Jerzy A. Stępień: O kadencjach wójtów, burmistrzów i prezydentów. Oraz o włodarzu

0
(0)

Dyskusja o dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów, zwanych mylnie włodarzami (o czym będzie jeszcze mowa) tli się od momentu wprowadzenia tego ograniczenia, ale teraz, podsycona jasną deklaracją premiera, wybuchła ze zdwojoną siłą.

Gdzie jest racja? Z jednej strony słusznie się uważa, że sposób zarządzania gminami pozostawia wiele do życzenia, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie łatwiej sobie podporządkować otoczenie, nawet uzależnione od wójta tylko pośrednio. Dwukadencyjność może być więc sposobem na patologie, ale posługujemy się w tym przypadku sitem, które zagarnia też bardzo dobrych samorządowców, a więc jest to środek nieadekwatny w odniesieniu do rzeczywistych zagrożeń, czyli środek niezgodny z zasadą proporcjonalności z art. 2 konstytucji.

Co więcej, moim zdaniem głoszonym od dawna, jest to ograniczenie sprzeczne z konstytucyjną zasadą chroniącą bierne i czynne prawo wyborcze. Tego rodzaju ograniczenie ustawowego prawa wyborczego powinno się znaleźć na poziomie konstytucji. Lex Lepper odbierające prawa wyborcze osoby skazanej za przestępstwo z winy umyślnej wymagało nowelizacji konstytucji, i słusznie, a tu nie mamy do czynienia aż z przestępcami – wręcz abstrahujący od konkretnych przypadków.

Jednak nie ma dymu bez ognia. Wprowadzone przez PiS ograniczenie ma być remedium na jakiś dym, ale gdzie naprawdę jest ogień? Otóż moim zdaniem, głoszonym w ramach Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, ogień został podłożony wprowadzeniem w 2001 r. bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów.

Kiedy pojawiła się w parlamencie koncepcja wyboru bezpośredniego [Jerzy] Regulski, [Michał] Kulesza i ja poszliśmy do Sejmu przestrzec przed tym ruchem. Lobby prezydenckie było od nas silniejsze. Po latach okazało się, że było to zwycięstwo Pyrrusowe. Nie ma z tego powodu jednak satysfakcji.

Coś tu trzeba, mimo to, naprawić. Rozdzielmy znajdująca się dziś w jednym ręku funkcję polityka (funkcjonariusza z wyboru) od kierownika urzędu gminy. Niech wójt będzie przewodniczącym rady, bo tam jest jego miejsce – wśród polityków lokalnych z wyboru, a szefa urzędu wybierzmy w drodze konkursu po określeniu, jakie są jego kompetencje i czego od niego będziemy wymagać. To jest istota obecnego zapętlenia. Stan samorządu wymaga dziś już pełnego profesjonalizmu w zarządzaniu, a politycy lokalni są od rozstrzygnięć kierunkowych.

I na koniec uwaga na temat tego pojęcia „włodarz”, które od kilku lat błąka się znów po naszym języku. Otóż włodarz to był ktoś, kto zarządzał częścią majątku prywatnego właściciela (pana). Rada z wyboru nie była mu do niczego potrzebna. Współczesny język, który przywołał „włodarza”, coś nam dziś przypomina.

Jerzy Adam Stępień

Autor wcześniej opublikował ten komentarz na swoim profilu FB

Tytuł od redakcji MK

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze