Powiedzieli, napisali: Ewa Łętowska o rozpychaniu się prezydenta, prerogatywach i liście proskrypcyjnej Romanowskiego

0
(0)

W rozmowie z Marcinem Zawadą opublikowanej 23 listopada w Onet.pl prof. Ewa Łętowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, była Rzecznik Praw Obywatelskich i była sędzia NSA, mówi o destrukcyjnym „rozpychaniu się łokciami” przez prezydenta Karola Nawrockiego, o jego konstytucyjnych kompetencjach i zachwianej równowadze władz oraz o tym, co jest kwintesencją autorytaryzmu Nie pomija też zagrożenia mrożącym efektem publikacji „listy Romanowskiego” 

[…] Legislatywa, egzekutywa i judykatywa — każda ciągnie do siebie, ale i się równoważy. Jeżeli między nimi panuje harmonijna współpraca, to wszystko jest w porządku, to jest takie napięcie właściwe.
Ale czasami bywa tak i my jesteśmy tego świadkami, że to napięcie przekracza normalny poziom. Wtedy zamiast współpracy mamy współzawodnictwo, ale takie trochę niezdrowe i trwa proces rozpychania się łokciami. Przeważnie ofiarą tego pada judykatywa, czyli sądy. W Polsce do tego dokłada się jeszcze stosunkowo młody wiek naszej demokracji i naszego mechanizmu podziału władzy.

[…] jeżeli w sporach politycznych odwołujemy się do pojęcia prerogatywy zamiast kompetencji, to przez to uszlachetnienie języka kupujemy cały bagaż historyczny. A prerogatywa wskazuje, że nikogo nie trzeba się pytać, nie trzeba się słuchać. Wykonuje się coś dlatego, że tak się chce. Podam przykład, jeżeli poprzedni pan prezydent mówił, że może tak naprawdę wskazać kogo on chce uznać za sędziego przez swoje mianowanie, no to w gruncie rzeczy znaczy, że nie czuje się związany z tymi wszystkimi procedurami, które poprzedzają desygnacje sędziów i ich ocenę, opiniowanie i tak dalej.

[…] 30. prerogatyw z artykułu 144. nigdy nie było rozpatrywane w nauce prawa. A o czym one właściwie były? Różne procedury i ceremonialne, i takie, które polegają na tym, że się kogoś na coś powołuje albo mianuje, i takie, które były poprzedzane całym łańcuchem rozmaitych procedur i rozmaitych aktów, i takie, które były wyłącznym aktem prezydenta. Na przykład rezygnacja prezydenta.

[…] Zaczęło się rozpychanie łokciami, skoro prezydent może udzielić prawa łaski, to może udzielić go w każdym momencie.

[…] Moja wola, ja decyduję, ja podpisuję. W związku z tym te wszystkie procedury kwalifikacyjne, opiniodawcze i tak dalej, są nieistotne. Mój podpis uzdrawia nawet to, jeżeli ta procedura była wadliwa. To w średniowieczu było tak, że ręka króla skrofuły leczyła. Jak władca położył rękę, to uzdrowił.

[…] określenie wzajemnych relacji pomiędzy poszczególnymi władzami to nie jest wyliczanka raz, dwa, trzy, cztery, pięć… To czasami jest takie pole martwe, w którym trzeba jakoś wyważyć te kompetencje.
No i wtedy dokonuje się wykładni na podstawie systemowej, czyli nie tylko z tego, jak jest wyraźnie sformułowany konkretny przepis, tylko z tego, jak jest sformułowana funkcja, relacja pomiędzy tym, że rząd ma rządzić, a prezydent w pewnych momentach reprezentuje, w pewnych momentach może przyhamować, może konsultować. Ale znowu, w mediach czytałam, że na przykład w pewnym momencie z ośrodka prezydenckiego wyszedł taki postulat, że chce się uzgadniać niejako a priori projekty ustaw. […] jeżeli się domaga tego w imię rzekomo istniejącej kompetencji, to takiej kompetencji nie ma. Prezydent może mieć oczywiście inicjatywę ustawodawczą, ale to jest co innego.

[…] kto może kontrolować? Ja mówiąc elegancko i ostrożnie bym powiedziała, że mamy rezerwy kompetencyjne, gdy idzie o kontrole właśnie po stronie sądu administracyjnego.

[…] sądy też tak samo ciągną w swoją stronę. No ale bywa, że nie umieją. Bywa, że są onieśmielone. Bywa, że chcą mieć święty spokój. Bywa, że są zmrożone. Przecież jeżeli teraz czytamy, że przebywający na Węgrzech dawny wiceminister spraw sprawiedliwości publikuje prywatną listę proskrypcyjną i pisze o tym, że jeżeli zmieni się władza, no to zacznie się rozliczanie i ta lista obejmuje również sędziów, obejmuje również naukowców….

[….] Państwo prawa i w ogóle prawo współcześnie jest powołane do tego, żeby kłaść kaganiec autorytatywnej władzy. Tej, która sobie uzurpuje za dużo. Tej, która nie chce mieć granic, tej, która nie chce uzasadnić swoich decyzji. Bo proszę zwrócić uwagę, chociaż na przykład odmowy uzasadnienia niektórych decyzji, dla mnie to jest już kwintesencja autorytaryzmu. To jest jakby powiedzenie: ja w ogóle nawet nie chcę z tobą gadać, nie chce mi się z tobą gadać obywatelu. Po prostu nie chcę ci powiedzieć dlaczego. Nie, bo nie. Nie mam twojego płaszcza i co mi pan zrobi?

[…] [w tym kierunku idziemy] […] Jeżeli prerogatywę będziemy rozumieli jako akt, który sanuje poprzednie proceduralne, zgodne z prawem wymagania. [ …] jako akt, który nie wymaga żadnego wyjaśnienia, na przykład w wypadku odmowy. To przecież my mamy już wtedy kwintesencję zanegowania demokracji, która zdaje sprawę przed obywatelem. I to jest właśnie autorytaryzm.

Zdjęcie: Autorką jest Judyta Papp

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Henryk

Ostatnio Prezydent twierdzi, ze jest projektem obywatelskim ,a w kampani wyborczej powiedział,że jest projektem Jarosława Kaczyńskiego, no to czyim w koncu jest?