Włodzimierz Wróbel: O zarządzeniu przerwy w czynnościach służbowych nie tylko sędziego, lecz nawet prezesa

0
(0)

Obrazy z ostatniej nocy pokazują, czym naprawdę jest władza, jakie miejsce zajmuje w niej przemoc i kto wyjątkowo ma prawo jej używać.
Ale za tymi głośnymi obrazami kryje się też wątek prawny. I o nim chcę powiedzieć kilka słów.

Przepisy o sędziach sądów powszechnych przewidują szczególny środek: sędziego można tymczasowo odsunąć od obowiązków. Nazywa się to zarządzeniem przerwy w czynnościach służbowych. Zgodnie z art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych takie zarządzenie może wydać prezes sądu albo Minister Sprawiedliwości.

Powody wydania zarządzenia opisano dość ogólnie. Pierwszy: sędziego złapano na gorącym uczynku umyślnego przestępstwa. Drugi: rodzaj czynu sędziego sprawia, że „powaga sądu lub istotne interesy służby wymagają natychmiastowego odsunięcia go od wykonywania obowiązków służbowych”.
Zwłaszcza ten drugi powód można oceniać różnie. Ustawa nie opisuje bliżej, o jaki czyn chodzi. Nie trzeba też wyroku, który by ten czyn potwierdzał. Nie wiadomo dokładnie, czym są owe „interesy służby”. Pewne jest jedno: musi to być sytuacja wyjątkowa.

Ustawa opisuje za to dokładnie, jak sprawdza się, czy ten, kto odsunął sędziego się nie pomylił. Żeby odsunięcie było skuteczne, w ciągu trzech dni trzeba przekazać sprawę do sądu dyscyplinarnego. Sąd ten niezwłocznie — ale nie później niż w ciągu miesiąca — decyduje, czy odsunięcie było zasadne. Kto chciałby więc nadużyć tego zarządzenia i odsuwać od orzekania niewygodnych sędziów, musi się liczyć z tym, że sąd dyscyplinarny zawiadomi np. odpowiednie organy o naruszeniu prawa. Ostatecznie wszystko odbywa się więc pod kontrolą sądu.

A kiedy korzystano z tego narzędzia w praktyce? Na przykład wtedy, gdy sędzia doznał załamania nerwowego, kogoś mobbingował albo przyszedł do sądu nietrzeźwy — i w takim stanie nie można go wpuścić na salę.

Ustawy o Sądzie Najwyższym i o Trybunale Konstytucyjnym nie mają wprost odpowiednika art. 130. Być może założono, że sędziów tych sądów jest niewielu, a takie przypadki zdarzają się rzadko, więc osobny przepis nie jest potrzebny. Jest jednak przepis, który pozwala „odpowiednio” stosować ustawę o sądach powszechnych tam, gdzie ustawa o Sądzie Najwyższym czy TK czegoś nie reguluje.

Nie przypominam sobie żadnego przypadku, by w Sądzie Najwyższym odsunięto sędziego od orzekania z powodu czynu zagrażającego „istotnym interesom służby”. Aż do ubiegłego tygodnia. Sędzia Zbigniew Kapiński — na podstawie art. 130 § 1 ustawy o sądach powszechnych — zarządził przerwę w czynnościach jednego z nowopowołanych sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Sędziego tego znaleziono na peronie w stanie potężnego upojenia alkoholowego. Nie zauważyłem, by ta decyzja spotkała się z krytyką. I rzeczywiście — z takim sędzią trzeba coś zrobić. Trudno, żeby dzień po wpadce na peronie zasiadał za stołem sędziowskim z godłem na piersi.

Decyzja sędziego Kapińskiego oznacza jedno – jego zdaniem art. 130 § 1 ma zastosowanie także do sędziów Sądu Najwyższego — w tym do niego samego. A skoro do sędziów Trybunału Konstytucyjnego stosuje się te same przepisy co do sędziów Sądu Najwyższego, to art. 130 obejmie również sędziego TK. Art. 130 zadziała wiec wówczas, gdyby taki sędzia dopuścił się czynu, przez który „powaga sądu lub istotne interesy służby wymagają natychmiastowego odsunięcia go od wykonywania obowiązków służbowych”. Trudno zresztą wyobrazić sobie brak takiego mechanizmu. Trudno też znaleźć powód, dla którego akurat sędziowie TK mieliby mu nie podlegać. Wystarczy trochę wyobraźni — a i otaczająca nas rzeczywistość dostarcza tu dość przykładów.

