Najnowsze przypadki użycia siły zbrojnej skłaniają do refleksji nad międzynarodowoprawną regulacją prawną dotyczącą użycia siły i praktyki państw. Jest to o tyle istotne, że powtarzana teza o załamaniu międzynarodowego ładu (rules-based order) sprawia wrażenie otwarcia furtki dla arbitralnych działań opartych wyłącznie o własne interesy. W istocie rzeczy mamy, jak się zdaje, do czynienia w większym stopniu z kryzysem polityki niż prawa, którego naruszanie nie uchyla jego obowiązywania.
1.
Nielegalność użycia siły albo groźby jej użycia w Ukrainie, Wenezueli lub Grenlandii nie jest przedmiotem sporów. Pojawił się jednak w ostatnich dekadach problem reakcji na nowe zagrożenia (konflikty wewnętrzne i związane z nimi masowe zbrodnie; zamachy terrorystyczne i działania zbrojne aktorów niepaństwowych; proliferacja broni masowego rażenia; tzw. wojna hybrydowa) oraz nowe bronie (broń masowego rażenia; pociski balistyczne i pociski samosterujące; cyberataki; drony).
Prawna i polityczna ocena nie zawsze jest w tych przypadkach jednoznaczna i prowadzi niekiedy do prawdziwych łamigłówek. Reakcje zbrojne na wiele z tych zagrożeń sytuują się w swoistej szarej strefie i w pewnym sensie na obrzeżach Karty Narodów Zjednoczonych (KNZ), której zmiana lub uzupełnienie nie wchodzi w praktyce w rachubę.
2.
Karta Narodów Zjednoczonych opiera się na fundamentalnych zasadach i regułach oraz wartościach, takich jak równość państw pod względem suwerenności, zakaz użycia siły, zakaz interwencji w sprawy wewnętrzne, poszanowanie integralności terytorialnej państw, samostanowienie narodów, ochrona praw człowieka. Jej funkcjonowanie zależy jednak od państw, których cele, interesy i wartości różnią się nieraz istotnie, nawet w gronie zaawansowanych demokracji, w tym pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa (RB).
KNZ proklamuje w art. 2 ust. 4 powszechny zakaz użycia siły albo groźby jej użycia, a w rozdziale VII, w przypadku zagrożenia międzynarodowego pokoju lub bezpieczeństwa, dopuszcza użycie przez państwa siły w formie samoobrony przed napaścią zbrojną (armed attack, art. 51 Karty) albo na podstawie zgody Rady Bezpieczeństwa (peace enforcement). Tak więc legalność użycia siły oceniana jest w świetle tych dwóch kryteriów. Ta konstrukcja komplikuje się jednak w praktyce, ponieważ funkcjonowanie Rady Bezpieczeństwa pozostawia wiele do życzenia, a definicja samoobrony oraz zbrojnej napaści stwarza wiele trudności.
Głównym organem systemu ONZ jest złożona z 15 członków Rada Bezpieczeństwa, w tym pięciu mocarstw – jej stałych członków (USA, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania). W podejmowaniu decyzji przez Radę każdy stały członek dysponuje prawem weta (art. 27 Karty). Tak więc Karta stwarza pole dla swobody działania mocarstw, co w praktyce oznacza, że gdy w grę wchodzą ważne interesy jednego z nich albo jego sojuszników (partnerów) skorzystanie z weta prowadzi do paraliżu decyzyjnego.
Ten system działa od 1945 roku raz lepiej, raz gorzej, a przestrzeganie jego reguł podlega ewolucji odpowiednio do upływu czasu i do zmieniających się celów i interesów mocarstw. Nieco upraszczając, pięciu mocarstwom wolno nieco więcej niże pozostałym państwom (nie tylko w obszarze użycia siły), przy czym bez mechanizmu weta nie doszłoby do uchwalenia Karty NZ. Innymi słowy, „uśmiercanie” zakazu użycia siły (art. 2 ust. 4 Karty) przez mocarstwa wykorzystujące weto nie powinno być zaskoczeniem.
3.
W praktyce rezolucje Rady Bezpieczeństwa zezwalające na użycie siły należą do rzadkości (weto mocarstw). Państwa powołują się natomiast na prawo do samoobrony, do czego nie potrzebują zgody Rady. W wyniku blokad w Radzie Bezpieczeństwa, a także spornej niekiedy interpretacji pojęć, dochodzi niekiedy w praktyce do użycia siły bez solidnej podstawy prawnej albo z wątpliwą podstawą.
Współczesne użycie siły zbrojnej może być legalne oraz politycznie (moralnie) uzasadnione; nielegalne, ale politycznie (moralnie) uzasadnione; legalne, ale politycznie słabo uzasadnione.
W niektórych przypadkach formalna kwalifikacja wydaje się jednoznaczna (bezprawie), przykładowo: użycie siły zbrojnej przez Związek Sowiecki (Rosję) na Węgrzech (1956), w Czechosłowacji (1968) lub w Ukrainie (2014, 2022), przez Irak w Kuwejcie (1980), a ostatnio operacja zbrojna USA w Wenezueli (2026).
Przypomnijmy na marginesie, że mimo paraliżu RB zgodna presja Stanów Zjednoczonych i ZSRR zatrzymała zbrojną operację francusko-angielską w rejonie Kanału Sueskiego w kontekście nacjonalizacji przez prezydenta Egiptu (Nasera) spółki obsługującej kanał (1956). Po konflikcie sueskim „wynaleziono” w ONZ nieprzewidzianą w Karcie instytucję i procedurę tak zwanych sił utrzymujących pokój (peacekeeping), czyli formacji wojskowych tworzonych ad hoc za zgodą RB albo Zgromadzenia Ogólnego po zakończeniu konfliktu, nie mających jednak charakteru ofensywnego (inaczej niż w przypadku peace enforcement za zgodą RB).
4.
Największe kontrowersje łączą się jednak z kategorią działań formalnie nielegalnych (brak decyzji RB, brak przesłanek samoobrony). W tym kontekście pojawiają się między innymi takie koncepcje jak interwencja humanitarna, samoobrona uprzedzająca czy zbrojna operacja prewencyjna1.
Czy i w jakim stopniu użycie siły jest w takim przypadku rules-based? Mimo sporów, tego rodzaju działania uzyskują niekiedy (nawet jeśli zróżnicowaną) akceptację, czy to w postaci poparcia, czy też milczącej tolerancji. Orzecznictwo sądów międzynarodowych (zwłaszcza Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości) w kwestiach użycia siły nie jest imponujące. Poruszamy się zatem po nie zawsze pewnym gruncie.
Uzasadnienie powyższych działań nie sytuuje się jednak w pustce prawnej. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka brak formalnej podstawy prawnej, to kwalifikacja i ocena użycia siły dokonuje się w świetle interpretacji wspomniany reguł, zasad i wartości prawnych (np. zagrożenie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa, samoobrona, zbrojna napaść, prawa człowieka), ale także zasad politycznych lub moralnych oraz praktyki międzynarodowej. Kontestacja tego ładu w sytuacjach skrajnych (np. zagrożenie bronią masowego rażenia) nie musi oznaczać negacji prawa – odzwierciedla ona raczej niedoskonałości mechanizmów bezpieczeństwa międzynarodowego.
Lekceważąc jednakże instytucje, reguły i wartości zamazujemy jednak to tło, o czym należy pamiętać gdy mówimy o załamaniu międzynarodowego rules-base order.
5.
Przyjrzyjmy się zatem tzw. interwencji humanitarnej.
Jej przykładem jest operacja militarna przeprowadzona w latach 1998-99 pod auspicjami NATO, a konkretnie przez lotnictwo amerykańskie, w obronie mordowanej masowo przez Serbię własnej ludności (w Kosowie). Została ona skrytykowana, ponieważ dokonano jej bez zgody Rady Bezpieczeństwa, a jednocześnie zabrakło przesłanek samoobrony, ponieważ Serbia nie była obiektem zbrojnej napaści z zewnątrz.
Drugi przykład to Kambodża. Od 1975 r. komunistyczne władze tego kraju (Pol Pot) mordowały masowo i systematycznie ludność własnego państwa. W 1978 r. wkraczają wojska wietnamskie, które zapobiegły dalszym masakrom. Działanie oceniane jako nielegalne – kryteria identyczne jak w przypadku Kosowa.
Masowe i systematyczne zbrodnie międzynarodowe popełniane na terytorium państwa wynikać mogą z braku działania państwa (na przykład wojna domowa w wariancie istnienia słabego rządu lub państwa upadłego), z drugiej zaś z nadużywania jego siły (dyktatura).
Próbą zaradzenia tej sytuacji jest koncepcja interwencji humanitarnej, która polega na użyciu siły z zewnątrz, poprzedzonym z reguły uprzednimi apelami. Łączy się ona z pytaniem, czy i jak długo przyglądać się systematycznym i masowym zbrodniom popełnianym przez dyktatorskie państwo na własnej ludności? Czy bardziej akceptujemy interwencję humanitarną, czy też niehumanitarną nieinterwencję?
Wraz z upływem czasu podstawowymi wartościami uznanymi przez prawo międzynarodowe, w tym Kartę NZ, stały się nie tylko ochrona państwa przed nielegalnym użyciem siły zbrojnej, lecz również ochrona praw człowieka i kombatanta. Brak użycia siły w reakcji na zbrodnie nie oznacza neutralności, bywa zaś często mimowolnym opowiedzeniem się po stronie sprawcy (wasza niedola jest ceną za pokój), a tymczasem – w innej logice – ochrona bezbronnej ludności winna mieć pierwszeństwo przed ochroną sprawców.
W świetle pojawiających się kontrowersji trzeba zadać pytanie, jak i kto ma ratować ofiary z rąk terrorystów lub dyktatorów. Bilans ONZ jest w tej kwestii skromny, a ofiary nie mogą czekać na zgodną opinię prawników i ich państw. Braku reakcji opinii światowej w jednej sprawie nie sposób jednak przenosić mechanicznie na inną sprawę. Nietrafna jest zatem teza, by interweniować w każdym przypadku masowych naruszeń prawa albo w żadnym. Przyczyną niepewności i kontrowersji wokół interwencji humanitarnej bywają również ograniczone możliwości militarne i/lub finansowe oraz niepewność co do skuteczności zamierzonych działań zbrojnych.
Polityka międzynarodowa charakteryzuje się selektywnością reakcji, czyli rozdźwiękiem między tym, co moralnie pożądane, a tym, co politycznie celowe i prawnie dopuszczalne. Przymyka się też oczy na zbrodnie popełniane przez mocarstwa lub ich strategicznych sojuszników, a także toleruje dyktatury w imię realizacji interesów gospodarczych. Piętnowane są nadużycia państw demokratycznych, nie reagując na reżimy mniej demokratyczne lub dyktatorskie.
W interesującej nas kwestii pojawiły się nowe nurty w praktyce ONZ oraz w doktrynie prawnej. Ich wyrazem jest zwłaszcza raport (2001) specjalnej komisji powołanej przez ONZ, wprowadzający koncepcję „odpowiedzialności za ochronę” (responsibility to protect)2. Koncepcja ta odnosi się do obowiązku państwa wobec ludności na własnym terytorium. Inne państwa mają natomiast obowiązek reagowania na poważne naruszenia praw człowieka w danym kraju, wychodząc z założenia, iż przeszkodą prawną dla takich działań nie może być zasada równej suwerenności państw. Koncepcja ta daleka jest od uzyskania akceptacji wśród państw Globalnego Południa.
Uwzględnić przy tym należy, że położenie kresu krwawej dyktaturze jest tylko wstępem do dalszych działań stabilizujących sytuację pokonfliktową. Nie sposób też uciec od mało optymistycznej konkluzji: otóż w wielu państwach Globalnego Południa realistycznym rozwiązaniem wydaje się zastąpienie jednej dyktatury przez drugą, tyle że mniej morderczą. Wizja liberalnej demokracji jest w takim kontekście odległą perspektywą.
Sekretarz generalny ONZ, Kofi Annan, stwierdził w kontekście sytuacji w Kosowie (1998), iż jeśli dyplomacja zawodzi, użycie siły okazuje się niekiedy usprawiedliwione w imię pokoju. Zakwestionował on też pogląd, że sprawiedliwość należy niekiedy poświęcić w interesie pokoju.
Papież Jan Paweł II przypomniał (nie bez związku z operacją zbrojną NATO w Jugosławii w 1999 roku): „[K]iedy powstaje niebezpieczeństwo, że ludność cywilna padnie ofiarą niesprawiedliwego napastnika oraz kiedy spełzną na niczym próby działania politycznego i obrony bez użycia przemocy, uprawnione jest, a nawet konieczne, podjęcie konkretnych kroków w celu rozbrojenia agresora”.
Ksiądz Józef Tischner stwierdził kiedyś: „decyzja jest jednocześnie ustanowieniem wartości. Nie chodziło o to, żeby działać w zgodzie z regułą, bo jest ich tyle, że cokolwiek bym zrobił, zawsze miałbym jakąś regułę za sobą. Swoją decyzją nie ilustruję więc żadnej normy, tylko – powtarzam – ustanawiam wartość. Ustanawiam nie na mocy zgodności z jakąś normą ogólną, ale na podstawie prostego doświadczenia: «jak trzeba, to trzeba. Od tego jestem». (…) Fundamentaliści powołują się nie tyle na sumienie, ile na zasady. Na tym polega choroba faryzeizmu. Liczą się przepisy, a obok umiera człowiek. Dlatego sumienie pozostaje w sporze z fundamentalizmem”.
Konkludując, kwestia tzw. interwencji humanitarnej pokazuje złożoność niektórych sytuacji w kontekście obowiązującego prawa międzynarodowego. Każdy przypadek wymaga odrębnej oceny prawnej i politycznej, zwłaszcza w świetle międzynarodowej praktyki.
6.
Inny przykład łamigłówki prawnej to tzw. samoobrona uprzedzająca (preemptive, anticipatory).
Zgodnie z art. 51 Karty NZ, każde państwo „przeciwko któremu dokonano zbrojnej napaści” (armed attack), ma prawo „do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony”. Z treści tego artykułu (czas przeszły) wynika, że samoobrona dopuszczalna jest po dokonanym ataku.
Formalistyczna interpretacja tego przepisu wydaje się wątpliwa, ponieważ ofiara potencjalnej napaści zbrojnej nie może na nią pokornie czekać, zwłaszcza w świadomości wysokiego prawdopodobieństwa zbliżającego się ataku (kwestia godzin lub dni). W takim przypadku podejmujemy działanie zbrojne w obliczu zagrożenia państwa, ponieważ „konieczność samoobrony jest natychmiastowa, przemożna, nie pozostawia wyboru środków działania oraz czasu do namysłu” z zastrzeżeniem jednak, iż działanie to nie może być nierozsądne i przesadne (unreasonable or excessive)3.
Innymi słowy, odpowiadam zbrojnie na bliski skonkretyzowania zamiar przeciwnika, który chce mnie zaskoczyć swoim atakiem lub toleruje na swym terytorium zbrojne przygotowania do takiego ataku oddziałów nieregularnych. Wiele zależy od ustalenia faktów i ich oceny, ponieważ nie wszystkie przygotowania zbrojne upoważniają do samoobrony uprzedzającej.
Do przykładów samoobrony uprzedzającej zalicza się reakcja zbrojna Izraela w 1967 roku (tzw. wojna sześciodniowa) w odpowiedzi na wyraźne polityczne i wojskowe przygotowania do napaści ze strony państw arabskich. Przeprowadzona w ramach ONZ próba prawnego potępienia reakcji zbrojnej Izraela nie powiodła się.
Koncepcja samoobrony uprzedzającej ewoluuje wraz z nowymi rodzajami zagrożeń nowymi broniami. O ile bowiem w czasach wojny klasycznej można było zaobserwować zmasowane przygotowania do ataku (na przykład koncentrację wojsk i sprzętu wojskowego), o tyle obecnie przesłanka ta staje się w zasadzie nierealna w przypadku nowych broni (np. ataku rakietowego). To samo dotyczy zamachów terrorystycznych dokonywanych przez grupy nieregularne niespodziewanie i z ukrycia z terytorium obcego państwa. Czy w ostateczności stosować środki militarne, ale przeciwko komu i na terytorium którego państwa?
Samoobrona uprzedzająca opiera się z reguły na informacjach wywiadowczych oraz poszlakach wynikających z uprzednich, seryjnych zamachów (np. rejon Bliskiego Wschodu). Akceptację zyskuje pogląd, że samoobrona uprzedzająca wobec takich państw jest uzasadniona w przypadku, gdy nie są one zdolne lub nie wykazują woli zapobieżenia (unable, unwilling) takim zamachom. W takich przypadkach użycie siły zbrojnej nie jest z reguły skierowane przeciwko państwu udostępniającemu terrorystom swoje terytorium, lecz przeciwko grupom terrorystycznym i ich infrastrukturze.
Odnotujmy dwa nietypowe przypadki.
Operacja zbrojna USA i Wielkiej Brytanii w Afganistanie została rozpoczęta 7 października 2001 roku w odpowiedzi na atak terrorystyczny na USA z 11 września 2001 roku. Oba państwa powiadomiły RB o podjęciu akcji zbrojnej na podstawie artykułu 51 Karty NZ, czyli w samoobronie, przy założeniu, że zamachowcy byli częścią Al-Kaidy, a organizacja ta miała jedną ze swych głównych baz w Afganistanie. Tym niemniej Afganistan nie zaatakował USA, a także nie wysłał działających w jego imieniu terrorystów, nie kierował nimi ani ich nie kontrolował, a siatka Al-Kaidy sięgała poza ten kraj.
Ciekawy jest też przykład masowych przygotowań militarnych Rosji przy granicy z Ukrainą na przełomie 2021/2022. Wiarygodne informacje wywiadowcze nie pozostawiały wątpliwości co do przygotowywanej agresji. Samoobrona uprzedzająca miałaby w tej sytuacji solidne uzasadnienie, jednak nie doszło do niej ze względu na słabość militarną Ukrainy.
Konkludując, nie wydaje się, by koncepcja samoobrony uprzedzającej pozostawała w niezgodzie z artykułem 51 Karty NZ. Przedmiotem kontrowersji wydaje się nie tyle jej legalność, ile trudności w ocenie dowodów i udowodnienie lub poważne uprawdopodobnienie bliskiego i nagłego zagrożenia. W gruncie rzeczy problem operacji uprzedzającej sprowadza się do odpowiedzi na skomplikowane pytanie, kiedy rozpoczyna się atak oraz do zdefiniowania kryteriów jego bliskości (imminence) oraz niezbędności reakcji (necessity).
7.
Zmiany rzeczywistości międzynarodowej sprawiają, iż znaczenia nabiera koncepcja zbrojnej operacji prewencyjnej (preventive). Pojawia się też w doktrynie pojęcie obowiązku zapobiegania zagrożeniom, wynikającym z dostępu niektórych państw lub terrorystów do broni masowego rażenia albo do zaawansowanych systemów rakietowych.
O ile w przypadku samoobrony uprzedzającej chodzi o reakcję zbrojną na zbliżający się nieuchronnie atak, o tyle operacja prewencyjna nie ma na celu powstrzymanie ataku, lecz jego uniemożliwienie w dłuższej perspektywie czasowej, czyli pozbawienie zdolności do ataku przez unicestwienie potencjału zbrojnego. Zagrożenie (rodzajowo) jest dostrzegane wcześniej, jednak spodziewana napaść już nie. Nie znamy zamiarów przeciwnika, znamy tylko jego zdolności militarne. Konstrukcja samoobrony nie znajduje w tym kontekście zastosowania, ponieważ zagrożenie jest oddalone w czasie i nie jest pewne, że się zrealizuje.
Głównym uzasadnieniem operacji prewencyjnej jest skala destrukcji po zastosowaniu broni masowego rażenia. W takiej sytuacji brak działania miałby znacznie poważniejsze skutki niż zbrojna operacja prewencyjna, natomiast zastosowanie broni masowego rażenia (przez państwo lub przez terrorystów) utrudnia lub uniemożliwia klasyczną samoobronę. Operacja prewencyjna winna być poprzedzona wyczerpaniem innych pokojowych środków.
U podłoża operacji prewencyjnej leży też przekonanie, iż dotyczy ona nie tylko i nie zawsze bezpieczeństwa państwa, które ją przeprowadza, ale również do pewnego stopnia interesów innych zagrożonych państw. Operacja taka zakłada więc szersze definiowanie bezpieczeństwa oraz pojemniejsze rozumienie zagrożeń.
Pojawia się zasadnicze pytanie i problem: czy każde państwo ma prawo prowadzić własny program nuklearny oraz czy ma prawo posiadać broń jądrową? W odpowiedzi wskazać trzeba poddanie się międzynarodowym instrumentom kontrolnym, przy czym dążenie do posiadanie broni jądrowej bez jakiejkolwiek kontroli może stanowić zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa.
Operacja prewencyjna niesie ze sobą niezwykle trudne problemy dowodowe, które bardziej niż faktów dotyczą oceny prawdopodobieństwa zagrożenia oraz intencji potencjalnego przeciwnika, czyli w większym stopniu elementów subiektywnych. Uzyskanie pewności zagrożenia i udowodnienie jego istnienia wydają się niezwykle skomplikowane.
Najbardziej znany współczesny przypadek zbrojnej operacji prewencyjnej, to zbombardowanie przez Izrael w 1981 roku irackich instalacji atomowych (w budowie), a w 2007 roku rozpoczętej takiej budowy w Syrii. Kontynuacją były w 2025 roku bombardowania istniejących już instalacji nuklearnych w Iranie przez lotnictwo USA i Izraela. W tych przypadkach poddanie się międzynarodowej kontroli nie istniało albo tylko w niewielkim stopniu. Niekwestionowane są też w różnych okresach groźby Iraku lub Iranu pod adresem Izraela, w których formułowano zamiar użycia broni jądrowej przeciwko temu państwu.
W operacji przeciwko Irakowi w 2003 roku USA i Wielka Brytania nie zastosowały formalnie koncepcji operacji prewencyjnej, lecz powołały się na uprzednie rezolucje RB (w tym na aktualność rezolucji 678 (1990), zezwalającej na użycie siły przeciwko Irakowi) oraz ich stałe naruszanie przez Irak. Niezależnie od spornej argumentacji prawnej operacja zbrojna w Iraku w 2003 roku miała pewne słabości: nie uzyskano wysokiego stopnia prawdopodobieństwa zagrożenia ze strony Iraku i jego zdolności militarnych (program jądrowy Iraku był jeszcze daleki od finalizacji), ani nie znaleziono na terytorium Iraku broni jądrowej (w przypadku takich państw całkowitą pewność osiąga się dopiero po zajęciu terytorium). Znaleziono natomiast wcześniej zasoby broni chemicznej oraz biologicznej.
Konkludując, przypadki operacji prewencyjnej stanowią w praktyce wyjątek. Zbrojna operacja prewencyjna (bez zgody RB) nie ma, jak dotąd, solidnych podstaw w prawie międzynarodowym, chociaż jej uzasadnienie pozaprawne wydaje się niebłahe. Problem zbrojnej operacji prewencyjnej nie znika jednak przez uznanie jej za nielegalną.
8.
Wraz z rozwojem technologii pojawiają się nowe problemy związane z definicją ataku zbrojnego i samoobrony. Dotyczy to cyberataków skierowanych na obiekty cywilne i wojskowe w czasie pokoju lub konfliktu zbrojnego.
Definicja cyberataku, ustalenie jego autorów, a wreszcie sposobu nań reakcji nie są oczywiste. Chodzi zwłaszcza o to, czy cyberatak stanowi użycie siły i czy można go zakwalifikować jako napaść zbrojną (armed attack) upoważniającą do samoobrony. Ważna jest nie tylko skala cyberataku, ale także rodzaj i zakres wyrządzonych szkód – czy tylko chwilowe zakłócenia lub uszkodzenie, czy też paraliż ważnych funkcji państwa.
Sprawcami są cywilni hakerzy, działający niekiedy w imieniu państwa, lub jednostki specjalne sił zbrojnych. Cyberatak może mieć charakter ofensywny, ale pojawia się również jako instrument samoobrony lub odstraszania (atak, reakcja na atak, zapobieganie atakowi).
Dodatkowe trudności łączą się z ustaleniem sprawcy cyberataku – wobec kogo reagować, na kogo nałożyć sankcje (państwo, grupa nieregularna, terroryści). Trudno jest również z góry określić nieuchronność ataku, ponieważ przybiera on postać milionów przepływów danych.
Jest to zatem bardziej skomplikowany wariant znanych już problemów z ustaleniem, z jednej strony, poziomu zagrożenia i momentu jego realizacji, a z drugiej strony, formy reakcji i przypisania odpowiedzialności.
Dotychczasowe uregulowanie prawne jest niewystarczające i rozwiązań należy szukać w interpretacji norm Karty, praktyki państw i prawa zwyczajowego. Odwołanie się tylko do naruszenia suwerenności wydaje się ryzykowne, ponieważ jest ona pojęciem prawnym stosowanym często jako wytrych, co może prowadzić do arbitralności i nadużyć. Naruszenia te powinny winno się raczej kwalifikować jako nieprzestrzeganie chroniących suwerenność konkretnych norm prawa międzynarodowego.
Znane przypadki cyberataków, w tym działań blokujących dostęp do sieci bankowej lub rządowego systemu informacyjnego (np. Estonia w 2007 r. i Gruzja w 2008 r.) wydają się niewystarczające, aby uznać je za równoważne z atakiem zbrojnym upoważniającym do (uzbrojonej) samoobrony. Ocena ta może być inna w przypadku sparaliżowania sektora energetycznego danego kraju lub unieruchomienia całości lub części jego sił zbrojnych.
Cyberataki stanowią wyzwanie w świetle artykułu 5 NATO, który zobowiązuje państwa członkowskie do reakcji na zbrojną napaść. Cyberataki mają formę kinetyczną (czyli ich skutki mogą destabilizować funkcjonowanie państwa) albo subkinetyczną (np. ingerencja w wybory, kradzież danych). Problemem w Sojuszu jest brak definicji „zbrojnej napaści” i w konsekwencji ustalenie progu, od którego cyberataki mają charakter kinetyczny (łączą się z pojęciem zbrojnej napaści i konfliktu zbrojnego), a które mają charakter subkinetyczny i nie zobowiązują do reakcji na zbrojną napaść.
9.
W każdej epoce pojęcia pokoju i wojny różnią się, podobnie jak zagrożenia bezpieczeństwa międzynarodowego. Pokój nie oznacza tylko braku wojny. Pokoju nie należy mylić z cmentarnym spokojem, ani też utożsamiać z pokojem za wszelką cenę (appeasement). Nie brak przykładów, że wojna staje się konsekwencją opacznie rozumianego pokoju, w tym tzw. walki o pokój. Użycie siły zbrojnej może być instrumentem zbrodni, ale niekiedy jedynym sposobem obrony i przywrócenia pokoju.
Najczęściej skonfrontowani jesteśmy z kontrowersjami dotyczącymi legalności użycia siły, nie należy jednak tracić z pola widzenia różnie uzasadnianego powstrzymywania się od jej użycia. Pasywność może przybrać formę odmowy udziału w legalnej samoobronie zbiorowej, tolerowania zbrodni międzynarodowych popełnianych przez państwo na własnej ludności (niehumanitarna nieinterwencja) albo też niezdolności (wojskowej i/lub politycznej) państwa do samoobrony. Do refleksji skłania od roku 2014 rosyjska agresja na w tym względzie sytuacji Ukrainy jako ofiary wandalizmu Putina.
Czy i w jakim stopniu reguły i zasady (prawne i pozaprawne) międzynarodowego ładu mają znaczenie dla utrzymania pokoju? Jak odnieść się do sentencji si vis pacem, para bellum? Czy pokój może być wynikiem użycia siły (wojny), a wojna rezultatem fałszywego pojmowania pokoju?
W okresie tzw. zimnej wojny Raymond Aron sformułował pogląd: „paix impossible, guerre improbable” (pokój niemożliwy, wojna mało prawdopodobna). Jak rozumieć tę opinię współcześnie?
Jeśli natomiast przyjąć, że „wojna jest kontynuacją polityki innymi środkami” (Carl von Clausewitz) można by dziś sądzić, że użycie siły jest w ostateczności dopuszczalne dla osiągnięcia politycznych celów, ale w ramach określonych przez reguły i zasady prawa międzynarodowego (rules-based). Innymi słowy, użycie siły w ramach międzynarodowego (nawet niedoskonałego) ładu, a nie tylko imperialnych interesów.
Jerzy Kranz
dr hab., emerytowany profesor Akademii Leona Koźmińskiego, b. podsekretarz stanu w MSZ, b. ambasador w RFN, członek Konferencji Ambasadorów RP
1 Zob. szerzej J. Kranz, Między wojną a pokojem: świat współczesny wobec użycia siły zbrojnej, w: J. Kranz (red.), Świat współczesny wobec użycia siły zbrojnej. Dylematy prawa i polityki, Warszawa 2009, s. 81-242 – https://kozminski.academia.edu/JerzyKranz
2 The Responsibility to Protect. Report of the International Commission on Intervention and State Sovereignty (December 2001).
3 “[T]he necessity of that self-defence is instant, overwhelming, leaving no choice of means, and no moment for deliberation” – The Caroline (exchange of diplomatic notes between United Kingdom, Ashburton, and the United States, Webster, 1841–1842).
Zdjęcie: Rada Bezpieczeństwa ONZ (w trakcie wystąpienia min. Radosława Sikorskiego. Źródło: Wikimedia Commons (od MSZ RP)