Wróbel, Łętowska, Zabłocki, Krzemiński, Stępień: Komentarze po ogłoszeniu uchwały o ważności wyboru prezydenta RP przez Izbę Kontroli itd. Sądu Najwyższego

3.7
(3)

Włodzimierz Wróbel: Konstytucja RP w art. 175 ust 2 wyraźnie zakazuje tworzenia i funkcjonowania w okresie pokoju „sądów wyjątkowych”.

Nie można go utworzyć nawet ustawą. Czemu? Bo tworzenie sądu wyjątkowego zawsze sposobem odebrania wymiaru sprawiedliwości normalnym sądom w interesie polityków. Sąd wyjątkowy nie przywraca pokoju społecznego ale sieje zamęt. Sądy mają bowiem rozstrzygać spory i wyjaśniać wątpliwości, a w ten sposób zapobiegać tworzeniu podwójnej rzeczywistości: ” naszej” i „waszej”. Tego powiązane z konkretną grupą polityczną sądy wyjątkowe nigdy nie mogą uczynić.

W Polsce są złe historyczne doświadczenia z sądami specjalnymi. Za funkcjonowanie jednego z nich, niesławnej Izby Dyscyplinarnej, polscy podatnicy musieli zapłacić 700 mln euro kar i płacą nadal w postaci honorariów dla byłych członków tej Izby.

Co to jest sąd wyjątkowy (specjalny)?

To jest taki „sąd” którego ” sędziowie” zostali powołani przez polityków, z pominięciem normalnych konstytucyjnych procedur, który działa jako super organ wobec innych sądów i sędziów, mając monopol na decyzję w sprawach ważnych dla polityków. Ten super sąd ma szczególne procedury, własną organizację i prezesa. Nie można w takim sądzie utworzyć składu orzekającego który dawałby gwarancję bezstronności i niezależności od polityków.

O tym, czy coś jest sądem specjalnym nie decyduje nazwa. Politycy bardzo chętnie będą ten sąd specjalny ukrywać – tworząc – tak jak w PRL – wydziały specjalne czy listy zaufanych sędziów.

Trzeba powtórzyć raz jeszcze: Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, utworzona przy Sądzie Najwyższym, ma status takiego samego, politycznego sądu specjalnego jak niesławna Izba Dyscyplinarna. Spełnia wszystkie cechy takiego sądu: stworzona została przez polityków, jako super organ („nad-sąd”), który ma orzekać w sprawach dla polityków istotnych (wybory, wygaśnięcie mandatów, możliwość uchylenia każdego wyroku sądowego, związanie sędziow Sądu Najwyższego swoimi interpretacjami prawa, decydowanie o statusie tych sędziów. Została wyodrębniona organizacyjne, ma własnego prezesa, a wszystkie osoby, które się w niej znalazły, zostały powołane w tej samej upolitycznionej wadliwej procedurze. Izba stosuje specjalne procedury, np. nie dopuszczając wniosków o wyłączenie swoich członków od orzekania, choćby rozstrzygane sprawy dotyczyły ich bezpośrednio. Orzecznictwo nie tylko Sądu Najwyższego, ale także trybunałów międzynarodowych potwierdziło, że w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie można utworzyć sądu odpowiadającego traktatowym i konstytucyjnym standardom niezawisłości i bezstronności. Nawet nazwa tej Izby sugeruje jej wyjątkowość (kontrola nadzwyczajna).

Suma tych wszystkich cech sprawia, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych jest klasycznym sądem wyjątkowym, zakazanym przez Konstytucję RP. W związku z tym, orzeczenia tej Izby – podobnie jak orzeczenia Izby Dyscyplinarnej – nie mogą być traktowane jako orzeczenia sądów przewidzianych w Konstytucji. Nie są też orzeczeniami Sądu Najwyższego.

Jeżeli więc ktoś oczekuje orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie ostatnich wyborów, to takie orzeczenie dzisiaj nie zostanie wydane.

PS. Nie spotkałem się póki co z argumentacją podważającą kwalifikację Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych jako sądu wyjątkowego.

Ewa Łętowska: Zgromadzenie Narodowe MIMO uchwały IKNiSP

To, czego dowiedziałam się o postępowaniu protestowym w IKNSP z przebiegu transmisji z obrad nad uchwałą walidacyjną z 1.7., a także informacji o tym, jak protesty rozpatrywano przed transmisją – zawartych w separatach s. Boska i s. Żmija – nie było budujące.

Istniejących wątpliwości co do prawidłowości liczbowych wyników głosowań w poszczególnych komisjach i anomalii, jakie ujawniają – nie wyjaśniono. Więcej – pogłębiono: przez sposób prowadzenia postępowań protestowych i potraktowanie wniosków w nich zgłaszanych.

Formalizm, hipokryzja, fasadowość postępowania – co zarzucano od dawna regulacjom Kodeksu Wyborczego jako pozornej gwarancji dla głosującego elektoratu – zostało dodatkowo potwierdzone i udokumentowane.

Paradoksalnie jednak, objęte sentencja uchwały walidacyjnej „stwierdzenie ważności wyborów” – jest bez znaczenia (wobec niepodważenia domniemania ważności wyborów przez IKNSP) – skoro uchwałę powziął organ pozbawiony legitymacji.

Tak więc jeżeli – jak to zapowiedział już Marszałek Sejmu – nastąpi zawołanie Zgromadzenia Narodowego w sierpniu, to odbędzie się to NIE Z POWODU uchwały IKNSP – ale MIMO jej brzmienia.

Stanisław Zabłocki: O finezji figury procesowej, zdaniu odrębnym i naganie sędziego

Upłynęło już parę godzin. Poszedłem na długi spacer. Posłuchałem uspokajającej muzyki. Poczytałem Senekę i Marka Aureliusza. Zatem, sine ira et studio parę uwag dodatkowych obok ciekawostki przyrodniczej, na którą wskazałem poniżej, w odrębnym wpisie zamieszczonym na mojej ściance.
Rozumiem, że czasem postępowanie sądowe, szczególnie w sprawie cieszącej się dużym zainteresowaniem społecznym, przekształca się w pewien rodzaj spektaklu. Pasjonującego, ale męczącego spektaklu. Role bywają rozpisane. Niektórzy grają je lepiej, niektórzy – niestety – o wiele gorzej. Niektórzy całkowicie wypadają z roli. Niekiedy główni aktorzy wydarzenia próbują wprowadzić do scenariusza wątki, które nie mają żadnego znaczenia. Tak było i tym razem, gdy np. jedna z dramatis personae próbowała przez dłuższy czas kontynuować rozważania nad składem osobowym Państwowej Komisji Wyborczej w aspekcie afiliacji politycznych jej członków, co – w aspekcie zarzutów zawartych z złożonych protestach wyborczych – miało się, jak mniemam, do ostatecznego rozstrzygnięcia tak jak plamy na słońcu do wyniku ostatniego meczu polskiej reprezentacji piłkarskiej. Było jednak w tym spektaklu kilka wątków dla prawnika wręcz pasjonujących i im chciałbym poświęcić parę chwil, gdyż tylko o płaszczyźnie jurydycznej, a nie jakiejkolwiek innej, w tym politycznej, zwykłem się wypowiadać.

Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na finezję figury procesowej, wykreowanej przez skład orzekający, a zaprezentowanej przez przewodniczącego tego składu, która została przedstawiona jako „osoba mająca prawo do uczestnictwa w postępowaniu, ale nie będącą uczestnikiem postępowania”. Taki status przyznany został panu Prokuratorowi Generalnemu i pozwoliło to na wysnucie konkluzji, że złożone przez niego w tym postępowaniu wnioski w przedmiocie wyłączenia sędziów będą pozostawione bez biegu, jako pochodzące od podmiotu nieuprawnionego. Koncepcja genialnie prosta, a przede wszystkim jakże skuteczna i pozwalająca na uproszczenie i przyspieszenie procedowania. Wprawdzie potem osoba, ta która co prawda ma prawo do uczestnictwa w postępowaniu, ale nie jest uczestnikiem postępowania, składała inne wnioski, ale przecież nie było to już tak niewygodne, a więc można było na nie przymknąć oko. Z kolei, wprawdzie jedna z osób zasiadających w składzie orzekającym w uzasadnieniu wygłaszanego zdania odrębnego najwyraźniej zakwestionowała możliwość istnienia po stronie Prokuratora Generalnego statusu takiego „uczestnictwa bez posiadania uprawnień uczestnika”, ale także i do tego nie powinniśmy, zapewne, przywiązywać większej wagi, radując się z rozwoju myśli prawniczej i pchnięcia rozważań procesowych ku nowym horyzontom.

Po drugie, à propos wspomnianych zdań odrębnych, to – o ile nie uległem tzw. usznej fatamorganie – pan profesor Krzysztof Wiak przed oddaniem głosu panu profesorowi Leszkowi Boskowi stwierdził, że tenże złożył zdanie odrębne od uzasadnienia ogłoszonej uchwały. Z wywodów, które przedstawił następnie ten drugi, zdawało się bezspornie wynikać, że jest to jednak votum separatum od całości rozstrzygnięcia, a nie jedynie od jego części motywacyjnej. Gdybym jednak nie przesłyszał się i miało to być zdanie odrębne o zakresie i charakterze zapowiedzianym przez przewodniczącego składu, to i w tym wypadku mielibyśmy do czynienia z nowatorską tezą, którą sprowadzić można do stwierdzenia, iż jeśli ktoś kontestuje to, że jakiś organ nie jest uprawniony do wydania orzeczenia, to powinien złożyć zdanie odrębne jedynie od uzasadnienia tego orzeczenia, a nie od samego orzeczenia. Próbowałem ustalić u źródła, to jest na oficjalnej stronie internetowej Sądu Najwyższego, jaki był w istocie zakres tego zdania odrębnego (tak jak i zdania odrębnego złożonego przez pana profesora Grzegorza Żmija), ale z opublikowanej tam informacji nie można było tego wyczytać, a co gorsze nie wynikało z niej nawet to, że w ogóle jakieś zdania odrębne zostały zaznaczone przy podpisywaniu uchwały. Pisałem o tym po paru godzinach od ogłoszenia uchwały (zob. niżej), a po sprawdzeniu informacji po kolejnych kilku godzinach nadal nie znajduję na to ważne pytanie odpowiedzi.

Po trzecie wreszcie, już kończąc ten wpis, bo przecież rozważaniami jurydycznymi nie można zanudzić czytelniczek i czytelników tej ścianki niebędących prawnikami, w trakcie dzisiejszego postępowania być może zapoczątkowana została nowa instytucja tzw. nagany sędziego, na razie nieprzyobleczona jeszcze w treść przepisu prawa, ale kształtowana w postaci zwyczaju procesowego. Już słyszę głosy, że nie znam dość fundamentalnej pracy profesora Józefa Rafacza, sprzed ponad stu lat, zatytułowanej „Nagana sędziego w dawnym procesie polskim” (Lublin 1921). Wyjaśniam zatem, że idzie mi o całkiem inną instytucję, o taką współczesną wersję nagany sędziego (dodajmy, że także nie o tę, która figuruje w prawie o ustroju sądów powszechnych w katalogu kar możliwych do wymierzenia w postępowaniu dyscyplinarnym prowadzonym przeciwko sędziemu). Ta, o której pisał Rafacz, dotyczyła swego rodzaju środka służącego do podważenia i uchylenia wyroku. Ta współczesna, dziś zaprezentowana, miałaby służyć naganie nakładanej przez sędziego – sprawozdawcę (a może, w wyniku rozwoju tej instytucji, także i przez innego członka składu orzekającego) na sędziego, który złożył zdanie odrębne, a więc na publicznym zganieniu poglądu wyrażonego w zdaniu odrębnym przez krnąbrnego członka składu i na skorygowaniu jego zapatrywań. Pomysł jest, zaiste, interesujący i nie można go przecież, tak bez głębszego przemyślenia, odrzucić, tylko dlatego, że dotąd nie przyjął się na salach sądowych i że prawnicze różnice zdań omawiane były w pisemnych uzasadnieniach orzeczeń.

Marcin Krzemiński: INKiSP jak AI

Zacząłem się zastanawiać czym się różni INKiSP od AI. bo jedno i drugie imituje coś, czym nie jest, jedno i drugie działa na skróty, jednemu i drugiemu nie można ufać co do merytoryki, jedno i drugie wielokrotnie dowiodło, że nie zastąpi prawdziwych sędziów.

Jerzy Adam Stępień: Troglodyci i poseł Kropiwnicki

Pominięcie niektórych sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w rozpoznawaniu protestów to gwóźdź do trumny całej tej izby. Moim zdaniem, będzie to główny powód nieuznawania [uchwały o …] ważności wyborów z 1 lipca 2025 r. przez społeczność międzynarodową – z konsekwencjami dla pozycji prezydenta w relacjach z podmiotami zewnętrznymi. Autorzy tego konstytucyjnego skandalu, prawniczy troglodyci, jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy, jeszcze chwilowo tryumfują, niebawem jednak to do nich dotrze i to w bardzo dla nich przykry sposób. To ważny dzień dla oceny stanu praworządności w Polsce.

***

Widać jak na dłoni w jaki sposób staczamy się w otchłań, w której liczy się tylko fizyczna siła i bezprawie wspierane przez skundlonych polityków i służalczych absolwentów wydziałów prawa, bo przecież nie prawników – jak swego czasu zauważył prof. Wyrzykowski.

Czy jest z tego jakieś wyjście?

Nie potrafiliśmy zahamować tego procesu w 2015 roku. Jak wiadomo, zaczęło się to od słynnej poprawki posła Kropiwnickiego, umożliwiającej wybór nadmiarowych sędziów TK. Poseł K. został wyświęcony ostatnio na doktora habilitowanego przez zakłamaną pseudo-akademię jednej z warszawskich uczelni. Straciliśmy instynkt samozachowawczy. Będziemy musieli przejść do końca drogę upokorzenia demokracji. Jak to zwykle w historii: trzeba będzie sięgnąć dna, by zacząć od początku budować nową rzeczywistość. Bojówki Bąkiewicza wsparte od razu przez Nawrockiego to signum temporis kolejnej „drogi krzyżowej”.

Nie szukajmy łatwych pocieszeń – one niczego nie zmienią. Obecna klasa nas nie uratuje. Liczy się tylko zorganizowane działanie obywatelskie ponad podziałami.

_______________________________________

Wybór: Redakcja z profilów Autorów na Facebooku

Zdjęcie: IKNiSP SN ogłasza uchwałę o ważności wyboru Karola Nawrockiego, 1 lipca 2025

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 3.7 / 5. Vote count: 3

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
marco

Zapytałem czatka o coś, co mi od dawna nurtuje. Czemu w Polsce krytykuje się to, że członkowie jednej z izb sądu najwyższego są wybierani przez parlamentarzystów, a w Stanach Zjednoczonych jest to normalna praktyka a mianowicie sąd najwyższy jest wybierany przez prezydenta i zatwierdzony przez senat. Odpowiedź może wyda się ciekawa. To bardzo trafne spostrzeżenie i rzeczywiście często pojawia się w debacie publicznej. Różnice między systemem polskim a amerykańskim są jednak istotne i warto je prześledzić, żeby zrozumieć, dlaczego coś, co w jednym kraju jest uznawane za normalne, w innym budzi poważne wątpliwości. 1. Kontekst wyboru sędziów w USA vs… Dowiedz się więcej »