P. Rachtan: Co po PiS-ie – czy szykować już projekty naprawcze? Pytania przed Kongresem Prawników Polskich

3 grudnia 2015 po północy – dublerzy składają ślubowanie na ręce prezydenta A. Dudy. (Foto: A. Hrechorowicz, KPRP)

Choć od powstania rządu Prawa i Sprawiedliwości minęło ledwie półtora roku, to tytułowe pytanie nie jest przedwczesne. Wprawdzie do wyborów parlamentarnych Polacy mają jeszcze dwa i pół roku, nie jest to jednak odległa perspektywa. Zważywszy skalę dewastacji substancji publicznej, politycznej a zwłaszcza prawnej opozycja i środowiska obywatelskie, w tym – samorządy zawodowe winny już teraz szykować programy naprawcze. I to nie jakieś litanie i katalogi dobrych życzeń, ale bardzo konkretne projekty aktów prawnych. Jest to praca dla polityków, aktywistów i ekspertów, którzy muszą się zebrać, ustalić cele, wybrać najważniejsze zadania, rozdzielić pracę i … działać tak, by za dwa lata móc wyborcom – jeszcze przed elekcją – pokazać owoce trudu. I wpasować je do porywających programów wyborczych.

Dwa lata to naprawdę okres nienadmiernie długi:

by przyzwoicie napisać projekt ustawy trzeba pracy wielu ludzi przez wiele miesięcy, a niekiedy lat przy bardziej złożonych normach, które wymagają dokonania zmian w licznych innych przepisach. Mowa tu wyłącznie o regulacjach ustawowych i rozporządzeniach, bo też i łatwo jest w tej sferze twarde przyczyny katastrofalnych dla życia publicznego eksperymentów zaobserwować. Trudniej jest postawić tamę powodzi brutalnego obyczaju i pospolitego kłamstwa, które jak gangrena głęboko przeniknęły do wszystkich sfer stosunków społecznych, ale też i nie to jest tematem tego szkicu.

No dobrze, powie ktoś, większość demolujących państwo ustaw będzie dość łatwo odwrócić, wracając do poprzednich regulacji. To prawda, na przykład ustawę o zgromadzeniach bez trudu da się zastąpić poprzednią ustawą – co jednak zrobić z zabukowanymi do 2020 roku miesięcznicami smoleńskimi? Wszak prawo wstecz działać nie może, a dzisiejsza opozycja po objęciu władzy nie będzie chyba łamać podstawowych zasad państwa prawa, do których lex retro non agit należy? W tym przypadku, na szczęście, nie jest to tak oczywiste, bowiem rezerwacja dat i miejsca nie jest równoznaczna z nabyciem praw.

To drobny przykład trudności, na jakie natkną się amatorzy odwracania rewolucyjnych zmian zaaplikowanych Polakom przez Prawo i Sprawiedliwość.

Załóżmy jednak, że te dylematy da się jakoś rozstrzygnąć.

Że powiedzie się odklejenie prokuratury od rządu, że uda się naprawić służbę cywilną, choć i tu z niektórymi zaszłościami „coś” trzeba będzie zrobić, znieść szkodliwe zasady inwigilacji, odblokować obrót ziemią rolną, przywrócić samorządom nadzór na wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska, zlikwidować Radę Mediów Narodowych, powrócić do dofinansowywania z budżetu państwa Ochotniczych Straży Pożarnych, usunąć idiotyczną faktyczną likwidację dotychczasowej służby dyplomatycznej. Że odbuduje się także służby wywiadu i kontrwywiadu, zachęci najzdolniejszych generałów do powrotu do służby czynnej, odwróci niszczącą praktykę ingerowania w działalność instytucji kultury, ograniczy butę myśliwych i zapewni normalne funkcjonowanie organizacjom pozarządowym, które nowy rząd uczciwie będzie wspierał. Że program zapłodnienia in vitro znów zacznie działać i wyrzuci się do śmieci receptę na pigułkę po. Oraz odstąpi od żenującego apelu smoleńskiego, wszechobecności praktyk religijnych przy okazji uroczystości państwowych, zaś instytucje kościelne powiązane z narodową prawicą będą aplikować do środków budżetowych i europejskich na zasadach identycznych jak organizacje świeckie.

Lecz z pewnością nie będzie łatwo przywrócić normalność

w edukacji: prawdziwa reforma będzie musiała poczekać, szybki powrót do poprzedniego systemu dobiłby ostatecznie szkolnictwo. To materia zbyt delikatna i każda zmiana wymaga niezwykle starannego przygotowania i konsensusu środowisk nauczycieli oraz rodziców. Nie tylko rodziców Elbanowskich.

Jeszcze większy kłopot zostawiony przez PiS następcom to obniżony wiek emerytalny. Ekonomiczny (i demograficzny) nonsens tej decyzji, wprowadzonej nie z racjonalnie umotywowanych ekonomicznych przyczyn, lecz wyłącznie dla wywiązania się z wyborczego pochopnie złożonego zobowiązania, kosztem przyszłych pracowników i samych emerytów, jest tak oczywisty i przeanalizowany przez tylu fachowców, że ich argumentów nie warto powtarzać. Ale przyszłe władze „coś” z tym będą musiały zrobić. Powrót do rozsądnego rozwiązania rządu Donalda Tuska nie jest możliwy – zapanowałby chaos niewyobrażalny. Należy więc przygotować jakieś hybrydowe rozwiązania, skutecznie zachęcające pracowników do utrzymywania zatrudnienia. Analizy i debatę podjąć trzeba już dzisiaj. Od strony legislacyjnej nie będzie to jednak trudne zadanie, bowiem wystarczy zwykła ustawa, ale znów – pod warunkiem co najmniej szerokiej kampanii informacyjnej.

Największa trudność czeka nas w systemie sądownictwa.

Nie potrafię sobie wyobrazić, jak zgodnie ze sztuką poprawnej legislacji i standardem konstytucyjnym odblokować i przywrócić właściwą pozycję Trybunału Konstytucyjnego. Kto odpowie na pytanie, czy ustawą zwykłą można odsunąć od orzekania tzw. sędziów dublerów? A co zrobić z panią Julią Przyłębską, która sędzią TK jest, ale prezesem, choć powołana przez pana Andrzeja Dudę – niekoniecznie? To jest dopiero pół biedy. Pierwsze pół, bo drugie przyprawia o prawdziwy ból głowy: czy da się usunąć wady prawne z wyroków zapadłych w trybie niekonstytucyjnym, na przykład z udziałem sędziów-dublerów? Czy one – te wyroki – są czy ich nie ma? To znaczy, czy są one non est?

Mówi się o tym po cichu, że właściwie sytuację Trybunału najlepiej byłoby załatwić ustawą; nowa większość nie-pisowska będzie to mogła przeprowadzić, wzorem PiS, w jedną noc. Czyli w zasadzie złamać konstytucję. Czy można usunąć stan, wywołany złamaniem prawa, z tego prawa naruszeniem? Paradoks nierozwiązywalny…

Może więc ustawa konstytucyjna?

Ale do tego potrzebna jest większość… konstytucyjna. Albo referendum? Kto może zarządzić referendum, wiadomo – opisuje to artykuł 125 Konstytucji RP:

Hola, hola – powie ktoś z polityką lepiej zaznajomiony – wybory parlamentarne mogą dać większość dzisiejszej opozycji, tymczasem w Pałacu Namiestnikowskim nadal będzie urzędować prezydent z nadania przyszłej opozycji. A to wszak on nocą odebrał ślubowanie od trzech sędziów – dublerów, którzy dziś orzekają jakby nigdy nic, i on to odmówił przyjęcia ślubowania od sędziów, wybranych zgodnie z prawem w poprzedniej kadencji. To ten prezydent podpisywał jak leci przesyłane mu ustawy, przyjęte nieraz z naruszeniem zasad sztuki legislacyjnej. Nie wetował, nie kierował do Trybunału – podpisywał. Z jednym wyjątkiem, gdy skierował do Trybunału ustawę o zgromadzeniach, którą sąd konstytucyjny uznał za prawidłową. Jego podpis widnieje na wszystkich wątpliwych lub jawnie sprzecznych z ustawą zasadniczą normach. I po jesiennych wyborach 2019 można żywić przypuszczenie graniczące z pewnością, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość przejdzie do opozycji, to jeszcze przez pół roku Andrzej Duda będzie albo wetował, albo kierował do Trybunału legislacyjną produkcję nowej większości. Weta zapewne nie da się odrzucić (dwie trzecie!), a Trybunał jaki będzie – już dziś każdy widzi. Do jesiennych wyborów w 2019 roku dotychczasowy parlament wybierze jeszcze 2 sędziów.

A składy orzekające wyznacza i wyznaczać będzie mgr Julia Przyłębska…

Skład Trybunału stanowi największe wyzwanie

dla przywrócenia stanu jednoznacznie konstytucyjnego w zgodzie z najlepszymi tradycjami polskiego konstytucjonalizmu. Pamiętać trzeba o sędziach Hauserze, Jakubeckim i Ślebzaku. Andrzej Duda do ślubowania ich nie dopuści do ostatniego dnia swojego urzędowania! To jest oczywiste: zaprzeczyłby przecież całej swojej prezydenturze.

Inaczej będzie z nowym prezydentem, o ile zostanie nim reprezentant przeciwników PiS. Co jednak wtedy zrobić z dublerami? Co zrobić z mgr. Julią Przyłębską? W grudniu 2019 roku kadencję skończą sędziowie Rymar, Tuleja i Zubik. Czy wybierać na ich miejsce nowych, a może przeznaczyć je dla „nieślubowanych” (o ile chcieliby wejść do ruin po Trybunale, w co mocno wątpię)?

Do momentu korzystnych dla dzisiejszej opozycji wyborów prezydenckich, nawet gdy sformuje ona rząd, kohabitacja z prezydentem Dudą wspieranym przez trybunalskich sędziów-dublerów będzie niezwykle trudna. Do Trybunału popłyną nie tylko wnioski prezydenta, ale także grup posłów lub innych instytucji konstytucyjnych, do tego uprawnionych, które będą starały się nie dopuścić na przykład do likwidacji CBA i IPN, albo przywrócenia status quo ante Krajowej Rady Sądownictwa i ustawy prawo o sądach powszechnych.

* * *

Sami widzicie, że bez jak najrychlejszych odpowiedzi na te pytania ruszenie z projektami naprawczymi sensu nie ma: nie wolno narażać ich autorów na zarzut, że łamią zasady porządnej legislacji.

Dlatego, by dochować wierności owym zasadom prawnicy i politycy winni szukać odpowiedzi na postawione wyżej pytania w pierwszej kolejności, a dopiero potem zabrać się za pisanie konkretnych projektów legislacyjnych, które wymieniłem.

Za kilka dni w Katowicach odbędzie się Kongres Prawników Polskich. Jego program poświęcony będzie sądom jako gwarantom praw i wolności obywatela, prawu obywatela do rzetelnej obrony przez uczciwego obrońcę, wreszcie – dostępowi do wymiaru sprawiedliwości jako podstawowemu prawu człowieka.

Liczę, że poruszone przeze mnie kwestie pojawią się w trakcie obrad. Niekoniecznie jako temat panelu, ale jako przewijający się wątek, który skłoni uczestników do refleksji, a potem – do działania.

Życzę kongresowiczom sukcesu nie tylko medialnego, ale także sukcesu merytorycznych konkluzji. Do polityków zaś apeluję, by możliwie szybko zorganizowali prace nad opisanymi wyżej kwestiami.

Piotr Rachtan

Monitor Konstytucyjny

Ocena Czytelników
[Razem: 1 Średnio: 5]

4 Replies to “P. Rachtan: Co po PiS-ie – czy szykować już projekty naprawcze? Pytania przed Kongresem Prawników Polskich”

  1. Szanowny Panie Piotrze Rachtan

    Przeczytałem Pana artykuł z uczuciem smutku. Smutku, nie dlatego, że daleko mi do pańskiego środowiska politycznego, ale dlatego, że nie widać w pańskim myśleniu pozytywnej refleksji. Postuluje Pan , podobnie jak Agnieszka Holland, prosty powrót do tego co było. A to jest już niemożliwe. Chyba, że odrzuca pan świadomość istnienia 1/3 Polaków (ok. 10 milionów), którzy regularnie głosują na partie prawicowe (zwłaszcza na PiS), a którzy też mają swoje potrzeby i marzenia. Nie uważam, żeby sympatykom PO, czy SLD żyło się gorzej za rządów PiS. Owszem mogą się czuć dotknięci jakimiś epitetami, czy nagonką medialną, ale to nie zmienia ich stanu posiadania. Wrogowie “dobrej zmiany” mają w swoich rękach uczelnie, media prywatne, samorządy, korporacje prawnicze i lekarskie, fundacje i wiele innych rzeczy. A co ma prawica? Niszowe radio, niszowe telewizje, kilka gazet i IPN. A i tego Panu za wiele. Zamiast budować pomosty, wolałby Pan burzyć. Chciałby Pan Zniszczyć IPN (pozbawić Polaków pamięci i prawdy o historii?), CBA (dopiero Sawicka by się uśmiała), zabronić miesięcznic smoleńskich, upokorzyć pisowców. Czyżby według Pana pisowcy mieli mniejsze prawa niż postkomuniści, o których miękkie lądowanie w III RP tak bardzo dbano (co z art. 32 Konstytucji?). A przecież można próbować podjąć dialog, chociażby z Prezydentem Andrzejem Dudą. Jego pomysł z referendum konstytucyjnym jest według mnie bardzo dobry. Przecież Prezydent nie chce uchwalać w referendum Konstytucji, tylko zapytać Polaków o proponowane kierunki zmian. Można by uzgodnić, że na czele Komisji Konstytucyjnej stanęłyby akceptowalne przez obie strony autorytety np. Józef Zych, Andrzej Czuma i Ryszard Bugaj. Rządy PiS przecież, chcąc nie chcąc, pokazały absurdalność wielu przepisów Konstytucji np. dotyczących pozycji Prezydenta (dlaczego jest wybierany w wyborach powszechnych jak de facto nic nie może lub dlaczego nie jest Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych?). Warto by też wpisać do Konstytucji takie rozwiązania jak: obowiązek badania zgodności przepisów UE z prawem polskim, nadrzędność Konstytucji nad każdym innym prawem, wybór Prezesa Rady Ministrów w wyborach powszechnych, rozbudowaną skargę konstytucyjna, czy polskiego złotego jako walutę narodową itd., Czy naprawdę co cztery lata musimy mieć w Polsce rewolucję październikową? Ja proponuje, inaczej niż Pan, Panie Piotrze, uchwalać prawo dla kogoś, a nie przeciwko komuś.




    0



    2
    1. Marcin79 – dobra zmiana ma całą telewizję publiczną i publiczne radio. To są niszowe stacje? Dobra zmiana obsadziła wszelkie możliwe i niemożliwe stanowiska w spółkach skarbu państwa i wszystkich gdzie skarb państwa ma udziały – to są już tysiące a nie setki stanowisk. Jaki dialog z Dudą, który sam przyznaje, ze jest prezydentem “dobrej zmiany”, a resztę ma gdzieś. Poczytaj sobie konstytucję, to się przekonasz, ze jest całkiem sensowna i nie ma tam żadnych dwuznaczności, konstytucja, każda, uciera się w miarę używania. Nikt nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć i wszystkiego zapisać w ustawie zasadniczej. Wiele spraw zostało uzupełnionych w orzeczeniach TK. Wybór premiera w wyborach powszechnych? Horror pierwszej wody. Polski złoty wpisany do konstytucji, czyli chcemy wyjść z Unii? Bo pozostając w Unii powinniśmy przyjąć euro. Czy zwolennikom PiS żyło się gorzej za rządów Po-PSL? Tym którzy załapali się teraz na stanowiska pewnie tak. Ale dla pozostałych nic się nie zmieniło. A złe zmiany, które wprowadza PiS jak podporzadkowanie sądów władzy wykonawczej, bezsensowna reforma edukacji, wszystkie te ustawy po cichu zacieśniające sieć na życiu każdego obywatela niedługo odczują wszyscy, również zwolennicy ‘dobrej zmiany”.




      0



      1
      1. Halina – dziękuję za komentarz do mojego posta. Kilka słów do Ciebie. (1) Owszem, PiS rządzi mediami publicznymi, ale nie jest ich właścicielem. Gdy straci władzę, dostaną się one innej partii. (2) Obecna polska konstytucja niestety nie jest ani jednoznaczna, ani logiczna. Podam Tobie dwa przykłady-cytaty: “Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej … Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem” oraz “Prezydent Rzeczypospolitej jest najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej … Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej”. Niby najwyższy przedstawiciel, czy zwierzchnik, ale jak przeanalizować poszczególne zapisy, to wychodzi na to, że najpierw kandydat na prezydenta natyra się i najeździ w kampanii wyborczej, a po wygranej zostaje mu już tylko pilnowanie ognia w belwederskim kominku. Nie mówiąc o potężnych budżetowych pieniądzach wyrzuconych w błoto. W ogóle ustawa zasadnicza jest za bardzo fakultatywna., a za mało obligatoryjna. Kategorycznie i bezalternatywnie nakreślone są tylko pozycja i uprawnienia organów sądowych. To prezydent i premier mają ze sobą współpracować, a sądy mogą mieć wszystko i wszystkich – za przeproszeniem – w nosie. I to się w Polsce nazywa trójpodział władzy. (3) Halino, słusznie zauważyłaś, że “Nikt nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć i wszystkiego zapisać w ustawie zasadniczej”, ale jednak pewne sprawy da się przewidzieć. Na przykład konflikt między Prezydentem, a Premierem zaprogramowany w zapisach konstytucji. (4) Na własnej skórze odczułem rządy PO-PSL – przez 8 lat kompletna blokada awansu.




        0



        0
  2. Szanowny panie redaktorze, wynika z tego, że aby rozwiązać sprawę TK opozycji nie pozostaje nic innego niż wygrać wybory w większości 2/3. Wtedy może odwołać prezydenta, który przyjmuje ślubowanie od 3 sędziów, sejm uchwałą odwołuję sędziów dublerów, następnie prezydent zarządza postępowanie dyscyplinarne względem prezes Przyłębskiej, zostaje ona usunięta z TK, prawdziwi sędziowie mają większość, pozostali muszą zająć się orzekaniem zgodnie ze swoją wiedzą i sumieniem. Zawsze pożądana jest w TK różnorodność poglądów. Tylko ta większość 2/3, ciężka praca przed nami.




    0



    1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wp-puzzle.com logo