem też, że prokuratorzy i obywatele chcą mieć pewność co do niezależności prokuratury i trzeba to zagwarantować poprzez sposób wyboru prokuratora generalnego i mechanizmy kontrolne. Stowarzyszenie Lex Super Omnia miało gotowy projekt, który legislacyjnie można obrobić. Pytanie, czy politycy wszystkich opcji będą tym zainteresowani, bo prokuratura uchodzi za łup polityczny.

[…] [O]dsunąłem się od nadzoru nad śledztwami, które były przeze mnie zainicjowane i zrobiłem to od razu. Współczuję ludziom, którzy mnie prześladowali. Ja jestem osobą, która wybacza i wiedzą to ci, którzy mnie lepiej znają. Nie ma we mnie mściwości i mówię to zupełnie serio.
To był koszmarny okres, ale co cię nie zabije, to cię wzmocni. Miałem grupę ludzi, która bardzo mnie wspierała. Ufali w to, że jestem czysty.

[…] Najbardziej żal mi mojej rodziny, która za sprawą perfidnych ludzi władzy zapłaciła ogromną cenę. O tym temacie w ogóle nie będziemy mówić, ale skutki są nieodwracalne.

[…] Znamy przykłady takich powrotów, ale trzeba przejść procedurę przed KRS i być powołanym przez prezydenta. Więc można powiedzieć, że przez kolejne pięć lat moja droga jest zamknięta, chociaż w czasie mojego urzędowania chciałbym jednak uchodzić za eksperta. Chciałbym zachować czystość eksperta, a nie polityka. To zazwyczaj polityka wykorzystuje ekspertów, a tym razem to może ekspert wykorzysta politykę – w imię najwyższych społecznie celów.

[…] Ja nawet mam pewność, że nie uda się zaspokoić oczekiwań wszystkich osób, bo to niemożliwe. Mój plan jest taki: walczymy na maksa. Chciałbym, żeby środowisko i obywatele dostrzegli, że tak pracujemy. Jeśli rozbijamy się o skały, to są to skały, na które nie mamy wpływu. Kto nie ryzykuje, nie wygrywa. A ja potrafię zaryzykować jak mało kto.

Gazeta Wyborcza

 

 

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 5 / 5. Vote count: 1

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 1 głos
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze