Piotr Rachtan: Czy prezydent jest za wolnością znachora Filipka leczenia raka ziołową mieszanką oraz za łatwą receptą na psychotropy?

0
(0)

Karol Nawrocki nie miał odwagi otwarcie zawetować ustawy o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Bał się wziąć na siebie odpowiedzialności za skutki. Ale przerzucić ją na inny podmiot – czemu nie. Nie podpisał więc ustawy i w ostatnim wedle prawa dniu odesłał do Trybunału Konstytucyjnego. By Bogdan Święczkowski ze Stanisławem Piotrowiczem i którymś z pozostałych dublerów, może Justynem Piskorskim albo Jarosławem Wyrembakiem zbadali, czy przyjęta przez Sejm ustawa nie narusza prawa do … wolności działalności gospodarczej!

Zajrzyjmy więc do uzasadnienia projektu ustawy, którą rząd Donalda Tuska złożył był w Sejmie.

Autorzy, proponując rozszerzenie uprawnień Rzecznika Praw Pacjenta, którego chcieli wyposażyć w narzędzia podobne do tych, jakimi dysponuje np. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta (w zakresie przeciwdziałania praktykom naruszającym zbiorowe interesy konsumentów, tu – pacjentów) napisali, uzasadniając tę nowelę:

Istotnym obszarem zainteresowania Rzecznika Praw Pacjenta w omawianym zakresie jest także udzielanie pacjentom świadczeń zdrowotnych niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną przez podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych.

Tego rodzaju działanie jest wyjątkowo niebezpieczne dla pacjentów, gdyż w ramach działalności leczniczej, która jest działalnością regulowaną, i w ramach której powinny być udzielane wyłącznie świadczenia odpowiadające wymogom aktualnej wiedzy medycznej, pacjenci otrzymują świadczenia o niepotwierdzonej skuteczności i bezpieczeństwie lub w ogóle zdezaktualizowane, odrzucone bądź przestarzałe. Skuteczność danej terapii oraz jej bezpieczeństwo powinny być potwierdzone w przeprowadzonych badaniach klinicznych1) lub na podstawie innych, wiarygodnych i rzetelnych, dowodów naukowych, które mogą mieć swoje odzwierciedlenie w stanowiskach gremiów eksperckich, towarzystw naukowych w formie wytycznych, zaleceń lub rekomendacji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 23 października 2024 r. (V SA/Wa 153/24) wskazał, że „w doktrynie prawa przyjmuje się, że wiedza medyczna stanowi rezultat badań naukowych, dlatego musi być jawnie ogłoszona, czyli podana publicznie do wiadomości celem oceny jej poprawności przez całe środowisko medyczne. Powinna być zatem zaprezentowana w formie weryfikowalnej – tak aby umożliwić nie tylko kontrolę i ewentualną krytykę poprawności zastosowanej metody, ale także powtórzenie badań wedle zaproponowanej metody celem porównania uzyskanych wyników. Wiedza medyczna wykorzystywana w celu udzielania pacjentowi świadczeń zdrowotnych w danym czasie musi spełniać bezwzględny warunek <aktualności>, rozumiany – zgodnie z definicją słownikową – jako <obowiązujący w danej chwili> (…) jedynie metoda bezpieczna dla pacjentów, zweryfikowana naukowo oraz skuteczna w leczeniu danych chorób może być uznana za odpowiadającą wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej.”.

Z kolei w wyroku z dnia 23 października 2024 r. (V SA/Wa 767/24) Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził, że „żaden podmiot leczniczy, niezależnie od formy prawnej, nie może oferować usług, które są niezgodne z aktualną wiedzą medyczną (…) jedynie metoda bezpieczna dla pacjentów, zweryfikowana naukowo oraz skuteczna w leczeniu danych chorób może być uznana za odpowiadającą wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej.”.

Udzielanie pacjentom przez podmioty wykonujące działalność leczniczą świadczeń zdrowotnych niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną (a więc w sposób naruszający art. 6 ust. 1 ustawy) jest zjawiskiem wyjątkowo niepokojącym i niebezpiecznym dla pacjentów. Jako przykład takiego postępowania można przywołać stosowanie u pacjentów metody ILADS (ILADS – The International Lyme and Associated Diseases Society) w związku z boreliozą. Metoda ta zakłada długotrwałe (przez wiele miesięcy) stosowanie antybiotyków (w tym 2 lub nawet 3 jednocześnie), kiedy zgodnie z rekomendacjami leczenie boreliozy powinno się odbywać jednym antybiotykiem i trwać do 30 dni. W ramach działań niepożądanych, które przy intensywnej, długotrwałej antybiotykoterapii mogą mieć miejsce, eksperci wymieniają między innymi: trwałe uszkodzenie wątroby, trzustki, jelit, nerek, ośrodkowego układu nerwowego, zapalenia ścięgien, predyspozycje do zakażeń Clostridium difficile.

Nie ulega zatem wątpliwości, że praktyki naruszające zbiorowe prawa pacjentów mogą mieć wpływ na bezpieczeństwo pacjentów, w tym na wystąpienie zagrożenia dla ich zdrowia lub życia, przez zastosowanie u pacjenta nieskutecznej terapii, o nieznanym profilu bezpieczeństwa, narażenie go na wystąpienie działań niepożądanych przy żadnych korzyściach zdrowotnych oraz opóźnienie wdrożenia właściwego leczenia, a konsekwencji – dalszy rozwój choroby.

Wspomniany przeze mnie w tytule znachor Filipek to autentyczna postać. To było w latach 60. poprzedniego wieku. Kierowca mojego ojca zapadł na żołądek. Badano go starannie i wykryto rozległy nowotwór żołądka, z przerzutami. Nie chciał się leczyć, bał się naświetlania promieniotwórczym izotopem. Mówił, że to z bomby atomowej. Wybrał ziołową mieszankę, zaaplikowaną przez znachora Filipka. Kiedy już nie mógl jeździć do niego gdzieś pod Warszawę, mój ojciec przywiózł Filipka do naszego mieszkania w Śródmieściu Warszawy. Filipek, niemłody już rolnik, przebadał od razu całą moją rodzinę. Mnie też. Ustawionemu pod oknem zaglądał długo w oczy, kazał mrużyć, wybałuszać, by w końcu zawyrokować: młodzieńczy artretyzm głowy. Samo przejdzie.

Kierowca ojca wkrótce umarł. Co do mnie miał rację Filipek: artretyzm głowy niezauważenie przeszedł sam.

Nie mogę uwierzyć, że prezydent wziął stronę nowoczesnych następców Filipka. Że w imię wolności gospodarczej naraża zdrowie i życie wielu współobywateli. Bo oszuści sami z siebie nie znikną. Od mglistej zapowiedzi własnej prezydenckiej nowelizacji kodeksu karnego, czyli pewnie pospolitego podwyższenia kar, raczej nikt nie zadrży. Rozwiązanie musi być kompleksowe, tak jak to unormować miała ustawa, wprowadzając wśród innych instrumentów możliwość „ostrzeżenia publicznego, jeżeli strona postępowania dopuszcza się praktyki, która może zagrażać życiu lub zdrowiu pacjentów

Może zatem o co innego chodzi, nie o znachorów i szeptuchy, tylko o coś bliższego prezydentowi, coś bardziej współczesnego?
Ustawa rządowa starała się także zwalczyć nie narastającą praktykę szukania pomocy u doktora Google’a czy u znachora Filipka, a rozpowszechniony proceder porad i recept dostarczanych przez Internet.

Autorzy projektu pisali w uzasadnieniu:

