Judyta Papp: O granicach utożsamiania Sądu Najwyższego z jego I Prezesem

0
(0)

Publikacja wypowiedzi tego rodzaju na oficjalnej stronie Sądu Najwyższego („Oświadczenie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Zbigniewa Kapińskiego„) budzi zasadnicze zastrzeżenia prawne i ustrojowe. Sąd nie powinien komunikować się językiem osobistego „oburzenia”, przypisywać przedstawicielowi innej władzy złych intencji ani uczestniczyć w emocjonalnej polemice politycznej. Zadaniem sądu nie jest manifestowanie emocji jego prezesa, lecz wykonywanie konstytucyjnych funkcji w sposób wzmacniający zaufanie do jego niezależności, bezstronności i instytucjonalnego dystansu wobec bieżących sporów.

Szczególnie problematyczne jest zestawianie osobistego zwrotu „wyrażam oburzenie” do stwierdzenia, że „Sąd Najwyższy nie może pozostać obojętny”. Pierwsza formuła wyraża stanowisko konkretnej osoby, druga zostaje przedstawiona jako głos instytucji. I Prezes kieruje pracami SN i reprezentuje go na zewnątrz, jednak kompetencji reprezentacyjnej nie można utożsamiać z prawem do nadawania własnym ocenom faktycznym i prawnym rangi stanowiska całego Sądu. Jest to tym bardziej istotne, że ustawa przewiduje kolegialne organy SN, a Kolegium SN posiada kompetencję do przygotowywania stanowisk w sprawach związanych z działalnością Sądu. Brak wskazania jakiegokolwiek stanowiska organu kolegialnego zaciera granicę pomiędzy osobistą wypowiedzią Zbigniewa Kapińskiego a stanowiskiem Sądu Najwyższego jako instytucji.

Nie można również uczciwie twierdzić, że kwestionowanie statusu Zbigniewa Kapińskiego jest tworzeniem „fałszywej rzeczywistości”. W postanowieniu z 28 maja 2025 r., V KZ 16/25, sam Sąd Najwyższy uchylił rozstrzygnięcie wydane przez niego jednoosobowo, wskazując na jego powołanie na urząd sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej ustawą z 2017 r. i stwierdzając nienależytą obsadę sądu w rozumieniu art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k. Problem jego statusu nie jest zatem konstrukcją publicystyczną ministra, lecz zagadnieniem mającym konkretną podstawę w orzecznictwie samego SN, a szerzej również w orzecznictwie TSUE i ETPC.

Zbyt kategoryczne jest także stwierdzenie, że zapowiadane roszczenia regresowe „nie mają jakiegokolwiek umocowania prawnego”. Można kwestionować podstawę prawną konkretnych pozwów, zakres odpowiedzialności, spełnienie jej przesłanek, czy zgodność określonej konstrukcji z gwarancjami niezawisłości sędziowskiej. Nie jest jednak tym samym ocena, że konkretne powództwo jest bezzasadne i twierdzenie, że sama koncepcja odpowiedzialności regresowej pozostaje całkowicie obca porządkowi prawnemu. O istnieniu i zasadności konkretnego roszczenia powinien rozstrzygnąć właściwy sąd w postępowaniu zapewniającym stronom gwarancje procesowe, a nie prezes sądu w urzędowym komunikacie.

Najpoważniejszy problem wykracza jednak poza krajowy spór personalny

Sąd Najwyższy jest elementem europejskiego systemu ochrony prawnej. Jako sąd stosujący prawo Unii podlega standardom wynikającym z art. 19 ust. 1 akapit drugi TUE oraz – w zakresie zastosowania prawa Unii – art. 47 Karty Praw Podstawowych. Niezależność i bezstronność sądu nie są przy tym wyłącznie jego cechami wewnętrznymi. Istotne jest również to, czy sposób funkcjonowania instytucji daje jednostkom wystarczające gwarancje pozwalające wykluczyć obiektywnie uzasadnione wątpliwości co do jej neutralności wobec ścierających się interesów.

W tym kontekście szczególnie szkodliwe jest zatarcie granicy pomiędzy interesem instytucji a osobistym interesem osoby nią kierującej. Jeżeli status konkretnego sędziego pozostaje przedmiotem sporów prawnych i orzeczeń sądowych, wykorzystywanie oficjalnego autorytetu SN do przedstawiania jednej strony tego sporu jako obrońcy porządku konstytucyjnego, a drugiej jako świadomie tworzącej „fałszywą rzeczywistość”, zastraszającej sędziów i zmierzającej do wywołania „chaosu prawnego”, może samo rodzić uzasadnione pytania o instytucjonalny dystans Sądu wobec konfliktu dotyczącego bezpośrednio jego kierownictwa.

Nie jest to wyłącznie problem wizerunkowy. Prawo Unii opiera współpracę sądową państw członkowskich na zasadzie wzajemnego zaufania, zakładającej, że sądy poszczególnych państw spełniają wymagania skutecznej ochrony sądowej oraz respektują wartości określone w art. 2 TUE. Kryzys dotyczący niezależności polskiego sądownictwa już stał się przedmiotem postępowań przed TSUE, m.in. w kontekście europejskiego nakazu aresztowania i oceny ryzyka naruszenia prawa do rzetelnego procesu.

Dlatego oficjalne wystąpienie kierownictwa SN, które może zostać odczytane jako zaangażowanie instytucji w personalny konflikt dotyczący statusu samego autora oświadczenia, może mieć skutki również poza granicami Polski. Tego rodzaju komunikaty mogą zostać wykorzystane przed sądami innych państw członkowskich, TSUE lub ETPC jako element materiału służącego ocenie rzeczywistej kondycji niezależności i bezstronności polskiego wymiaru sprawiedliwości. Paradoksalnie więc wypowiedź mająca pozornie chronić autorytet Sądu może dostarczać kolejnych argumentów podmiotom kwestionującym zaufanie do polskich instytucji sądowych.

Nie sposób przy tym przedstawiać europejskich zastrzeżeń wobec statusu części sędziów SN jako wykreowanej rzeczywistości. W wyroku z dnia 21 grudnia 2023 r., C-718/21, TSUE odmówił składowi Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN statusu niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy ustawy dla potrzeb art. 267 TFUE. ETPC również stwierdzał naruszenia art. 6 ust. 1 EKPC związane z procesem powoływania sędziów SN przy udziale KRS ukształtowanej po 2017 r. Można polemizować z konsekwencjami tych orzeczeń, lecz organ państwa nie może odpowiedzialnie komunikować się tak, jak gdyby sam problem prawny nie istniał.

Zastrzeżenia mają również wymiar konstytucyjny

Art. 173 Konstytucji ustanawia sądy jako władzę odrębną i niezależną od innych władz, zaś art. 178 ust. 1 wiąże sprawowanie urzędu sędziego z niezawisłością oraz podległością Konstytucji i ustawom. Odrębność władzy sądowniczej nie oznacza jednak prawa do prowadzenia za pomocą urzędowej infrastruktury symetrycznej walki politycznej z władzą wykonawczą. Przeciwnie — szczególna pozycja sądu wymaga większej powściągliwości niż ta, której można oczekiwać od uczestników bieżącej debaty politycznej. Autorytet sądu powinien wynikać przede wszystkim z jego orzeczeń, ich uzasadnień oraz konsekwentnego zachowywania instytucjonalnego dystansu.

Znaczenie ma także art. 7. Konstytucji. Oficjalna strona Sądu Najwyższego jest instrumentem organu władzy publicznej, a nie prywatnym kanałem komunikacji osoby pełniącej funkcję publiczną. Korzystanie z autorytetu oraz infrastruktury państwa powinno pozostawać funkcjonalnie związane z wykonywaniem kompetencji publicznych. Im bardziej komunikat odchodzi od rzeczowej informacji o działalności Sądu, czy obrony jego konstytucyjnych kompetencji i przechodzi do deklarowania osobistego „oburzenia”, przypisywania przeciwnikowi złych intencji oraz obrony własnego statusu prawnego autora, tym poważniejsze staje się pytanie o granice wykorzystywania urzędowego instrumentarium SN do prowadzenia sporu dotyczącego osoby kierującej Sądem.

Wreszcie art. 45 ust. 1 Konstytucji oraz art. 6 ust. 1 EKPC wymagają sądu niezależnego i bezstronnego. Bezstronność musi nie tylko rzeczywiście istnieć, lecz również znajdować potwierdzenie w zewnętrznych gwarancjach pozwalających wykluczyć obiektywnie uzasadnione wątpliwości w tym zakresie. Ma to szczególne znaczenie w odniesieniu do Sądu Najwyższego, którego publiczne zachowanie obserwują nie tylko uczestnicy krajowej debaty, lecz również strony postępowań, pełnomocnicy, sądy innych państw, TSUE i ETPC.

Przypisywanie Ministrowi Sprawiedliwości świadomego działania przeciwko porządkowi konstytucyjnemu, zastraszania sędziów oraz zamiaru wywołania chaosu prawnego stanowi niezwykle poważny zarzut. Jeżeli tego rodzaju twierdzenia publikuje się przy wykorzystaniu autorytetu najwyższego organu sądowego państwa, powinny mieć one odpowiednio mocną i możliwą do zweryfikowania podstawę faktyczną. W przeciwnym razie powstaje wrażenie, że urzędowa strona Sądu służy nie ochronie wymiaru sprawiedliwości, lecz prowadzeniu personalnego sporu o legitymizację statusu osoby stojącej na jego czele.

Na tym właśnie polega zasadnicza szkodliwość takiego działania. „W imię obrony autorytetu Sądu Najwyższego” dochodzi do jego utożsamienia z interesem konkretnej osoby, podczas gdy istotą autorytetu sądu jest coś dokładnie przeciwnego: zdolność instytucji do zachowania chłodnego dystansu również wtedy, gdy sama staje się przedmiotem ostrego konfliktu publicznego.

Im wyższa pozycja sądu, tym wyższy powinien być standard jego instytucjonalnej powściągliwości. Wykorzystywanie oficjalnego autorytetu SN do prowadzenia sporu dotyczącego statusu jego kierownictwa nie wzmacnia pozycji Sądu ani Polski. Może natomiast pogłębiać krajowy kryzys zaufania, osłabiać wzajemne zaufanie w europejskiej przestrzeni prawnej i dostarczać argumentów w przyszłych postępowaniach przed sądami krajowymi, TSUE oraz ETPC. W tym sensie forma obrony przyjęta w oświadczeniu może wyrządzić instytucji większą szkodę niż krytyka, przed którą miała ją chronić.

Opinie i orzeczenia – InfoCuria – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów