Panie i Panowie Prokuratorzy, wprawdzie nie wszyscy, ale raczej większość – spójrzcie w lustro i zobaczcie w jaką pułapkę moralno-prawną wpędziła Was oczekująca posłuszeństwa i dyspozycyjności oraz traktująca prawo instrumentalnie władza.
Jeszcze wczoraj umarzaliście ryczałtowo prawie wszystkie sprawy z obszaru mowy nienawiści, dzisiaj rzuciliście się do ich ścigania z gorliwością neofitów tam gdzie to możliwe i niemożliwe.
Co się zmieniło? Prawo – nie, jest takie samo. Władza polityczna – też, chciałbym powiedzieć niestety, ciągle ta sama.
Zmieniło się wyłącznie doraźne polityczne zapotrzebowanie, które czyni Was swoim bezwolnym instrumentem. Ta ambiwalencja nie ma nic wspólnego z państwem prawa i kompletnie nie przystaje do przyrzeczenia, które składacie (art. 92 par. 1 ustawy prawo o prokuraturze): „Ślubuję uroczyście na powierzonym mi stanowisku prokuratora służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa i strzec praworządności, obowiązki mojego urzędu wypełniać sumiennie, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”; składający ślubowanie może dodać na końcu zwrot: „Tak mi dopomóż Bóg””.
I nie tłumaczcie mi, że to skomplikowany problem. Przeciwnie – jest prosty, elementarnie prosty.