Proces przywracania praworządności w państwie po okresie systemowego demontażu instytucji demokratycznych – tzw. backslidingu – stanowi jedno z najtrudniejszych wyzwań współczesnego konstytucjonalizmu. Sytuacja, w której organy państwa, w tym Trybunał Konstytucyjny czy Sąd Najwyższy, zostały podporządkowane władzy wykonawczej, stawia doktrynę prawa przed fundamentalnym dylematem: jak odbudować państwo prawa, nie naruszając jednocześnie jego fundamentalnych reguł.
W debacie publicznej i naukowej zarysował się wyraźny podział na dwa podejścia do tego problemu: legalistyczno-formalne oraz substancjalno-radykalne. Poniższa analiza podejmuje próbę dekonstrukcji tych stanowisk w kontekście polskich doświadczeń.
Dylemat legalizmu: Respektowanie zastanego chaosu czy koncepcja prawa nieistniejącego?
Głównym problemem tzw. „ustawowego bezprawia” lub „bezprawia usankcjonowanego” jest fakt, że zmiany instytucjonalne zostały wprowadzone przy użyciu procedur parlamentarnych i formalnie obowiązujących ustaw, choć ich treść i cel były rażąco sprzeczne z Konstytucją. W teorii prawa ścierają się tutaj dwa podejścia:
1. Podejście formalno-legalistyczne:
Zakłada, że akty prawne i powołania sędziowskie, dopóki nie zostaną uchylone w przewidzianej prawem procedurze, korzystają z domniemania konstytucyjności i legalności. Zwolennicy tego nurtu ostrzegają, że ignorowanie wadliwych przepisów lub instytucji na mocy samej decyzji politycznej rządu (nawet o silnym mandacie demokratycznym) grozi „wtórnym nihilizmem prawnym” i podważeniem pewności prawa.
2. Podejście substancjalne (koncepcja aktów nieistniejących – non est):
Opiera się na założeniu, że akty prawne lub decyzje personalne podjęte z rażącym, intencjonalnym naruszeniem Konstytucji są pozbawione mocy prawnej od samego początku (ab initio). W myśl tej teorii, instytucje takie jak Trybunał Konstytucyjny obsadzony tzw. sędziami dublerami lub osobami powołanymi z rażącym pogwałceniem procedur, tracą przymiot organów konstytucyjnych. Ich decyzje nie są wyrokami, lecz aktami nieistniejącymi, które demokratyczne państwo prawa ma prawo – a wręcz obowiązek – zignorować w celu ochrony porządku konstytucyjnego.
Bodnar vs. Sienkiewicz: Dwie filozofie okresu przejściowego
W polskiej praktyce polityczno-prawnej po 2023 roku te dwa podejścia zyskały swoje symboliczne twarze, reprezentujące odmienne filozofie przywracania ładu demokratycznego.
* Model Adama Bodnara (Sprawiedliwość okresu przejściowego / Transitional Justice):
Opiera się na dążeniu do maksymalnego zachowania procedur, poszukiwaniu podstaw prawnych w istniejącym systemie (np. wykorzystywanie opinii wybitnych autorytetów prawnych, uchwał Sejmu jako wyrazu woli ustrojodawcy, czy wyroków trybunałów międzynarodowych – ETPCz i TSUE). To podejście ewolucyjne, kładące nacisk na autorytet prawa, procesualność i minimalizowanie zarzutów o odwet polityczny. Wadą tego modelu jest jego długotrwałość oraz ryzyko paraliżu decyzyjnego w starciu z obstrukcją ze strony innych organów (np. Prezydenta czy zreformatowanych sądów).
* Model Bartłomieja Sienkiewicza (Decyzjonizm i nadrzędność celu konstytucyjnego):
Reprezentuje podejście, w którym paraliż instytucjonalny i zawłaszczenie mediów publicznych czy innych struktur państwa legitymizują natychmiastowe, radykalne działania oparte na ogólnych przepisach Kodeksu spółek handlowych czy bezpośrednim stosowaniu Konstytucji. Z perspektywy tej filozofii, państwo znajduje się w stanie „wyższej konieczności konstytucyjnej”. Działanie szybkie i zdecydowane ma zapobiec dalszej destrukcji tkanki państwowej, a przywrócenie stanu normalności jest ważniejsze niż formalistyczne debaty nad procedurą, która i tak została wcześniej skażona przez poprzedników.
Problem Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego
Sercem sporu o praworządność pozostaje status organów stojących na straży czystości prawa. Sytuacja, w której na czele Trybunału Konstytucyjnego zasiadają osoby o silnym skoligaceniu partyjnym, a kluczowe izby Sądu Najwyższego (np. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych) są kwestionowane przez instytucje międzynarodowe, paraliżuje proces legislacyjny.
W teorii prawa konstytucyjnego wskazuje się, że demokratyczny rząd nie może trwać w nieskończoność w oczekiwaniu na zmianę stanowiska wetujących organów, gdyż prowadzi to do fasadowości samej demokracji – sytuacji, w której społeczeństwo wybiera nową władzę, ale ta nie ma narzędzi do realizacji swojego programu.
Stąd w doktrynie coraz większą popularnością cieszy się pogląd, że przywrócenie trójpodziału władz wymaga odważnych kroków ustrojowych:
* Uznania obecnego składu TK za niespełniający kryteriów niezależnego sądu konstytucyjnego w rozumieniu standardów europejskich.
* Resetu konstytucyjnego poprzez uchwały parlamentarne lub alternatywne ścieżki powoływania sędziów o niekwestionowanym autorytecie, co ma na celu „odblokowanie” funkcjonowania państwa.
CO DALEJ?
Demokratyczne państwo prawa nie musi, a wręcz nie powinno respektować zastanego chaosu, jeżeli godzi on w fundamentalne prawa obywatelskie i uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie mechanizmu checks and balances (rządów prawa i równowagi władz).
Wybór między metodą Bodnara a metodą Sienkiewicza nie jest jedynie wyborem technicznym, ale fundamentalną decyzją polityczno-prawną. Ostatecznie, synteza obu tych podejść wydaje się nieunikniona: radykalne, decyzjonistyczne cięcia są często konieczne do przełamania instytucjonalnego klinczu i usunięcia uzurpacji, jednak odbudowany na ich fundamencie gmach instytucjonalny musi już bezwzględnie rządzić się czystym, niepodważalnym legalizmem.
Bez niezależnego Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego ustrój państwa nieuchronnie degeneruje się w stronę autorytaryzmu wyborczego, gdzie procedury demokratyczne stają się jedynie pustą dekoracją.
Przemysław Wiszniewski
Autor opublikował wcześniej tę opinię na swoim profilu FB