Są takie momenty w życiu publicznym, gdy stawką przestają być punkty w sondażach, a zaczyna być bezpieczeństwo państwa. Gdy ktoś, kto ma dostęp do najtajniejszych informacji i stoi na skrzyżowaniu struktur wojska, kontrwywiadu i prezydenckiego zaplecza, nie może więcej być traktowany jak ekscentryczny publicysta z Twittera.
Właśnie w takim miejscu jesteśmy w przypadku Sławomira Cenckiewicza, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
To nie jest publicysta. To nie jest komentator. To urzędnik państwowy odpowiedzialny za analizę i koordynację bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. A jednocześnie człowiek, który publicznie deklaruje, że będzie „sypać rządowi piaskiem w tryby”. Jeżeli w ustach szefa BBN to nie jest skandal, to co nim jest?
Zacznijmy od najbardziej elementarnej rzeczy: BBN to nie klub dyskusyjny, nie tuba propagandowa, nie miejsce do wyrównywania rachunków z premierem, ministrem obrony czy służbami specjalnymi. To instytucja, która w czasie wojny hybrydowej z Rosją powinna działać jak precyzyjny zegarek.
Tymczasem Cenckiewicz używa BBN jak maczugi.To on stał za odmową podpisania przez prezydenta: promocji na pierwszy stopień oficerski dla ponad stu młodych funkcjonariuszy służb specjalnych; odznaczeń dla oficerów, którzy walczyli z rosyjską dywersją i siatkami szpiegowskimi i to on doprowadził do sytuacji, w której szefowie służb muszą walczyć o elementarne procedury, bo nikt w BBN nie odbiera od nich telefonów.
To nie są drobiazgi. Każda z tych decyzji uderzała bezpośrednio w morale, strukturę i sprawność polskiego kontrwywiadu. W państwie zagrożonym agresją takie działania kwalifikują się wyłącznie jako sabotaż – niezależnie od motywacji.
Cenckiewicz buduje dziś narrację, że jest nieugiętym obrońcą państwa. Ale rzeczywistość wygląda tak:
- Wynoszenie supertajnych dokumentów. Prokuratura postawiła mu zarzuty wyniesienia supertajnych planów obronnych Wojska Polskiego. Plany, które – o ironio – później wypłynęły w czasie kampanii wyborczej PiS w 2023 r.
Za takie coś grozi do 10 lat więzienia. Nie symboliczny mandat. Nie upomnienie. Dziesięć lat. Trudno o większą kompromitację dla kogoś, kto dziś ma dostęp do najwrażliwszych danych NATO. - Fanatyczny konflikt z SKW. Szefowie SKW – dusza państwowego kontrwywiadu – są przez Cenckiewicza nazywani: „bandą proruską”, „ludźmi chlanymi z kacapami”, „gorszymi zagrożeniami niż Rosja”. Wpisów o nich ma więcej niż o Kremlu. Gdy dla bezpieczeństwa Polska musi działać spójnie, Cenckiewicz tworzy chaos. Nie polityczny – instytucjonalny, w najwrażliwszej części państwa.
- Cenckiewicz od lat ma obsesję na punkcie Tuska, Sikorskiego i Stróżyka. Wszystkich chce „wyeliminować”, wszystkich oskarża o „infiltrację rosyjską”. Nigdy nie przedstawił dowodów – jedynie insynuacje. To właśnie ta obsesja doprowadziła do słynnego „raportu cząstkowego” jego komisji „lex Tusk”, który miał być dowodem zdrady, a okazał się publicystyczną broszurą. Państwo nie może pozwolić, by ktoś tak niestabilny emocjonalnie sterował sygnałami alarmowymi aparatu bezpieczeństwa.
I teraz ten człowiek grozi, że będzie sabotował rząd
W każdym normalnym państwie taka deklaracja skończyłaby się: natychmiastowym odsunięciem od stanowiska, odebraniem dostępu do tajemnic, wszczęciem procedur dyscyplinarnych.
W Polsce jednak prezydent Karol Nawrocki – prywatnie bliski znajomy Cenckiewicza z IPN – trzyma go w BBN jak politycznego bulteriera.
To ryzykowne i nieodpowiedzialne. To granie bezpieczeństwem państwa dla partyjnych sentymentów.
A precedens już był: Macierewicz. Też wydawało się, że nikt go nie ruszy… dopóki nie zareagowało NATO i Amerykanie. W przypadku Cenckiewicza możliwy jest identyczny finał.
- Jeżeli ktoś mówi, że będzie sabotażystą – to powinien być traktowany jak sabotażysta.
- Jeżeli ktoś ma zarzuty ws. wynoszenia tajnych planów – nie może dowodzić BBN.
- Jeżeli ktoś prowadzi osobiste wojny z kontrwywiadem – nie może być ogniwem łączącym prezydenta z wojskiem.
- Jeżeli ktoś uważa połowę polskiej klasy politycznej za „zdrajców” – nie może być gwarantem jedności instytucji bezpieczeństwa.
Sławomir Cenckiewicz ma dziś w rękach narzędzia, które w złych rękach stają się bronią przeciwko własnemu państwu. A jego ręce są zajęte nie budową bezpieczeństwa, lecz polityczną wendetą. W interesie państwa, w interesie służb i w interesie elementarnej racjonalności jest jedno: Cenckiewicz powinien odejść. I to nie jutro, nie za tydzień – w tej chwili.
Bo bezpieczeństwo państwa nie jest zabawką. A szef BBN nie może być człowiekiem, który używa go do prywatnych bitewek i twitterowych awantur.
Leszek M. Myczka
Autor wcześniej opublikował komentarz na swoim profilu FB
Zdjęcie ilustrujące: Sławomir Cenckiewicz na Kongresie Pamięci Narodowej (2023). Źródło: Wikimedia Commons