Prof. dr hab Jakub Stelina, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, w rozmowie z red. Piotrem Szymaniakiem opublikowanej w dzienniku Rzeczpospolita pt. Spór o Trybunał Konstytucyjny może trwać latami, winą za trudny do rozwikłania węzeł gordyjski w Trybunale obciążył polityków, którzy teraz muszą go rozplątać. Udostępniamy fragmenty tej rozmowy.
[…] [P]prawdopodobnie gdyby Sejm nie zwlekał z obsadzeniem miejsc, wszystko by się jakoś ułożyło i dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Poza przypadkiem Macieja Berka, który jest szczególny, nie byłoby żadnego powodu do kwestionowania dokonywanych przez Sejm wyborów. Trybunał byłby obsadzony i mógłby normalnie funkcjonować. [….] Od dawna było wiadomo, że w trakcie obecnej kadencji zwolni się osiem miejsc, a od czasu, gdy rezygnację zapowiedziała Krystyna Pawłowicz, tych miejsc zrobiło się dziewięć. I to ten Sejm jako jedyny jest uprawniony do obsadzenia tych dziewięciu miejsc. […] Prawo określa, że sędziów wybiera Sejm i muszą oni następnie złożyć ślubowanie, a prezydent ma obowiązek je przyjąć. Dopiero po złożeniu ślubowania zostaje nawiązany stosunek służbowy.Pytanie oczywiście, czy ślubowanie musi nastąpić w obecności prezydenta, czy nie. Jeżeli przyjmiemy koncepcję, że prezydent ma obowiązek przyjęcia ślubowania, to i samo ślubowanie musi być złożone w jego obecności. Tak więc gdyby wszystkie organy stosowały się do przepisów, nie byłoby żadnego problemu. W takich sytuacjach prawnicy są bezradni, bo prawo nie przewiduje procedur na wypadek tego, że Sejm albo prezydent nie robią tego, do czego są zobowiązani. Trudno oczekiwać, że będziemy mieli przepisy na każdą ewentualność, bo żylibyśmy wtedy w świecie, w którym prawo jest rozbudowane do absurdalnych rozmiarów. […] Część regulacji opiera się na założeniu racjonalności i szacunku dla prawa. Jednak tu mamy do czynienia z prymatem polityki nad prawem. Bo z czego wynikała zwłoka w powoływaniu sędziów? Z oczekiwania na zmianę w fotelu prezydenta. Ta jednak nie nastąpiła. Jak się nie ma planu B, to tak się niestety kończy. […] Czy […] zastępcze ślubowanie, złożone „wobec”, ale nie w obecności, jest skuteczne? Przede wszystkim to słowo „wobec” nie ma większego znaczenia. Nie przykładam do niego większej wagi, ponieważ jest tak wieloznaczne – nie tylko w słowniku, lecz także w różnych aktach prawnych nadaje mu się różne znaczenie i pojawia się w różnych kontekstach. […] [S]prawa jest zbyt poważna, by przejść nad nią do porządku dziennego. Bo jeśli sędziowie zostaną dopuszczeni do orzekania, a później się okaże, że ślubowanie było „krzywe”, to mamy nieuprawnionych sędziów i powtórkę z rozrywki. […] Rozmawiając z tymi nowymi kolegami, radziłem im, by poszli do sądu pracy, który mógłby odpowiedzieć na pytanie, czy w efekcie takiego zastępczego ślubowania został nawiązany stosunek służbowy, czy nie. […] Wyrok sądu byłby jakimś potwierdzeniem o mocy nieporównywalnie większej niż jakaś tam opinia. […] [S]ędzia Berek […] [m]oim zdaniem powinien przedstawić odpowiednie dokumenty, jeśli nie prezydentowi, to przynajmniej opinii publicznej. Bo wątpliwości nie skończą się wraz z ewentualnym dopuszczeniem do orzekania, lecz mogą być w przyszłości podnoszone jako zarzut w postępowaniach toczących się przed TK. Z łatwością można sobie wyobrazić wnioski o wyłączenie sędziego jako osoby nieuprawnionej. […] [P]ostrzegam siebie jako kustosza pamięci o dorobku naukowym Lecha Kaczyńskiego. Jestem jego wychowankiem, jego doktorantem i staram się w jakiś sposób dbać o propagowanie jego dorobku. Lech Kaczyński był i chyba nadal jest postacią znaczącą, szczególnie w tym środowisku, które mnie zgłosiło. Nie mam kompletnie kompetencji do tego, żeby oceniać go od strony politycznej, ale już naukowej tak. A był to wybitny naukowiec w zakresie prawa pracy. […] Wyrok Trybunału w sprawie K 34/15 wyjaśnił, kto, czyli jaki Sejm, może wybierać sędziów. Do tamtego momentu nie było to tak wyraźnie przesądzone. […] Gdyby nowy Sejm [po wyborach w 2027 roku] wybrał nowych sędziów w ich miejsce, byliby oni prawdziwymi dublerami. To będą osoby, które zajęły miejsca już obsadzone. […] Ten permanentny klincz prowadzi do takich absurdów, które nie mieszczą się w głowie. Ten problem stworzyli politycy i oni muszą go rozwiązać, dogadując się. Jednak nikt dogadać się nie chce, bo obie strony grają o pełną pulę. Każdy myśli, że wygra wybory, a wtedy nie będzie patrzył na konstytucję czy na prawo, lecz zrobi taki reset, że wyrzuci wszystkich i poukłada sobie sąd konstytucyjny na nowo. Będziemy mieć wówczas trybunały wybierane na okres od wyborów do wyborów. Czy tego chcemy? Czy będzie to jeszcze demokratyczne państwo prawne?