Leszek M. Myczka: „Jak przywrócić państwo prawa?” czy jak przeprowadzić państwo przez pole minowe

0
(0)
Profesor Marcin Matczak przypomniał właśnie 244-stronicowe opracowanie Fundacji Batorego „Jak przywrócić państwo prawa?”. I uczynił z niego argument przeciwko rządzącym: rozwiązania były, prawnicy je przygotowali, wystarczyło działać. Po przeczytaniu tego dokumentu dokładniej wniosek jest trochę inny. Owszem, mapa była. Ale mapa to jeszcze nie instrukcja, jak przeprowadzić państwo przez pole minowe.
Matczak pisze, że zamiast usuwać dublerów z Trybunału Konstytucyjnego politycy Koalicji Obywatelskiej liczyli na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego. Kiedy zwycięstwa zabrakło, zabrakło także planu. To efektowne, ale sam raport Fundacji Batorego znacznie ostrożniej opisuje rzeczywistość. Autorzy zapisali w nim rzecz fundamentalną: państwa prawa nie można przywracać metodami konstytucyjnego bezprawia. I od razu dodali, że przy takim założeniu droga powrotu do praworządności „znacząco się wydłuża i komplikuje”.
To właściwie odpowiedź na dzisiejszy zarzut Matczaka.
Bo problem nigdy nie polegał na tym, żeby wymyślić, co należałoby naprawić tylko na tym, jak zrobić to legalnie, skutecznie i w taki sposób, żeby naprawiając państwo prawa, nie stworzyć następnego precedensu dla jego obchodzenia. W przypadku dublerów argument prawny jest rzeczywiście bardzo mocny. Sam Matczak wraz z Tomaszem Zalasińskim wskazywali, że skład TK pozostawał w sprzeczności z wyrokiem Trybunału z grudnia 2015 roku, a państwo miało obowiązek doprowadzić sytuację do stanu zgodnego z Konstytucją. Miało to oznaczać dopuszczenie prawidłowo wybranych sędziów i odsunięcie od orzekania osób, które zajęły już obsadzone miejsca. Jednak od diagnozy do wykonania prowadzi bardzo długa droga.
Można było uchwalić ustawę. Ale ustawę trzeba jeszcze podpisać.
Można było próbować reformować KRS. Tyle że i tu konieczna była ustawa.
Można było zmienić zasady funkcjonowania Sądu Najwyższego. Znów – ustawa.
A nad ustawami widmo Andrzeja Dudy, który nie tylko mógł je wetować, lecz także kierować do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. I rzeczywiście tak robił. Koalicja nie miała większości 3/5 pozwalającej odrzucić jego weto. Nie miała też większości 2/3 do zmiany Konstytucji.
Żadnych 244 stron ekspertyzy nie da się zamienić w dodatkowe kilkadziesiąt głosów w Sejmie. Do tego dochodziła sama koalicja rządząca. KO, Lewica, Polska 2050 i PSL zgadzały się co do celu, ale już niekoniecznie co do metod. Im bardziej radykalne rozwiązanie – zbiorowe podważanie nominacji, wygaszanie kadencji, automatyczne unieważnianie orzeczeń – tym trudniej byłoby utrzymać nie tylko zgodność z europejskimi standardami, lecz nawet własną większość.
Raport Batorego nie przedstawia wszystkich problemów jako prostych i jednoznacznych. Świetnie widać to przy pytaniu, co zrobić z orzeczeniami TK wydanymi z udziałem dublerów. W opracowaniu rozważano wznowienia postępowań, ponowną ocenę części wyroków, nawet swoistą ich „ratyfikację” przez prawidłowo obsadzony Trybunał. Jednocześnie sami uczestnicy dyskusji zgłaszali konstytucyjne wątpliwości wobec części tych pomysłów. Komisja Wenecka zgodziła się, że wadliwie powołane osoby nie powinny orzekać w TK. Jednocześnie sprzeciwiła się rozwiązaniom, które automatycznie usuwałyby skutki ogromnej liczby wcześniejszych orzeczeń. Powód był prosty: pewność prawa, ochrona obywateli i stabilność państwa również są częścią praworządności.
Innymi słowy: Europa nie mówiła Polsce „nie naprawiajcie”. Mówiła: „naprawiajcie, ale nie róbcie tego siekierą”.
Podobnie wygląda problem KRS i neo-sędziów. Raport już w 2019 roku ostrzegał, że podważenie prawidłowości powołań może stworzyć ogromne zagrożenie dla stabilności całego systemu wymiaru sprawiedliwości, bo zacznie się kwestionowanie wyroków, ich skutków oraz uznawania ich w obrocie krajowym i międzynarodowym. Od tamtej pory takich nominacji i awansów tylko przybywało.
Dlatego opowieść, że w grudniu 2023 roku należało wyjąć raport Fundacji Batorego z szuflady i zacząć realizować go strona po stronie, jest po prostu zbyt łatwa.
Sam Adam Bodnar pisał w tym opracowaniu, że odbudowa praworządności wymaga nie tylko ustaw, ale także rozstrzygnięcia problemu kadr, odpowiedzialności osób uczestniczących w zmianach oraz przyszłego kształtu instytucji. I przestrzegał, że istnieją zmienne, których wcześniej nie można przewidzieć. Jedną z takich zmiennych był właśnie wynik wyborów prezydenckich.
Czy rząd Tuska zrobił wszystko, co mógł? Nie.
Za długo odkładano przygotowanie wariantu na wypadek kolejnego nieprzychylnego prezydenta. Za mało było publicznego tłumaczenia, co można zrobić natychmiast, czego nie można zrobić bez podpisu głowy państwa, a czego nie można zrobić w ogóle bez naruszenia Konstytucji. To jest poważny zarzut. Ale zupełnie czym innym jest twierdzenie, że rozwiązanie leżało gotowe na 244 stronach. Nie leżało. Leżały tam bardzo wartościowe analizy, warianty, propozycje ustawowe i ostrzeżenia. Zresztą już sam spis treści pokazuje osobne scenariusze dla TK, KRS, Sądu Najwyższego, sądów powszechnych i prokuratury.
I właśnie dlatego dziwię się trochę profesorowi Matczakowi. Bo jego własny raport jest bardziej ostrożny niż jego dzisiejszy wpis. Raport mówi: to będzie trudne, długie, skomplikowane i trzeba pilnować Konstytucji na każdym kroku. Wpis mówi niemal: rozwiązania były, tylko politycy ich nie zastosowali.
Nie. To nie jest cała prawda.
Prawnicy wykonali ogromną i potrzebną pracę. Społeczeństwo obywatelskie miało pełne prawo oczekiwać, że po wyborach politycy będą z tej pracy korzystać. I politycy rzeczywiście popełnili błąd, licząc zbyt długo, że zwycięstwo ich kandydata na prezydenta uprości całą operację. Ale prawnicy również nie powinni dziś tworzyć wrażenia, że istniało jakieś bezpieczne przejście, którego politycy z lenistwa nie zauważyli. Nie istniało.
Było kilka dróg. Każda prowadziła przez weto prezydenta, Trybunał Konstytucyjny, spory wewnątrz koalicji, orzecznictwo europejskie, problem tysięcy nominacji sędziowskich oraz konieczność ochrony ludzi, którzy przez lata otrzymywali wyroki od sądów działających w takim, a nie innym składzie.
Przy współpracującym prezydencie zasadniczą reformę instytucjonalną można byłoby zapewne przeprowadzić w dwa-trzy lata. Porządkowanie wszystkich skutków kryzysu potrwałoby znacznie dłużej – prawdopodobnie całą dekadę.
I może właśnie o tym trzeba dziś mówić społeczeństwu. Nie że „nic się nie da”. Ale także nie że „wszystko było proste, tylko politycy zawiedli”.

Leszek M. Myczka

Komentarz wcześniej został opublikowany na profilu FB Autora

Tytuł od redakcji MK

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów