Pamiętacie wybory w PRL? Uczestniczyło w nich prawie 100 procent uprawnionych i zawsze wygrywali czerwoni z przydupasami.
Ludzie rzeczywiście chodzili do urn, a jak kto był stary i niedołężny, to zdarzało się, że komisja wyborcza przynosiła mu urnę do domu.
Potem była „S”, a jeszcze potem częściowo wolne wybory i okazało się, że ludzie wcale tak władzy się nie boją.
Czy Kreml o tym pamięta? A może nikogo to nie obchodzi, bo Rosja, mimo wszystkich demonstracji nie doświadczyła „S” i nadal jest sprawną satrapią, a o wolnych wyborach można tam porozmawiać z żoną pod pierzyną,