Pojawia się jednak problem. Co zrobić, gdy tym pijanym sędzią, który chce wejść na salę rozpraw, jest sam prezes sądu? Czy można oczekiwać, że sam siebie odsunie od obowiązków? Byłby to absurd.

Art. 130 przewiduje pewną furtkę. Zarządzenie o przerwie może wydać prezes (co w tym przypadku odpada) albo — niejako równolegle — Minister Sprawiedliwości. Łatwo jednak sobie wyobrazić, jakie napięcia by powstały, gdyby Minister Sprawiedliwości miał zawieszać Pierwszego Prezesa SN lub Prezesa TK. Takie decyzje trzeba zwykle podejmować szybko i na miejscu. A przy tym tak zachowującego się prezesa nie można siłą zatrzymać ani wyprowadzić z budynku sądu — chroni go immunitet, który najpierw trzeba uchylić.

Powstaje więc pytanie: czy istnieje sposób, by decyzję formalnie zastrzeżoną dla prezesa sądu podjął ktoś inny, gdy sam prezes — z powodów faktycznych lub prawnych — nie może jej podjąć? Okazuje się, że ustawodawca pomyślał i o tym.

Ustawa regulująca funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego przewiduje, kiedy uprawnienia prezesa TK mogą przejść na innego sędziego. Mówi o tym art. 12. W pierwszym kroku prezes może z góry upoważnić wiceprezesa lub innego sędziego do wykonywania swoich uprawnień. Może więc z góry ustalić, że to wiceprezes będzie mógł — gdyby zaszła potrzeba — wydać wobec niego zarządzenie z art. 130 o odsunięciu go od czynności służbowych. Jeśli prezes takiego upoważnienia jednak nie udzieli, wchodzi w grę inny przepis: uprawnienia prezesa przejmuje sędzia TK z najdłuższym stażem.

I tu pojawia się pytanie. Gdy to właśnie prezes TK dopuścił się czegoś, za co należy go natychmiast odsunąć od pracy — czy wciąż ma wyłączną kompetencję do upoważnienia innej osoby, żeby go zawiesiła? Czy raczej trzeba uznać, że w takiej sytuacji możliwość wydania upoważnienia stracił (chodziłoby przecież o niego samego (sic!)?

Ocena takiego przypadku może być bardzo sporna. I tak jest zawsze z przepisami, których nigdy nie stosowano do pewnych sytuacji — bo te sytuacje się nie zdarzały. Nie może być jednak tak, że gdyby przyszło co do czego, to nikt nie zareaguje, a prezes ma prawo dalej sądzić — choćby godzinę wcześniej przed budynkiem Trybunału np. rozjechał pieszego na pasach.

I tak dochodzimy do sedna tego przydługiego wywodu. Spór o to, komu przysługuje prawo do wydania jakiejś decyzji i czy spełniono jej warunki, nie jest w prawie niczym nadzwyczajnym. Rzecz w tym, że prawo zakłada, iż takich sporów nie rozstrzyga się na ulicy i przy użyciu przemocy — nawet jeśli sięgają po nią najwyżsi przedstawiciele państwa.

O tym, czy zarządzenie o przerwie było zasadne, czy też jest uzurpacją, rozstrzyga sąd dyscyplinarny. W przypadku Trybunału Konstytucyjnego tworzą go sędziowie TK. W ciągu trzech dni zarządzenie musi trafić do tego sądu i zostać niezwłocznie ocenione.

Tyle o prawie.

Włodzimierz Wróbel

Komentarz Autor opublikował wcześniej na swoim profilu FB

Tytuł od redakcji Monitora Konstytucyjnego

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów