Stanisław Zabłocki: Sercem jestem z sędziami, którzy nie chcą zrezygnować z fundamentalnych wartości, nawet kosztem skuteczności

0
(0)

Przez blisko dwa tygodnie chodziłem, być może po raz ostatni, po moich ukochanych Tatrach, więc nie mogłem w baczny sposób śledzić ważnych spraw. Dopiero dziś, gdy wróciłem do Warszawy, zorientowałem się, jak brzemienne w wydarzenia były te ostatnie dni.

To, że w związku z pytaniem prawnym trzech tzw. neo-sędziów Sądu Najwyższego, Trybunał zwany Konstytucyjnym – w pięcioosobowym, „przepotężnym” składzie, to jest z udziałem dwóch tzw. dublerów, prezesa i zastępcy prezesa oraz sędziego Piotrowicza – stwierdził, po ponad trzech latach namysłów, iż rozwiązanie przewidziane w art. 87 § 1 zdanie drugie ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym (które funkcjonowało od kilkudziesięciu lat, także i na podstawie uprzednio obowiązujących ustaw o Sądzie Najwyższym i nigdy nie wzbudzało niczyich zastrzeżeń), jest niezgodne z art. 178 ust. 1 w związku z art. 183 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a zatem, że tzw. powiększone składy siedmiu sędziów Sądu Najwyższego nie mogą nadawać podejmowanym przez siebie uchwałom mocy zasad prawnych, nie zaskoczyło mnie. Nie takie rewelacje Trybunał ten ogłaszał w trakcie ostatnich lat, a głęboka przepaść, jaka w wykonaniu sędziów, skierowanych przez polityków do orzekania w tym Trybunale, powstała pomiędzy prawniczymi wartościami i potrzebą wypełniania zamówień politycznych, od dawna już nie budzi mego zdziwienia. Nie mogą bowiem zdumiewać różnice istniejące pomiędzy tymi, którzy stoją po złej i tymi, którzy stoją po dobrej stronie mocy.

Natomiast przepaść w poglądach, która ujawniła się – w związku z propozycją obsadzenia w nieodległym czasie kolejnego zwalnianego stanowiska w Trybunale – pomiędzy dwoma grupami ludzi stojących po tej samej, dobrej stronie mocy, zaskoczyła mnie niezmiernie. Dopiero lektura wypowiedzi, z jednej strony, większości przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, walczącego przez blisko dekadę ramię w ramię z sędziami najpierw o zachowanie, następnie zaś o przywracanie, fundamentów praworządności, a z drugiej strony, lektura wypowiedzi większości sędziów (i to sądów różnych szczebli) uświadomiła mi, jak dalece można różnić się co do akceptowania określonych środków, dążąc do identycznego celu.

Co dla mnie jeszcze trudniejsze, te dyskusje ostatnich dni, dotyczące pozornie tylko samej metody, nakazują mi zastanowić się, czy w istocie sam cel był tożsamy. Pierwsza ze wskazanych wyżej grup zdaje się hołdować poglądowi, że w walce o praworządność warto poświęcić pewne zasadnicze wartości, zrezygnować z założeń, które jeszcze niedawno samemu głosiło się urbi et orbi, być może nawet zaakceptować – jeśli zawodzą inne środki – regułę „gwałt niech się gwałtem odciska”. Druga z tych grup twardo stoi na stanowisku, że z pewnych wartości rezygnować nie można, choćby ich złamanie gwarantowało większą skuteczność w walce o pryncypia. I że nie można podejmować takich kroków nie tylko dlatego, iżby groziło to upodobnieniem do tych, którzy stali (i nadal stoją) po złej stronie mocy, ale po prostu z uwagi na zwodniczość maksymy, iż cel uświęca środki.

Spory z ostatnich dni jak w soczewce pokazały, iż zarzuty o upolitycznieniu rzesz sędziów – bojowników o rules of law były i są całkowicie bezpodstawne. Walka o władzę jest celem polityków, zapewne jest i była ona także celem rzesz obywateli wspierających określoną stronę sceny politycznej. Sędziowie walczyli i nadal walczą nie o władzę, a jedynie o fundamentalne wartości prawne. Różnice w stanowiskach zajętych w ostatnich dniach w sprawie kandydatury do TK unaoczniły tę prawdę jak może nigdy dotąd od demokratycznego przełomu lat 1989/90.

Kilka krótkich zdań na koniec, aby myśl, którą chcę wyrazić w tym wpisie, była całkowicie jasna. Od dawna uważałem (i nadal tak uważam), że pan doktor Maciej Berek jest – z uwagi na swe cechy charakterologiczne i potencjał wiedzy i biegłości jurydycznej – jedną z paru osób najlepiej w polskim świecie prawniczym predystynowanych do objęcia najwyższych, nie tylko politycznych, ale także i sędziowskich funkcji. Sięgnięcie po te drugie powinno jednak nastąpić w warunkach, które strona demokratyczna sceny politycznej jeszcze niedawno sama uważała za konieczne do wprowadzenia i respektowania. Wierzę, że kiedyś to nastąpi.

Dlatego w uwikłaniu wypowiedzi i opinii pojawiających się w ostatnich dniach najbardziej żal, tak po prostu, po ludzku żal mi właśnie pana doktora. A jeszcze krócej – Panie i Panowie, z którymi było mi tak blisko przez ostatnie dziesięć lat, głęboko rozumiem wasze racje taktyczne i strategiczne, wasze nadzieje polityczne. Ale sercem jestem z sędziami, którzy nie chcą zrezygnować z fundamentalnych wartości, nawet kosztem skuteczności. Sercem jestem z nimi, bowiem sam jestem nadal sędzią, chociaż już – niestety – tylko w stanie spoczynku.

Stanisław Zabłocki

Autor opublikował wcześniej ten komentarz na swoim profilu FB.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów