Psycholog i analityk sondaży dr Andrzej Machowski w opublikowanym 16 sierpnia w Gazecie Wyborczej komentarzu „Demokraci i <<republikanie>>, wersja PL. Co dzieli Polaków?” dowodzi, że „Podział, z jakim mamy do czynienia w Polsce, ma przede wszystkim charakter tożsamościowo-kulturowy, a klucz do wyborczego zwycięstwa kryje się w mobilizacji swojego obozu.”
Zgadzam się z autorem co do diagnozy (o jej sondażowych szczegółach należy przeczytać w tekście Machowskiego). By jednak zdecydować o terapii, która doprowadzi „demokratów” do zwycięstwa nad „republikanami” przez mobilizację całego obozu, trzeba jeszcze znaleźć odpowiedzi na szereg pytań, z których pierwsze i najważniejsze brzmi: Co zrobić, żeby „demokraci” czyli antypisowcy i kontrkonfederaci przestali się mazgaić i ruszyli d…?
Są i następne:
Co zrobić,
- żeby partie demokratów porzuciły punkt widzenia wielepów i zaczęły naprawdę słuchać tych, co rzeczywiście wiedzą lepiej – ekspertów, badaczy – socjologów, psychologów społecznych ale także aktywistów i wszelkich ludzi dobrej woli, w rodzaju Andrzeja Celińskiego i niezliczonych internautów?
- żeby przez dwa lata owe partie zbudowały zaplecze eksperckie, którego zaleceń nauczyłyby się słuchać i je realizować?
- żeby działacze polityczni zawiesili lub porzucili swoje marzenia o wygodnym życiu na partyjnej posadzie, bo jak tak dalej pójdzie, to i tak stracą tę możliwość?
- żeby politycy demokratyczni nauczyli się widzieć rzeczywistość taką, jaka jest, czyli żeby jedni przestali na nią się obrażać, a inni – zdjęli różowe okulary?
- żeby ci sami działacze nie na chwilę, a na stałe odrzucili partyjniactwo i przekonali nas, że partie demokratów kierują się najpierw interesem państwa, a własnym – w drugiej kolejności?
- żeby politycy przestali, jak pies Pawłowa na zapaloną żarówkę, reagować na wypisywane w serwisach społecznościowych przez ograniczoną bądź sztuczną inteligencję głupoty i fejki, których celem jest wyłącznie dezorientacja i sianie nienawiści?
- żeby aparat partyjny zawiesił, a najlepiej – pożegnał się z zabieganiem o swoją pozycję na rzecz interesu całego obozu demokratów?
Na pierwszy rzut oka nie ma dobrych odpowiedzi na te pytania. Wydaje się to wszystko zadaniem niewykonalnym: partie zapatrzone w swoje wcześniejsze rojenia o słabości antydemokratów („republikanów”) przestały słuchać nas – obywateli, komentatorów, ekspertów i wizjonerów, jednym słowem – wyborców. Są zapyziałe, głuche i ślepe. I jeżeli wstrząs wygranej Nawrockiego, który obnażył wszystkie słabości demokratycznego obozu, nie obudził partyjnych bonzów i ich teczkowych przydupasów, to – być może jedyna obrona przed bliskim już wzięciem Polaków za mordę jest w obywatelskim pospolitym ruszeniu, by – nie oglądając się na partie, nie w kształcie jakiegoś neo-KOD, bo ta formuła już się przeżyła, lecz w postaci całkowicie zdecentralizowanego szerokiego ruchu, ruchu obywatelskiego właśnie, wziąć się za bary z naszym wrogiem.
„Demokraci” opisani przez Andrzeja Machowskiego to nie jest przypadkowa zbieranina ludzi o sprzecznych nieraz poglądach. Po prostu mają różne zajęcia, rozmaite zainteresowania, odmienne priorytety. Ale przecież w 2023 roku udało się ich poruszyć i, jak jedna drużyna, poszli do urn. Wielka w tym była zasługa osobistej ciężkiej pracy Donalda Tuska. Za dwa lata tak nie będzie, premier ma na głowie cały ten polski bajzel i po prostu nie będzie mógł obsłużyć sprzecznych nieraz potrzeb i oczekiwań różnych grup społecznych.
Musimy zatem jak najszybciej przejść na samoobsługę.
Do tego jednak powinny (tu wstawiam warunkowe „być może”) wezwać i przekonywać do sensu wszelkiej aktywności osoby uznane za autorytety, jak Olga Tokarczuk, Lech Wałęsa, Joanna Szczepkowska, Adam Strzembosz, Adam Wajrak (wymieniam przykładowe postaci z różnych półek i przegródek, ale taka rozmaitość przyda inicjatywie wiarygodności i zapewni trafienie do różnych baniek).
To wszystko wskazuje nam nasza wspólna, łącząca a nie wykluczająca busola, na którą składają się szacunek do osoby ludzkiej i dbałość o jej niezbywalną godność, troska o środowisko, otwartość na innego, przyjaźń i solidarność – prawdziwe, a nie pozorne – z sąsiadami, uznanie dla pierwszeństwa rządów prawa i dla wspólnoty wartości europejskich, duma z przynależności do Europy, odżegnanie się od polexitu i naiwnej wiary w magnetyczną potęgę polskiej odrębności.
Jeśli ktoś o nią zapyta – chętnie odpowiem: opisywana tu busola ukryta jest w naszej Konstytucji.
Piotr Rachtan,
19 sierpnia 2025
Zdjęcie: Marsz Miliona Serc
,,wziąć się za bary z naszym wrogiem” ??? – to przecież brzmi jak wezwanie do wojny polsko-polskiej. A sąsiedzi zacierają ręce , bo gdzie dwóch się bije to trzeci korzysta.