Piotr Rachtan: Prezydent Karol Nawrocki – pewność słów, niepewność faktów czyli o nowej klasie i nowej konstytucji

4.5
(2)

Po swoim zaprzysiężeniu, to jest powtórzeniu za Marszałkiem formuły, zapisanej w Art. 130 Konstytucji, Karol Nawrocki może się uważać już za prezydenta pełną gębą. Nie tylko przez tych, którzy na niego głosowali. Choć, prawdę mówiąc, nie wiadomo, ilu ich było. Zapewne ponad 10 milionów, ale ile „ponad”?

Z tym niezadawanym przez sędziego Marciniaka pytaniem, na które nie znamy i pewnie nie poznamy odpowiedzi, Karol Nawrocki pozostanie jako mniej więcej prezydent Rzeczypospolitej. Dla jednych więcej, dla drugich – mniej. Takie są fakty, w które obróciły się domysły i doniesienia o nieprawidłowościach, szczątkowe badanie przez prokuratorów wyników z kilkudziesięciu obwodowych komisji i pełne emocji niezliczone i nieprzeprocedowane protesty wyborcze.

A więc mniej więcej prezydent Karol Nawrocki. Tak mu pozostanie, choćby słowa przeciwne wypowiadali z najgłębszym przekonaniem najpotężniejsi prezesi. To będą tylko słowa, dźwięki puste wobec twardych faktów.

Przed Zgromadzeniem Narodowym, przed reprezentantami całego, podkreślam, całego Narodu Karol Nawrocki złożył przysięgę, w której formule wierność postanowieniom Konstytucji stoi przed niezłomnym strzeżeniem „godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa”. Zobowiązania ułożono w tej właśnie kolejności. Konstytucja, Naród, Państwo. Kolejność chyba nieprzypadkowa, chyba coś ona znaczy. Ciekawe, czy w uszach – i głowie głowy państwa – tak właśnie układa się kolejność zobowiązań? Z Konstytucją na pierwszym miejscu? Dla mnie, laika prawniczego, prostego redaktora, Konstytucja – i prawo – to kręgosłup, na którym wspiera się Państwo w służbie Narodu.

W swoim orędziu wygłoszonym po zaprzysiężeniu Karol Nawrocki wypowiedział z silnym przekonaniem słowa:

– Nie będę awansował ani nominował tych sędziów, którzy godzą w porządek konstytucyjno-prawny. Będę promował, awansował i nominował tych sędziów, którzy porządek konstytucyjno-prawny zgodnie z Konstytucją i ustawami przyjętymi przez polski parlament i podpisanymi przez pana prezydenta respektują. Tak wyobrażam sobie porządek prawny państwa polskiego, a bezpieczeństwo prawne polskich obywateli, którzy czekają na sprawiedliwe wyroki i porządek konstytucyjno-prawny państwa polskiego są dla mnie dużo ważniejsze niż samozadowolenie jednej z klas społecznych…

Może więc nastąpiło ciekawe (nie)świadome nawiązanie do Milowana Dżilasa, jednego ze znanych krytyków marksizmu, który odważył się opisać „nową klasę” partyjnych biurokratów, rządzących państwem za zasłoną ideologii socjalistycznej. Bo jeśli w Polsce jest jedna z klas społecznych – sędziowie, którą dr Nawrocki wytknął w swoim orędziu, to muszą być i inne, na przykład właśnie partyjna biurokracja, chwilowo i częściowo oderwana od żłobu. A na czele on, który ma (uzurpuje?) władzę rozstrzygania, kto porządek prawny respektuje, a kto nie. Ciekawe…

W każdym razie, wracając do zobowiązania w przysiędze wierności Konstytucji, czyli zobowiązania do jej ochrony, zapowiedź Karola Nawrockiego w orędziu, że rozpocznie on pracę nad jej zmianą oznacza, rozumując tak po chłopsku, że może się wyrzec tego swojego zobowiązania złożonego na „starą” Konstytucję. Ponadto zapowiedział przedstawienie (a może i przyjęcie?) projektu do 2030 roku, czyli do końca swojej kadencji. To odważne zobowiązanie, zważywszy, że do realizacji potrzeba w Sejmie większości konstytucyjnej. Może zresztą skorzystać chce z gotowca, jakim był projekt Konstytucji przygotowany przez Prawo i Sprawiedliwość przed piętnastu laty.

Odwołam się w tym miejscu do mojej analizy, opublikowanej w internetowym magazynie „Kontrateksty” w kwietniu 2011 roku pt. „Konstytucja: co PiS Polakom pragnie zrobić” (powtórzonej w „Raporcie Gęgaczy” opracowanym wspólnie z Krzysztofem Łozińskim) i fragmentu projektu nowej konstytucji, poświęconego pozycji prezydenta:

Prezydent, wojsko i wojna
Cywilna kontrola nad siłami zbrojnymi jest jednym z większych osiągnięć demokratycznego państwa. Widzimy niejednokrotnie, jak irytuje to przedstawicieli armii, gdy politycy – cywile! – mówią im, co i jak mają robić. Cywile w liczbie mnogiej, parlamentarzyści, ministrowie, prezydent. Według obecnej konstytucji „W czasie pokoju Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej. […] mianuje Szefa Sztabu Generalnego i dowódców rodzajów Sił Zbrojnych na czas określony. Czas trwania kadencji… Na czas wojny Prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych. W tym samym trybie może on Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych odwołać.
A u PiS-owców? „Prezydent Rzeczypospolitej powołuje i odwołuje Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Generalny Inspektor Sił Zbrojnych jest w czasie wojny Naczelnym Wodzem Sił Zbrojnych”. To pierwsze, tak wyraźne odwołanie do przedwojennych rozwiązań konstytucyjnych, które musiały zapewnić specjalną pozycję Józefowi Piłsudskiemu. Czyżby ktoś dzisiaj chciał podjąć misję marszałka?
Odkładając na bok ironię, trzeba koniecznie przyjrzeć się, co PiS chce zrobić w sytuacji zagrożenia państwa, a w szczególności gdy źródłem są niepokoje społeczne. Maska spada:
„Decyzję o użyciu Sił Zbrojnych w stosunkach wewnętrznych może podjąć tylko Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów i tylko w przypadku:
1) działań zbrojnych grożących obalenia przemocą porządku konstytucyjnego lub
2) poważnych zamieszek zagrażających bezpieczeństwu państwa lub porządkowi publicznemu, lub
3) stanu wojennego albo stanu wyjątkowego, jeżeli nie wystarcza użycie sił porządkowych.”
W konstytucji z 1997 roku nie ma mowy o użyciu armii dla tłumienia „poważnych zamieszek”. Tu sformułowanie jest klarowne: „W razie zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić, na czas oznaczony, nie dłuższy niż 90 dni, stan wyjątkowy na części albo na całym terytorium państwa. Przedłużenie stanu wyjątkowego może nastąpić tylko raz, za zgodą Sejmu i na czas nie dłuższy niż 60 dni.” Zaś „stan wojenny” może być wprowadzony, ale tylko „W razie zewnętrznego zagrożenia państwa, zbrojnej napaści na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej lub gdy z umowy międzynarodowej wynika zobowiązanie do wspólnej obrony przeciwko agresji, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić stan wojenny na części albo na całym terytorium państwa.”
Boć prezydent według dzisiejszych zapisów nie może mieć pewności, czy jego decyzja będzie skuteczna, gdyż „Rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wojennego lub wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej przedstawia Sejmowi w ciągu 48 godzin od podpisania rozporządzenia. Sejm niezwłocznie rozpatruje rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej. Sejm może je uchylić bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.”
PiS nie potrzebuje tak pilnego zatwierdzenia przez parlament: „Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej wydane w sprawie [wprowadzenia stanu wojennego] wymaga zatwierdzenia przez Sejm i Senat bez zbędnej zwłoki, jednak nie później w ciągu 30 dni od dnia wejścia w życie.” Dziś – 48 godzin, a jutro – miesiąc…
„W razie przeszkód w działaniu Sejmu w czasie stanu wojennego lub stanu wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej może wydawać, w zakresie niezbędnym do funkcjonowania państwa, rozporządzenia z mocą ustawy z pominięciem wymagań określonych w art. 62 ust. 1 i 2. W razie konieczności rozporządzenie z mocą ustawy może także zawierać zgodę na ratyfikację lub wypowiedzenie umowy międzynarodowej oraz ustalać prowizorium budżetowe.”, piszą autorzy z Prawa i Sprawiedliwości nie bacząc na ewentualne konsekwencje takich, autorytarnych już, decyzji.”

Uroda zamordystycznego pisowskiego projektu konstytucji musi być bardzo pociągająca dla ludzi pokroju dr. Nawrockiego. Dlatego od pierwszych chwil – także pierwszych słów wypowiedzianych przez mniej więcej prezydenta – trzeba uważnie patrzeć mu na ręce, wiedząc, co już raz jego mocodawcy polityczni, którzy wybrali go sobie do tej roli, planowali Polakom zrobić. I co próbowali przez 8 lat realizować. A zamiarem ich było wziąć Polaków za mordę, co się do końca nie udało, właśnie przez opór także tej klasy, którą Nawrocki w orędziu wskazał jako najważniejszą przeszkodę „przywracania normalności”.

Czyli starej, dobrej normalizacji.

Piotr Rachtan

Zdjęcie: Autor – Piotr Molęcki, Kanc. Sejmu RP

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4.5 / 5. Vote count: 2

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze