Kwestia niemieckich reparacji wojennych dla Polski oraz indywidualnych odszkodowań za prześladowania narodowosocjalistyczne jest prawnie zamknięta. Problemu tego nie należy jednak ograniczać zwięzłym stwierdzeniem, że Polska nie otrzymała od Niemiec nic albo że otrzymała więcej niż inne państwa.
O czym zatem warto wiedzieć i o czym pamiętać?
I.
W 1945 roku zwycięskie mocarstwa przejęły w Niemczech „władzę najwyższą” (supreme authority) i zastrzegły sobie prawo do samodzielnego określenia przyszłych losów tego państwa, w tym kwestii granic oraz reparacji wojennych. Rada Ministrów Spraw Zagranicznych czterech mocarstw miała z czasem przygotować tekst traktatu pokoju (peace settlement) i przedłożyć go do akceptacji rządowi niemieckiemu. Do tego jednak nie doszło, a finałem był Traktat 2 plus 4 z 1991 r. (cztery mocarstwa plus RFN i NRD).
Pojęcia reparacji używa się często w sposób niejednolity. Pojawiają się w tym kontekście takie terminy jak naprawienie szkody, odszkodowanie, indemnizacja, restytucja, rekompensata, zadośćuczynienie, satysfakcja. W skrócie i w kontekście powojennych relacji z Niemcami pojęcie reparacji odnosi się do strat majątkowych poniesionych przez państwo i jego osoby fizyczne lub prawne w związku z konfliktem zbrojnym. Ze względu na masowo popełniane przez Niemcy zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości na znaczeniu zyskała nowa kategoria indywidualnych odszkodowań za narodowosocjalistyczne prześladowania, które w istocie swej wynikają ze szkód niemajątkowych.
Na konferencji poczdamskiej (1945) nie ustalono finansowej wysokości reparacji niemieckich. Pułap finansowy 20 miliardów dolarów proponowany był podczas konferencji jałtańskiej (luty 1945), ale nie został uzgodniony z Wielką Brytanią i Francją. W konsekwencji reparacje określone w Umowie Poczdamskiej nie były określone w formie pułapu finansowego i obejmowały wyłącznie świadczenia rzeczowe (przejęcie urządzeń przemysłowych, konfiskaty mienia zagranicznego, dostawy z bieżącej produkcji). Innymi słowy Niemcy nie płaciły reparacji w formie finansowej.
W wyniku „zimnej wojny”, a zwłaszcza z braku traktatu pokoju z Niemcami, doszło w 1953 r., nie bez zgody zwycięskich mocarstw, do zakończenia pobieranych reparacji lub ich odroczenia do momentu regulacji pokojowej z Niemcami jako całością, natomiast RFN negocjowała dwustronnie wypłaty indywidualnych odszkodowań z państwami macierzystymi dla ofiar narodowosocjalistycznych prześladowań.
Rząd polski zrzekł się reparacji od Niemiec w dniu 23 sierpnia 1953 r., co po roku 1990 potwierdzały demokratycznie legitymizowane polskie władze. To zrzeczenie zachowuje moc prawną, natomiast nie obejmuje ono związanych z wojną indywidualnych roszczeń odszkodowawczych jej obywateli.
Ustalanie dziś sumy należnych Polsce reparacji, podobnie jak porównania z innymi państwami, jest nierealne, ponieważ w praktyce suma reparacji z reguły nie odpowiada całości szkód i strat, a ponadto w Poczdamie nie uzgodniono globalnej sumy (wartości) reparacji. Obliczanie strat państwa polskiego w kontekście reparacji ma dziś znaczenie historyczne i powierzyć je można historykom (80 lat po zakończeniu wojny nie będzie to łatwe zadanie).
W Traktacie 2 plus 4 (1991) sprawa reparacji została pominięta milczeniem przez cztery mocarstwa przy braku protestu innych państw, członków antyhitlerowskiej koalicji. W rezultacie powrót do reparacji (w rozumieniu Umowy Poczdamskiej) stał się prawnie bezprzedmiotowy.
Odrębna kwestia indywidualnych odszkodowań nie została uregulowana w Umowie Poczdamskiej. Kategoria ta pojawia się natomiast w tzw. Traktacie przejściowym (1952/1954) między Republiką Federalną a trzema mocarstwami zachodnimi. W rozdziale IV tego traktatu RFN została zobowiązana do wypłaty odszkodowania (compensation, Entschädigung) ofiarom narodowosocjalistycznych prześladowań. Natomiast w rozdziale VI mowa jest o reparacjach (reparation, Reparationen), których regulację odroczono do momentu podpisania traktatu pokojowego z Niemcami jako całością. Tak więc poczdamskie reparacje nie odnosiły się do indywidualnych odszkodowań za narodowosocjalistyczne prześladowania.
Traktatowi 2 plus 4 towarzyszyło przekonanie, że kwestia indywidualnych odszkodowań winna być rozwiązana w formie porozumień dwustronnych ze zjednoczonymi Niemcami (i tak się stało – np. porozumienia zawarte przez Polskę z RFN w latach 1972, 1991, 2000 oraz 2014). Sprawa ta jest nadal politycznie i moralnie aktualna w kontekście żyjących jeszcze ofiar, jednak dla jej realizacji niezbędne jest porozumienie obu rządów (zamiast reparacyjnej kakofonii w Polsce).
II.
W świetle powyższych uwag dyletancka kampania reparacyjna polskich środowisk prawicowych (lata rządów Prawa i Sprawiedliwości i prezydentury Andrzeja Dudy) nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a jedynie przyczyniła się do pogorszenia stosunków między Warszawą a Berlinem.
Warto też przypomnieć, że w połowie pierwszego dziesięciolecia XXI wieku Jarosław Kaczyński, jako premier, wysunął w stosunku do Niemiec propozycję tzw. opcji zerowej, czyli wzajemnego zrzeczenia się przez Polskę i Niemcy roszczeń związanych z drugą wojną światową. RFN miałaby przejąć roszczenia własnych obywateli z tytułu szkód wynikających z wykonanych przez Polskę decyzji poczdamskich (wysiedlenie ludności niemieckiej i konfiskaty niemieckiego majątku prywatnego). Polska zaś miałaby zrezygnować wobec Niemiec z roszczeń własnych lub roszczeń jej obywateli. W takim przypadku powstałaby absurdalna sytuacja, w której Polska miałaby naprawić wojenne szkody wynikłe z prześladowania przez Niemcy polskich obywateli. Dodajmy jednak, że niemieckie roszczenia wobec Polski nie istniały prawnie, a rząd RFN nigdy ich nie dochodził (nawet gdyby prawnie istniały, to wygasłyby wraz ze zjednoczeniem Niemiec i Traktatem 2 plus 4).
Organizatorem najnowszej odsłony kampanii reparacyjnej jest prezydent RP, Karol Nawrocki. W jego przekonaniu sprawa reparacji nie jest prawnie zamknięta, a nawet gdyby była, to jest politycznie otwarta. Zauważmy jednak, że domaganie się reparacji oraz prowadzenie rozmów z RFN na temat ich powiązania z rozbudową i modernizacją polskiej armii i przemysłu zbrojeniowego jest częścią polityki zagranicznej, a działając w tej materii bez współpracy z rządem prezydent wykracza poza swoje kompetencje i narusza Konstytucję RP.
Działaniom prezydenta i prawicowych ośrodków opozycyjnych nie sposób jednak odmówić pewnego „sukcesu”, ponieważ utrudniając współpracę obu państw z powodzeniem ożywiają (zwłaszcza w Niemczech, chociaż niekiedy w Polsce) mało produktywne i fałszywe opinie lub argumenty.
I tak w kontekście wypowiedzi prezydenta Nawrockiego powróciły w publicystyce pytania, dlaczego Polska nie domaga się reparacji od Rosji, która w latach 1939-1941 (wspólnie z Hitlerem) dokonała agresji na Polskę popełniając liczne zbrodnie na polskich obywatelach. Zadaje się też pytanie, dlaczego reparacje lub inne świadczenia niemieckie miałyby obecnie przysługiwać Polsce, a nie Rosji, Czechom lub innym państwom koalicji antyhitlerowskiej.
Odżyła teza, jakoby obecne polskie pretensje reparacyjne godzić miały w podstawy ustalonego w Umowie Poczdamskiej ładu europejskiego, a tym samym otwierały kwestię granic, w tym zachodniej granicy Polski. Jest to stanowisko co najmniej egzotyczne jeśli uwzględnić polsko-niemieckie traktaty graniczne oraz Traktat 2 plus 4.
Były korespondent prasy niemieckiej w Polsce, Thomas Urban, uaktualnił niedawno pogląd o ponadpartyjnej zgodzie w RFN co do tego, że „rezygnację” (Abtretung) z niemieckich ziem wschodnich (rezultat Umowy Poczdamskiej) należy traktować jako istotną część reparacji. Stwierdził on, że spór o reparacje można by łatwo zneutralizować, gdyby władze RFN przypominały o tym Polsce zamiast okopywać się za prawnie trafnymi, ale politycznie nieprzydatnymi argumentami o polskim zrzeczeniu z 1953 r. Jego zdaniem wartość utraconych ziem wschodnich Rzeszy przekraczała rozmiary polskich roszczeń reparacyjnych. Innymi słowy Polska uzyskała reparacje w nadmiarze, więcej niż inne państwa.
Ożyły też w RFN opinie, że w związku z „aneksją” niemieckich ziem wschodnich Polska sama powinna wypłacić indywidualne odszkodowania dla ofiar narodowosocjalistycznych prześladowań.
Do powyższych głosów należy dodać próby bilansowania roszczeń reparacyjnych państw koalicji alianckiej z niemieckimi roszczeniami za zbrodnie aliantów (wypędzenie Niemców w „ludobójczy sposób” albo naloty bombowe na niemieckie miasta).
Uzupełnieniem tego toku myślenia jest pogląd, że przyznane Polsce w Poczdamie terytoria wschodnie Rzeszy stanowiły rekompensatę za polskie tereny wschodnie przejęte przez ZSRR. Innymi słowy, za ziemie przejęte przez Stalina Niemcy miałyby zapłacić Polsce utratą swoich ziem wschodnich. W takim ujęciu utratę terytorium Niemiec w 1945 r. porównuje się do terytorium utraconego przez Polskę na rzecz ZSRR, jednakże rozmiar strat Polski w wyniku wojny i okupacji jest ignorowany.
III.
Niektóre z powyższych opinii wymagają komentarza.
Po pierwsze, wywołanie wojny skutkowało szeregiem dalekosiężnych i nieodwracalnych następstw, także dla Niemców. Jeżeli wojna miała być totalna (jak oznajmił niemiecki polityk w 1943 r.), to czy porażka mogła być mniej totalna?
Konferencja w Poczdamie nie koncentrowała się na Polsce (reparacjach dla niej i jej stratach terytorialnych na wschodzie), lecz przede wszystkim na ukształtowaniu nowego ładu w Europie, w tym zapobieżeniu agresywnej polityce Niemiec. Zmiana granicy polsko-niemieckiej nie miała głównie celu reparacyjnego – poglądy polityków i doktryny niemieckiej nie są w tym względzie rozstrzygające.
Po drugie, jednostronne określanie wysokości lub zakresu reparacji nie należało i nie należy do kompetencji Niemiec – była to wyłączna kompetencja czterech mocarstw. Ocenianie przez Niemcy legalności decyzji poczdamskich, w tym zakresu reparacji, jest wyrazem arbitralności pozbawionej prawnego znaczenia. Nie ma zwłaszcza powodu by sądzić, że Niemcy lepiej wiedziały, czego Polska się zrzekła w 1953 r., chociaż w opinii kanclerza Kohla z lat 1989-1990 zrzeczenie to obejmowało wszystkie roszczenia wobec Niemiec wynikające z wojny.
Po trzecie, w dokumentach poczdamskich trudno znaleźć potwierdzenie dla tezy, że przyznanie Polsce części wschodnich terytoriów Rzeszy miałoby stanowić rekompensatę za terytoria utracone przez Polskę na wschodzie na rzecz ZSRR. Podobnie rzecz się ma w odniesieniu do tezy, że pojęcie reparacji miałoby obejmować przyznane Polsce wschodnie terytoria Rzeszy.
Tym niemniej przejęcie niemieckiej własności prywatnej na przyznanym Polsce terytorium w następstwie Konferencji Jałtańskiej i Umowy Poczdamskiej było środkiem nadzwyczajnym i można je postrzegać jako część reparacji, jednak nie jako odszkodowanie dla prześladowanych polskich obywateli. Europejski Trybunał Praw Człowieka odrzucił w 2008 roku skargę odszkodowawczą obywateli Niemiec za mienie prywatne przejęte przez Polskę.
Przypomnijmy na marginesie, że – zgodnie z doktryną RFN – przyznanie Polsce w Poczdamie terytoriów niemieckich miało charakter tymczasowy (do momentu zawarcia traktatu pokoju ze zjednoczonymi Niemcami). Wobec czego wątpliwe byłoby, czy przed zawarciem takiego traktatu Polska mogła traktować te terytoria jako obszar reparacyjny? Czy należałoby też sądzić, że część Prus Wschodnich, która znalazła się w 1945 r. w granicach ZSRR, stanowiła część reparacji?
Po czwarte, Polska utraciła swoje terytoria wschodnie w wyniku porozumienia Hitlera ze Stalinem, który w 1945 r. utrzymał te ziemie. Warto przypomnieć, że już na przełomie lat 1939/1940 rozpoczęły się wysiedlenia Polaków z terytorium tzw. Warthegau, a ich domy zajęli niemieccy „turyści” przybywający (np. z Łotwy lub Estonii) w ramach tzw. „Heim ins Reich” (powrotu do Rzeszy), czyli wysiedleni na podstawie sowiecko-niemieckich porozumień z lat 1939-1941). Konieczność opuszczenia przez nich nowych domostw w 1945 r. określano w Niemczech jako zbrodnię. Premier Tadeusz Mazowiecki trafnie pytał: „Co było przyczyną, a co skutkiem wojny?”.
Czy i w jakim stopniu realne jest sprawiedliwe rozliczenie wojny? Dla jednych Poczdam pozostanie bezprawiem, dla niektórych wyrazem surowej międzynarodowoprawnej odpowiedzialności, dla innych rodzajem imperfect justice (niedoskonałej sprawiedliwości), a dla jeszcze innych otwarciem nowej perspektywy dla Europy. Co do Niemiec realizowano politykę „4D” (demilitaryzacja, denazyfikacja, decentralizacja, demokratyzacja). Z perspektywy 80 lat można uznać, że decyzje alianckie stworzyły podstawy dla bezpieczeństwa europejskiego oraz dla pokojowego współżycia, również Polaków i Niemców (mimo różnych przeszkód etapowych).
Polski socjolog, Stanisław Ossowski, pisał w 1946 r.1:
Przesunięcie się obszaru państwa polskiego na zachód możemy oceniać nie tylko ze względu na przyszłe bezpieczeństwo Polski i na sprawy ważne w naszej narodowej skali. Przesunięcie to może odegrać doniosłą rolę w kształtowaniu się życia społecznego środkowej Europy – może pociągnąć za sobą zwrot w wielkich procesach dziejowych na jej obszarach. Utrata wschodnich prowincji Rzeszy, na których wyrosła potęga Prus, zamknie być może okres pruskiej dominacji w życiu Niemiec – i tą drogą ułatwi wewnętrzne przeobrażenie się tego kraju. W Polsce zaś, jak słusznie chyba się mniema, zmiany terytorialne, połączone z utratą dawnych ośrodków kultury polskiej na Wschodzie – zamykając wielki rozdział dziejów Polski szlacheckiej – ułatwią głębokie przeobrażenia społeczne i odtworzą nowe możliwości współżycia z sąsiadami.
IV.
Osiemdziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej i w obliczu zagrożenia ze wschodu, potrzebne jest spojrzenie w przyszłość. Kontynuacja kampanii reparacyjnej wobec Niemiec nie służy polskiej racji stanu. Podsycane akcenty antyniemieckie, antyukraińskie i szowinistyczne utrudniają współpracę z sąsiadami. Są one wyrazem dyletanctwa i nacjonalizmu prowadząc polską politykę zagraniczną w ślepy zaułek.
W opinii ambasadora Janusza Reitera2:
Jeśli naprawdę chcemy coś osiągnąć, a nie tylko mieć rację, powinniśmy wykreślić słowo „reparacje” i zastąpić je pojęciem „odpowiedzialność”. (…) Niemieckie poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo, za terytorialną integralność Polski powinno wynikać właśnie z historii, ale być skierowane w przyszłość. (…) To byłaby decyzja o charakterze strategicznym. W naszym interesie leży, aby Niemcy w sposób trwały były związane z nami i naszym regionem, także z Ukrainą. (…) Być może to jest ostatni moment na tego typu polityczne plany.
Dyrektor Warszawskiego Biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, Piotr Buras, stwierdza3:
Powiązanie doświadczenia drugiej wojny ze wsparciem Niemiec dla bezpieczeństwa naszego kraju ma głęboki sens. (…) Żądanie reparacji jest (…) kołem zamachowym szeroko zakrojonej kampanii antyniemieckiej wymierzonej nie tylko w relacje z naszym zachodnim sąsiadem, lecz także w Donalda Tuska i jego obóz polityczny. (…) Niemcy nie będą finansować polskiego budżetu wojskowego, ani traktować ewentualnych inwestycji w Polsce jako pierwszych transzy reparacji. (…) Dzisiaj ani polski, ani niemiecki rząd nie mają odwagi, by w imię budowania nowej formuły polsko-niemieckiego sąsiedztwa z otwartą przyłbicą przeciwstawić się tym realiom.
To ostatnie stwierdzenie zdaje się szczególnie dotkliwe, ponieważ deficyt odwagi skazuje politykę na niepowodzenia. W tym stanie rzeczy zacieśnianie polsko-niemieckiej współpracy przemysłów zbrojeniowych, wspólne projekty obronne lub koordynacja zakupów są mało realne.
Ten deficyt odczuwają również tysiące żyjących jeszcze w Polsce ofiar niemieckich prześladowań. Wynegocjowanie dla nich świadczeń z RFN zablokowane jest politycznym paraliżem rządu, pod presją tzw. obozu patriotycznego. Tak więc, na razie, albo 1,3 biliona euro, albo nic…
Prowadzenie polityki zagranicznej, zwłaszcza wobec Niemiec lub Ukrainy, nie jest i nie będzie możliwe na płaszczyźnie historycznych rozliczeń. Nie wszyscy zdają się to rozumieć…
Jerzy Kranz,
b. podsekretarz stanu w MSZ, b. ambasador w RFN, emerytowany profesor Akademii Leona Koźmińskiego, członek Konferencji Ambasadorów RP
——————————
1 S. Ossowski, Na tle wydarzeń kieleckich, Kuźnica, 1946, nr 38 (56) (przedruk: „Gazeta Wyborcza”, 4.07.1996).
2 J. Reiter, Okno w relacjach z Niemcami jest jeszcze otwarte, Rzeczpospolita, 24.09.2025.
3 P. Buras, Formuła Nawrockiego. Czy prezydent odbuduje relacje polsko-niemieckie?, Gazeta Wyborcza, 24.09.2025
Problematyka reparacyjna ma wystarczającą polską bibliografię. Tytułem przykładu poniżej kilka pozycji:
– J. Barcz, K. Ruchniewicz (red.), Partyjna „kampania reparacyjna” PiS. Raport i objaśnienia, Wrocław 2024
– J. Barcz, J. Kranz, Reparacje od Niemiec po drugiej wojnie światowej w świetle prawa międzynarodowego. Aspekty prawa i praktyki, Warszawa 2019
– K. Ruchniewicz, Polskie zabiegi o odszkodowania niemieckie w latach 1944/45-1977, Wrocław 2007
– W.M. Góralski, S. Dębski (red.), Problem reparacji, odszkodowań i świadczeń w stosunkach polsko-niemieckich 1944-2004, Warszawa 2004 (tom I: Studia, tom II: Dokumenty)
– J. Barcz, B. Jałowiecki, J. Kranz, Między pamięcią a odpowiedzialnością. Rokowania w latach 1998-2000 w sprawie świadczeń za pracę przymusową, Warszawa 2004
– J. Kranz, Reparationen: Inwieweit ist die Vergangenheit reparierbar?, Archiv des Völkerrechts, Bd. 61 (2023), s. 15-26
– J. Kranz, Reparacje wojenne i roszczenia indywidualne w kontekście relacji polsko-niemieckich, Państwo i Prawo 3/2020, s. 5-28
– J. Kranz, Kriegsbedingte Reparationen und individuelle Entschädigungsansprüche im Kontext der deutsch-polnischen Beziehungen, Zeitschrift für ausländisches öffentliches Recht und Völkerrecht. Bd. 80 (2020), s. 325-378
– J. Barcz, Odszkodowania wojenne od Niemiec dla Polski po upływie 70 lat od zakończenia II wojny światowej w świetle prawa międzynarodowego, Państwo i Prawo 2017, nr 11, s. 18 i nast.
– W. Czapliński, Pojęcie reparacji wojennych w prawie międzynarodowym. Reparacje po drugiej wojnie światowej, Sprawy Międzynarodowe, 2005, nr 1, s. 66-78
– J. Barcz, J.A. Frowein, Ekspertyza dotyczącą roszczeń Niemiec wobec Polski w związku z II wojną światową przygotowana na zlecenie rządów RFN i RP (2 listopada 2004), Zeitschrift für ausländisches öffentliches Recht und Völkerrecht, tom 65, nr 3 (2005), s. 625-650
Świetny tekst.