Piotr Topiński: Pan Minister Kierwiński ma Zespół Doradczy

4.6
(11)

Pan Minister Kierwiński ma Zespół Doradczy do spraw odporności po powodzi, zagospodarowania przestrzennego i urbanistyki terenów popowodziowych.

To znaczy, że MY obywatele mamy taki Zespół i będziemy spłacać finansowe pomysły a przede wszystkim budować w sobie zaufanie do proponowanych rozwiązań. W Zespole sami profesorowie od zabetonowywania krajobrazu. Przewodniczący, profesor jak wszyscy… piętnastego stycznia tego roku uznał Zespół za zdolny do podejmowania ustaleń. Po powodzi!

Gratuluję zdolności.

W składzie „zespołu” aż tak zdolnego do podejmowania działań, nie ma ani jednego przyrodnika, tym bardziej ekologa, nie ma leśnika, strażaka, psychologa, wojskowych. Nie ma nikogo zdolnego wykorzystać tragedię i po powodzi stworzyć sprawny system zarządzania nieszczęściem w przyszłości, przed powodzią!

Co może wymyślić Zespół Zdolny do Podejmowania Ustaleń w sprawie odporności po powodzi…, w którym poza inżynierami od budowania zapór nie ma nikogo innego? Polityczka-filolożka, ministerka zapewniła, że będzie dbać o szerokie poparcie dla rozwiązań przygotowywanych przez Zespół zdolny do podejmowania decyzji, oczywiście.

W Zespole, niestety, nie ma także nikogo od logicznego myślenia! Myśl w takim zespole do wymyślenia może być tylko jedna: budować zapory! Po powodzi!

Jeszcze nie ma projektu, jeszcze nie ma konsultacji, jeszcze nie zaproszono organizacji pozarządowych, jeszcze konsultacji nie podsumował żaden psycholog społeczny, a Zespół specjalistów od betonowych zapór już organizuje społeczne poparcie.

Znaczy to, że zanim się ktokolwiek zorientuje, że mu będą budowali zapory pod domem, to już uznano, że jest konieczne jego poparcie ponieważ „program wskazuje, że lepszy efekt ryzyka można osiągnąć przy nieco wyższej skali przesiedleń […]” (to nie ja, to cytat z posiedzenia Zespołu!)

To nie jest Zespół Zdolny do Podejmowania Ustaleń. To zespół zdolny do wyrwania kredytu z Banku Światowego pod pretekstem planu zabudowania górskich przestrzeni betonowymi zaporami „po powodzi”. Jest też pomysł budowania sztolni łączących dwie rzeki. Bo ta wyżej coś zalewała a teraz będzie zalewała ta niżej. To jest ujarzmianie przyrody w radzieckim stylu i bez oglądania się na koszty! Życiorysy ekspertów na nic ponadto nie wskazują.

Uff !!!

Tymczasem w Zespole nikt nawet się nie zająknął na temat rozwiązań alternatywnych, a jego członkowie zanim sprawdzą już ostrzegają, że „warianty społeczne mogą być powiązane z większymi kosztami”.

„Wariantów społecznych” nikt jeszcze nie widział.

Prezes Wód Polskich osobiście oświadczył na posiedzeniu „w każdej zlewni, w pierwszej kolejności planowane są działania oparte na naturze, a dopiero w drugiej kolejności – rozwiązania techniczne”. Podejrzewam, że zatruty pięcioma procentami retencji rzecz wygłosił i wyszedł, bo tematu nikt więcej nie podjął.

Słowaccy sąsiedzi mają większe doświadczenie: zebranie jednego metra sześciennego deszczówki w przygotowanych, leśnych bajorkach jest tam trzy do czterech razy tańsze niż w zaporach. Mamy równie dobre doświadczenia własne, niestety gorszy piar.

Również u nas rozsądny leśniczy, znający jak nikt inny własne obszary potrafi tanio, domowymi metodami zatrzymać 70% deszczówki. W górach, gdzie woda się nie rozlewa, można bezpiecznie zatrzymać jeszcze więcej. A u mnie w Beskidach na każdy metr kwadratowy spada ponad metr sześcienny deszczu… rocznie.
https://youtu.be/He7XRgOcj4A

Tymczasem w Zespole nie ma leśników, rolników, ekologów. Zespół jest grupą starannie dobranych uczonych z zupełnie innych dziedzin, by się przypadkiem nie zorientowali w jakiej branży doradzają.

Jeden z profesorów Zespołu dla każdej z projektowanych zapór proponuje przyspieszenie odpływu przez kolejne miejscowości – co znaczy tyle, że będzie zalewał miejscowości poniżej, bo poniżej to mu się już nie kojarzy z tym, co powyżej.

Problem w tym, że w „Zespole Doradczym Pana Ministra Kierwińskiego do spraw odporności po powodzi” ci sami utytułowani eksperci z ministerialnego zespołu piszą studium wykonalności dla banku, gdzie są ekspertami oraz w Wodach Polskich, która kredyt skonsumuje…

Dość interesujące może być więc pytanie czy te lody kręcą sobie czy na Ministra Kierwińskiego. Dobrze by było, by Minister, póki czas, w tym się połapał.

Tak drogę finansowania przechodzą projekty, nawet jeśli nie mają sensu. Te – nie mają! A że to są instytucje państwowe, to zabezpieczenie kredytu zawsze jest pewne!

To nie są więc miliony, to będą miliardy.

Ogłosili zatem, że retencja w trakcie „wezbrań stuletnich” zatrzyma 5% deszczówki, choć ludzie wciąż myślą („ekspert” łagodnie informuje ), że „retencja leśna zatrzyma wodę”, ale – czym pociesza potencjalnych powodzian (matematyk) – ,,w tym zakresie prowadzimy ciągłą edukację.”

W ich ocenie więc owe 5%, to 5 litrów wody, którą miałby wchłonąć las z każdych 100 litrów deszczu. Owe pięć litrów to najwyżej tyle, ile w czasie deszczu nie zdąży spłynąć rowami osuszającymi asfaltową drogę biegnącą przez górski las. Tyle też może uda się rozprowadzić po asfalcie zanim spłynie do kratki kanalizacyjnej w mieście.

Te 5% to pod wyobraźnię analityków kredytowych Banku Światowego, bowiem deszcz oglądają przez okna swojego wieżowca na rogu Świętokrzyskiej /Emilii Plater. Tam, wokół zabetonowanego Pałacu Kultury i Nauki rzeczywiście zatrzymuje się akurat nie więcej, niż 5% deszczu, nawet jeśli to ulewa! To i tak postęp, bo w poprzednich wypowiedziach retencję oceniali na 1.5%.

Te pięć procent to również kłamstwo uzasadniające konieczność zabudowania gór zaporami z kredytu tego właśnie Banku Światowego. W hasłach jest więc bezpieczeństwo i zmiany klimatyczne. Bank ŚWIATOWY ze szczególną troską, jak sam twierdzi, traktuje zmiany społeczne i klimatyczne właśnie.

Ponieważ w Zespole nie ma przyrodników, leśników, strażaków, służb socjalnych – to nikt z tego grona żadnej głupoty nie oprotestuje. A potem – strach się bać!

Na temat leśnej retencji, wspólnie z leśnikami stworzyliśmy film, jest na YouTube. Tyle, że popowodziowy Zespół Doradczy tej wiedzy nie potrzebuje i ją lekceważy.
https://youtu.be/a2WyWtkjr0s

Dzisiaj dodatkowym problemem mogą się jeszcze stać działania Rosji i postawienie kilkunastu zapór może spowodować kolejną konieczność zbrojnego pilnowania każdego z tych obiektów przed dywersantami ze wschodu. Za to to będą kolejne faktury, kolejne koszty; a na dodatek nie wiadomo czy upilnują! W „zespole” nie ma nikogo od spraw bezpieczeństwa.

Zmiany Planów Urządzeniowych Lasu zakładające podniesienie wodochłonności siedlisk (rekordowe dane z literatury to 80% retencji) też będą kosztować ale, po pierwsze o wiele i to o wiele mniej, no i ewentualny dywersant nie będzie miał czego wysadzać, więc co najwyżej sobie odpocznie pod wiekową jodłą. Bobry go tam podmoczą a reumatyzm wykluczy z pola walki.

Zapory zamiast lasu, bo po co komu las? Oto właśnie główny wątek myślenia perspektywicznego Zespołu Doradczego Do Spraw Odporności Po Powodzi!

Po powodzi!

Piotr Topiński

Zdjęcie: Bobrowa tama na Kamienicy w Lubomierzu. Autor: Jakub Halun. Źródło: Wikimedia Commons.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4.6 / 5. Vote count: 11

No votes so far! Be the first to rate this post.

4.5 2 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze