Nowy minister sprawiedliwości podjął decyzję o „wycofaniu z trybu konsultacyjnego” projektu ustawy sanacyjnej, przygotowanej kilka miesięcy temu w Ministerstwie Sprawiedliwości. To wywołuje komentarze jakoby akurat to posunięcie miało decydujący wpływ na przyspieszenie oczekiwanego przywracania praworządności i sanacji wymiaru sprawiedliwości. I wszystko z sugestią, jakoby Komisja Wenecka hamowała bieg spraw w Polsce.
Otóż tak nie jest. Czarny PR dotyczący znaczenia opinii Komisji jest dla mnie niezrozumiały i kieruje uwagę komentariatu na złe tropy.
I kreuje kolejny raz błędne oczekiwania.
Zatem wyjaśnienie:
- Opinie KW są tylko opiniami. Komisja Wenecka określała tylko warunki brzegowe sanacji i wykluczała nieproporcjonalny brak procedury sanacyjnej.
- To, co się dzieje w naszym ustawodawstwie – zależy tylko od stanowiska władz krajowych. I oczywiście projekt ustawy sanującej spokojnie mógł po jej przygotowaniu trafić w nasze tryby legislacyjne – i kilka miesięcy temu, i teraz. Inna rzecz – co by się z nim w takim wypadku mogło stać. W każdym razie „tryb konsultacyjny” tu nie winien.
- Nigdy opinie KW nie stawiały sprawy tak, że zalecały prowadzenie indywidualnego rozliczania sędziów, których status wymagał sanacji. Wymagały tylko zapewnienia im uczciwej (sądowej) procedury odwoławczej od ewentualnych decyzji ich dotykających.
- Nigdy opinie KW nie sprzeciwiały się propozycji – kluczowej dla obecnego ministerialnego projektu sanacji – rozwiązania sprawy poprzez powrót sędziów wadliwie awansujących – na dawne stanowiska.
- Nie wykluczało to też ewentualnej dalszej – już na drodze postępowań dyscyplinarnych – oceny indywidualnej tych, których zachowania byłyby nie do pogodzenia ze standardem konstytucyjnego sędziego.
Tryb konsultacyjny był pomocny jako argument w sporach wewnętrznych: nie zapominajmy, że projekt ministerialny był krytykowany z dwóch stron, i to za coś, czego w nim nie było:
- środowisko zgrupowane wokół Iustitii krytykowało go za nie dość radykalną rozprawę z „neo” – projekt tę kwestię załatwiał tylko na odcinku powrotu na dawne stanowisko, z zachowaniem poprzez delegację obecnego miejsca orzekania;
- środowisko ”neo” – krytykowało za rzekome „wyrzucenie” 3000 osób z zawodu.
Oba zarzuty były nieprawdziwe. Projekt ministerialny umożliwiał
- odzyskanie przez środowisko „neo” statusu sędziów konstytucyjnych,
- uzyskanie „od zaraz” zaprzestania „produkcji” wyroków, które – jako wydane przez źle obsadzony sąd – nie dawały stronom gwarancji „porządnej” praworządności.
Opinie Komisji Weneckiej nie są winne naszym wewnętrznym sporom, a ich sensowne oceny – nie zasługują na czarny PR, tylko na uwagę.
Ewa Łętowska
Autorka opublikowała wcześniej tę opinię na swoim profilu FB