Premier Mateusz Morawiecki opowiedział się za karą śmierci. Pewien obywatel zapytał go, czy przywrócenie kaesa nie pomogłoby w pohamowaniu grabieży polskiego mienia, której dokonują pisowcy zarazem sprowadzając obywateli do rangi niewolników.
Morawiecki odwrócił kota ogonem: czy pytający wie, że PO za swoich rządów rozsprzedała majątek narodowy i była w tym bezkonkurencyjna, a PiS repolonizuje na potęgę. Ale dalej aż dreszcz przechodzi, bo w tle jest kara śmierci. Morawiecki nie zgadza się z naukami kościoła (!), bo jest zwolennikiem kary śmierci. Mniejsza o argumenty tego pana, który często przedstawiany jest z coraz dłuższym nosem (oj, Gepetto, jakiegoś ty synalka wychował!).
Przypomnijmy jeden, jedyny niepodważalny argument przeciwników barbarzyństwa odzianego w togę: pomyłki sądowe.
Wygląda to tak, posłuchaj, o rządowy Pinokio: jak kogoś niesłusznie skarze się na długie lata więzienia, to można przynajmniej, (przynajmniej!) zrobić dwie rzeczy: wypuścić i dać odszkodowanie.
Jak się kogoś zabije, to już nic nie można zrobić. A co do nauk Kościoła, to wiemy, że się z nimi nie zgadzasz. Przecież i tak nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w pobożność bankstera.
Jakub Tau
Ilustracja: Wieszanie prawomocnie skazanych przywódców konfederacji targowickiej w Warszawie 9 maja 1794. Rys. Jean-Pierre Norblin de La Gourdaine