Jerzy Adam Stępień: O dwuwładzy wykonawczej

5
(1)

Zaskakująco częste sięganie przez obecnego prezydenta po weto może niepokoić, ale mieści się formalnie w konstytucyjnych ramach. Nadużywanie tej prerogatywy może stanowić podstawę zarzutu działania na granicy prawa, a w skrajnych – wręcz przekraczania tego, co w konstytucji dozwolone, ale co zawsze będzie dyskusyjne.

Inaczej ma się rzecz, kiedy prezydent usiłuje poszerzać swoje uprawnienia wchodząc w przestrzeń działania innych władz. Mamy wszyscy w świeżej pamięci skandaliczne próby przejmowania przez Andrzeja Dudę wyłącznej kompetencji sądu powszechnego poprzez, jak sam mówił, „uwolnienie sądu” od sprawy Kamińskiego i Wąsika. Pamiętamy z jakim trudem przywracana była w tym przypadku normalność i ile to trwało, i jakie rodziło koszty zarówno społeczne jak i finansowe.

Dziś powinna nam wszystkim zapalić się czerwona lampka na wiadomość o próbie poprzedzenia aktu wręczenia aktu pierwszej nominacji oficerskiej żołnierzom służb specjalnych. Nie musimy się domyślać, o co tu naprawdę chodzi, że chodzi o próbę miękkiego podporządkowania ich ośrodkowi prezydenckiemu. Młodzi oficerowie mają wyjść z takiego spotkania z przekonaniem, że rząd nie jest ich jedynym zwierzchnikiem, a Minister Obrony Narodowej ma nad sobą nie premiera, a przede wszystkim prezydenta.

To na razie mały krok w kierunku budowania nowej konfiguracji władzy wykonawczej ze zdecydowanie silniejszym ośrodkiem prezydenckim. Konstytucja zakazuje angażowania się prezydenta w tworzenie ugrupowania politycznego – stąd zakaz członkostwa w partii. Słyszymy jednak o takich zamiarach. Drogą do tego celu jest wykazanie, że dwugłowa władza wykonawcza jest nieracjonalna, że powinien funkcjonować jeden ośrodek władzy – lepiej by było tak, jak w Ameryce, niż tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie władza skupiona jest w parlamencie.

W początkach transformacji miałem zasadnicze trudności, by wytłumaczyć nawet i prawnikom amerykańskim, dlaczego mamy i prezydenta, i premiera. Wzruszali ramionami kwitując moje wywody uwagą, że przecież nie mamy króla, więc po co nam premier – jedna osoba na czele rządu przecież, tak jak u nich, wystarczy.

Po ponad trzydziestu pięciu latach widać wyraźnie, jakim błędem było wprowadzenie powszechnych wyborów prezydenta. Otworzyliśmy tym samym drogę dla populizmu, z którym się borykamy z niewielkimi przerwami. Doczekaliśmy teraz prezydenta, który został wybrany z błogosławieństwem Trumpa, a nawet w dużej mierze dzięki niemu. Wprowadzając bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów, umocniliśmy przekonanie o władzy jednostki jako lepszej od tej, która musi szukać porozumienia z reprezentacja gminy. Do czego to nas zaprowadzi? Czy ci, którzy wprowadzali ten system wyborów, mieli świadomość, do czego otwierali drogę?

Jerzy Adam Stępień

Autor wcześniej opublikował ten komentarz na swoim profilu FB

Tytuł od redakcji MK

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 5 / 5. Vote count: 1

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 1 głos
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów