Jest grudzień 2025 roku: Komisja Europejska zatwierdziła wniosek Polski o zgodę na pomoc publiczną na budowę elektrowni jądrowej w Lubiatowie.
Był rok 1974. Przed trzema laty rząd PRL podjął decyzję o budowie elektrowni jądrowej. Od roku jestem reporterem w popularnym tygodniku „Kulisy” i, wysłany do miejscowości, gdzie ma stanąć siłownia, jadę zbadać stan umysłów mieszkańców kaszubskich wiosek znad Jeziora Żarnowieckiego. Reportaż pod tytułem „Na wsi atomy” ukazał się w Kulisach nr 37/74.
*****
Ryby w jeziorze na pewno szlag trafi. Tak dziś uważają ludzie w Lubkowie nad Jeziorem Żarnowieckim, położonym wśród malowniczych wzgórz, na którego brzegu stanie atomowa siłownia. W Lubkowie ludzie z niepokojem oczekują elektrowni i tego, co budowa przyniesie i zmieni. Mówią, że woda w jeziorze będzie ciepła, nawet w zimie jej temperatura nie spadnie poniżej 18 st. C. I że władze wmawiają im, iż to właśnie przyciągnie turystów, bo do jeziora wpuści się „specjalne” ryby. Rybami zajmie się profesor Zawisza, założy hodowlę amura w najpłytszym kątku jeziora, do którego nagrzana przez elektrownię woda dopłynie kanałem. Stąd ciepła woda stopniowo przedostawać się będzie do pozostałej, większej części jeziora i wydaje się, że w niej równowaga termiczna wody nie będzie zanadto zakłócona. Żeby temu zapobiec, w kanale zainstaluje się specjalne fontanny – agregaty, wyrzucać będą wodę w powietrze, co powinno skutecznie ją schłodzić.
– Ale kto by we wsi wierzył w te historie z rybami – mówi lubkowski sołtys. – Jeszcze teraz, póki nie ma tej elektrowni, to przynajmniej tu rybka, a tu grzybek, a później to nie wiadomo, czy te grzybki nam zostaną. Ale najgorsza jest niepewność, bo ciągle mówią inaczej: raz, że kanał będzie mieć 200 metrów szerokości, a wtedy część ludzi z Lubkowa wysiedlą, a innym razem mówią, że zaledwie 40, a wtedy rozbiorą tylko jedną stodołę i jedną chałupę. Zresztą co tam elektrownia, to odległa przyszłość, gorsze dla mieszkańców Lubkowa są straty wyrządzone przez badania geologiczne, które do jej budowy były potrzebne. – Wiercili do nich otwory głębokie na 10 metrów, potem trotyl wrzucali i fotografowali wybuch. Po co im to było – zastanawia się sołtys – może szli za żyłą nafty, podobno jest nafta w okolicy i tak doszli na moją łąkę. I wybuchami zniszczyli mi całą drenarkę, którą miałem na łące. Zapłacili, a jakże, dostałem 120 złotych.
W samej wsi też robili wybuchy. U jednej baby dachówki się od tego posypały. U mnie nie, bo strzecha. Robili jeszcze inne badania do budowy elektrowni: u mnie w ogrodzie stali i puszczali balony, jakimś wodorem wypełnione. Ten wodór u mnie, też w ogrodzie, trzymali.
Elektrownia stanie na południowo-wschodnim brzegu jeziora. Będzie wkomponowana w krajobraz. Budowa ma być ukończona w latach 80. Przewidywaną moc 1500–2000 MW wytwarzać będą dwa bloki jądrowe. Pierwotny wsad paliwa to 40 ton. Co roku wymieniać się będzie 14 ton. Zanim stanie elektrownia wybuduje się dwie drogi w celu przewiezienia elementów konstrukcji, ważących nawet po 200 ton, oraz bocznicę kolejową. Projektanci uważają, że właściwie ta bocznica nie jest potrzebna, bo paliwo można dowieźć furgonetką, ale takie już są wymagania RWPG-owskiego Interatomenergu – paliwo dowozi się specjalnie przygotowanymi transportami kolejowymi. Szkoda, bo sporo pięknego lasu pójdzie pod siekierę. Ponadto, wzdłuż wschodniego brzegu jeziora wykopie się kanał do odprowadzania ciepłej wody (turbiny poruszane są przez parę wodną, pod tym względem elektrownia jądrowa nie różni się jeszcze od elektrowni tradycyjnych).
Ludzie znad Jeziora Żarnowieckiego, kilka tylko kilometrów od morza, nie elektrownią jądrową dziś żyją. Ważniejszym problemem jest choćby powódź, która niedawno się skończyła. O niej wolą mówić, przecież od dawna co trzy, cztery lata Piaśnica (łączy jezioro z morzem) wylewała tak, jak ostatnio w czerwcu, kiedy na polach fale były jak na morzu przy sztormowej pogodzie. Bo właśnie przez sztormy są te powodzie. Gdy przyjdzie taki sztorm od północnego zachodu, wtedy ujście rzeczki zatyka piasek. Dwie stare pompy nie nadążają z przepompowywaniem wody z rzeczki do morza i Piaśnica wylewa. Jeśli do tego dołączą się jeszcze obfite deszcze, to następuje koniec świata. Co na to wszystko może poradzić jedyny pracownik przepompowni, gdy sam, łopatą, musi przekopać 150 metrów zakorkowanej piaskiem rzeki Piaśnicy? I to są te ważniejsze rzeczy od elektrowni, nawet atomowej, ważniejsze i bliższe ludziom. Jeszcze jest ważne, czy elektrownia telewizji nie będzie zakłócać, bo na przykład sołtys w Lubkowie bardzo lubi patrzeć w jeden ze swoich dwóch telewizorów, a najbardziej na wesołe filmy. Z telewizji także wie, jak w takiej elektrowni atom wytwarza prąd. Może nie umie tak szczegółowo wyjaśnić, co i jak działa, ale ma ogólne pojęcie. Ale najlepiej by powiedział, gdyby zajrzał do środka, do tego, jak mu tam, reaktora. Żarnowiec leży kilometr od północnego brzegu jeziora, daleko od samej elektrowni i poza drugą strefą bezpieczeństwa. I elektrownia dla mieszkańców Żarnowca jest sprawą bardzo, bardzo odległą. Wiedzą, że stanie w ich okolicy, ale gdzie dokładnie, to już ich nie interesuje.
– Nas to nie dotyczy – uzupełnia żona – ci, których wysiedlają, to i owszem, oni pewnie mówią o tej elektrowni. A tu o czym mają ludzie mówić? O roli, zbiorach i świniach mogą mówić, to jest ich życie.
XXI wiek – wiek energetyki jądrowej, naprzeciw któremu budową swojej elektrowni atomowej wychodzi wreszcie Polska, nie dotyczy Żarnowca, przynajmniej w pojęciu jego mieszkańców.
– Świnie? Miałam ich osiem, ale jedno prosię padło na biegunkę, jeszcze od maciory pewnie przyniosło, więc teraz mam siedem… Całe 500 złotych diabli wzięli. I to jest ważne. Gospodarka, robota przy niej. Bo jak się robić nie będzie, to za przeproszeniem, gówno z tego przyjdzie. Zresztą bez przeproszenia. Dlatego u nas, w Żarnowcu, ludzie tylko o robocie myślą, żeby żniwa się udały i żeby PZU dobrze wyceniło straty w sianie, które od powodzi zgniło. O elektrowni nic nikt we wsi nie mówi. Przyszedł papierek, pismo od sołtysa, że zbudują, to niech budują, co nam do tego. I mieć z tej elektrowni nic nie będziemy, najwyżej młodzi.
Wieś żyje sprawami codziennymi. Einstein, Skłodowska, izotopy, elektrownia to już inny świat, choć ulokuje się tak blisko Żarnowca. Nie martwią się elektrownią, lecz tym, że „zgubią przez nią we wsi wodę”. W studniach żarnowieckich jest pyszna woda, na której świetnie gotuje się groch. I zimna taka, że aż w zęby łupie. A przez elektrownię zrobią im wodociąg. Więc żałują studni, mimo że niejedna niebezpiecznie sąsiaduje z gnojówką. „Nowe”, sadowiące się nieopodal Żarnowca, przyniesie wsi niewielkie tylko zmiany, tak przynajmniej wydaje się dzisiaj jej mieszkańcom. Woda z kranu – raz, ruch większy, aż cztery tysiące osób przyjdzie na budowę – to dwa. Po trzecie, poczta dostanie nową centralę telefoniczną. – Zupełnie automatyczna będzie – chwali się naczelnik poczty – żadne korbki, wtyczki, tylko samo będzie się przełączać! Byli już z województwa, mierzyli, bo dla centrali potrzeba pokoju 5 x 5 metrów, a na poczcie nie ma takiego, wynajmie się od sąsiada izbę, już z nim uzgodnili.
I jest jeszcze we wsi pewien niepokój. Bo ,,nowe’’ znaczy nieznane. A więc może i niebezpieczne. Pewien wczasowicz mówił nawet sekretarzowi, że to bardzo niedobrze, iż ta elektrownia tu stanie, bo zatruje wszystkich, wodę i powietrze także i jakieś choroby z tego będą.
Było już we wsi jakieś szkolenie na ten temat – z trudem przypomina sobie żarnowiecki sołtys – a mianowicie, jak się chronić przed tym atomem. – A, rzeczywiście, to nie o elektrownię chodziło, to o bombie było, też atomowej, ale to co innego chyba? – upewnia się sołtys i dopytuje się jeszcze: – A nie warczy to za głośno? Czy wybuchnąć może?
Nie ma drugiej dziedziny ludzkiej działalności – pisaliśmy na łamach „Kulis” – w której analizy urządzeń pod względem bezpieczeństwa i bezawaryjności osiągają taką wszechstronność, nie ma takiej możliwości nawet teoretycznego niebezpieczeństwa, której nie wzięto by pod uwagę. Trzęsienie ziemi – przewidziane. Eksplozja bomby w reaktorze, rozbicie samolotu o budynek – przewidziane. Inna złośliwość (ktoś wrzuca do wnętrza reaktora dodatkowy element paliwowy) – przewidziane i niegroźne. Nie mówiąc już o takich sprawach, jak zanieczyszczenie, minimalne nawet skażenie środowiska promieniotwórczymi izotopami, co po prostu wykluczyłoby z góry jakąkolwiek możliwość budowy takiego urządzenia jak elektrownia atomowa.
Osiemdziesięciokilkuletni staruszek, drepczący w południowym słońcu przez wieś, jest ufny. – Bać się? A czego się tu bać. W gazetach pisali, że wszystko ma być zabezpieczone, więc będzie…
A tymczasem, zanim cud XX wieku, siłownia jądrowa, wytworzy pierwsze kilowaty z atomowych jąder, wieś Żarnowiec, położona między jeziorem a morzem, żyje w swoim wciąż niezmiennym rytmie, pieją te same koguty co dawniej i kiełbasa z Wierzchucina jest stale zła, bo najlepsza jest z wejherowskiej masarni, i o te same co zawsze żniwa boją się rolnicy, żeby broń Boże! nie spadły deszcze, bo żyto zmarnieje.
Musi upłynąć trochę czasu, zanim w świadomości mieszkańców Żarnowca i okolicznych wsi elektrownia jądrowa stanie się równie oczywistym, codziennym elementem jak samochód czy traktor i zanim wtopi się w znany im krajobraz jeziora i lesistych wzgórz. Bo tak już jest, że technika i nauka często wyprzedzają ludzkie rozumienie świata i że człowiek z trudem nadąża za ich rozwojem.
Piotr Rachtan
Zdjęcie: Nieukończony główny budynek Elektrowni Jądrowej Żarnowiec. Źródło: Wikipedia.org. Autor: Mzywial