W Internecie jest jednak dostępnych bardzo wiele ofert od osób, które nie wykonują zawodu medycznego i nie wykonują działalności leczniczej. Dotyczą one między innymi leczenia boreliozy, autyzmu, chorób autoimmunologicznych, nowotworów, leczenia toksykologicznego, chorób przewlekłych, zlecania badań diagnostycznych, leczenia łuszczycy, insulinooporności, alergii czy też chorób pasożytniczych. Właściwie można odnaleźć remedium na każdą przypadłość zdrowotną.
Korzystanie z ww. usług jest szczególnie niebezpieczne z kilku powodów:
1) nie gwarantują one powodzenia terapeutycznego (wyleczenia);
2) mogą opóźnić wdrożenie skutecznego i bezpiecznego leczenia konwencjonalnego i w konsekwencji doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia osoby, a nawet do stanu zagrożenia jej życia;
3) narażają tę osobę na niepotrzebne ryzyko wystąpienia działań niepożądanych;
4) wprowadzają osobę w błąd, dając złudną nadzieję wyleczenia czy poprawy stanu zdrowia;
5) generują po stronie korzystającej z usług znaczne koszty finansowe.
Do przykładów oferowanych metod pseudomedycznych można zaliczyć:
1) terapie jodem w chorobach onkologicznych;
2) stosowanie płynu lugola w chorobach tarczycy;
3) leczenie bezpłodności suplementami;
4) leczenie z zakresu immunologii i toksykologii, leczenie chorób przewlekłych, autyzmu „holistycznymi programami”;
5) odczulanie biorezonansem;
6) leczenie miażdżycy, chorób tarczycy, grzybicy, niszczenie komórek nowotworowych Plazmoterapią.
Na powyższą kwestię zwrócono także uwagę w stanowisku STAŁEGO KOMITETU LEKARZY EUROPEJSKICH (CPME) z dnia 23 maja 2015 r. w sprawie komplementarnych i alternatywnych metod leczenia (complementary and alternative medicine – CAM)1): „Chociaż opieka medyczna w krajach członkowskich UE jest zapewniona w ramach ustawowych regulacji dotyczących fachowych pracowników służby zdrowia, leków, wyrobów medycznych i produktów dotyczących ochrony zdrowia, to w wielu państwach członkowskich UE duża część tradycyjnych, komplementarnych i alternatywnych praktyk oraz produktów nie podlega żadnej regulacji i może stanowić znaczące ryzyko dla zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów. Stosujący praktyki alternatywne oraz reklamodawcy produktów alternatywnych często twierdzą, nie mając na to naukowych lub medycznych dowodów, że są w stanie wyleczyć określone choroby. Pacjenci mogą być zachęcani do korzystania z tradycyjnych, komplementarnych i alternatywnych rozwiązań zamiast leczenia, co może prowadzić do opóźnienia właściwego rozpoznania lekarskiego zgodnego z nauką medyczną, w konsekwencji skutkować pogorszeniem stanu ich zdrowia, a w niektórych przypadkach doprowadzić do przedwczesnej śmierci. Niezbędne jest podejmowanie środków prawnych, aby powstrzymać dostawców alternatywnych praktyk i terapii przed podejmowaniem nieuzasadnionych obietnic i stosowaniem reklamy wprowadzającej w błąd.”.

Doktor nauk nawet humanistycznych powinien, wydaje się, mieć dość rozumu, by pojąć i przyjąć te argumenty. Szczególnie, że

Zakaz stosowania praktyk pseudomedycznych wpisuje się bezpośrednio w realizację konstytucyjnego prawa do ochrony zdrowia. Jak wskazał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 23 marca 1999 r., sygn. K 2/98, gwarantowane konstytucyjnie prawo do ochrony zdrowia (art. 68 Konstytucji RP), stanowiąc jedno z najistotniejszych praw człowieka, nakłada na władze publiczne obowiązek podejmowania takich działań, które są konieczne dla należytej ochrony i realizacji tego prawa. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 11 lutego 2016 r. (sygn. akt II OSK 3047/15) uznał, że warunki w zakresie prowadzenia działalności leczniczej zostały wyznaczone w ustawie z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Jednym z tych warunków jest zakaz stosowania praktyki naruszającej zbiorowe prawa pacjentów. Nie można więc czynić wobec Rzecznika Praw Pacjenta zarzutu, że w wyniku uznania praktyk za naruszające zbiorowe prawa pacjentów naruszył on zasadę wolności działalności gospodarczej. Wolność prowadzenia tej działalności kończy się wówczas, gdy naruszane są prawa pacjentów.

Co więc stanęło na przeszkodzie? Czy czasem ustawa nie ograniczałaby coraz powszechniejszą praktykę

„funkcjonowania podmiotów leczniczych oferujących konsultacje lekarskie, w tym możliwość szybkiego uzyskania e-recepty za pośrednictwem serwisu internetowego i wypełnianej przez pacjenta ankiety on-line, w tym na preparaty objęte załącznikiem nr 2 do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 11 września 2006 r. w sprawie środków odurzających, substancji psychotropowych, prekursorów kategorii 1 i preparatów zawierających te środki lub substancje (Dz. U. z 2025 r. poz. 1678), bez osobistego zbadania pacjenta przez osobę wystawiającą receptę”.?

Przecież prezydent nie jest od nich uzależniony?

Piotr Rachtan

Ilustracja: U znachora. Wróżba na wodzie o zaginionym koniu w guberni tambowskiej. Rysował I.M. Lwow. Pocztówka wydana w 1912 roku w Moskwie przez I.E. Selina.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów