Zapytałem wczoraj (24 sierpnia) na portalu X, ex-Twitterze, czyli publicznie pana prokuratora Michała Ostrowskiego – z którym się nie znamy i nigdy nie spotkaliśmy – o to, co się udało dobrego zrobić w Prokuraturze w latach 2016-2023, kiedy to rządy sprawowało środowisko związane ze Stowarzyszeniem Ad Vocem oraz, rzecz jasna, Zbigniew Ziobro. A szerzej, kiedy Ministerstwo Sprawiedliwości było domeną jego partii. Pan prokurator Ostrowski wciąż formalnie zajmuje stanowisko Zastępca Prokuratora Generalnego, a wcześniej przez kilka lat współtworzył i kierował Departamentem do Spraw Przestępczości Gospodarczej.
Zapytałem, ponieważ w jednym z ostatnich wpisów, w dn. 23 sierpnia 2024 r., pan prokurator Ostrowski, kierując swe słowa do prokuratora dr. Piotra Turka, wskazał: „Przez 8 ostatnich lat, naprawdę dużo się udało. Weźcie to pod uwagę legislatorzy i ich opiniodawcy.”. Jestem twórcą jednego z dwóch projektów reformy Prokuratury oraz członkiem Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, pracującej nad potencjalną nową ustawą, więc apel ten pośrednio skierowany jest także i do mnie.
Do tej pory pan Ostrowski, również w czasach, gdy jego władza i wpływ były znacznie silniejsze, nie był zainteresowany dialogiem z takimi prokuratorami, jak Piotr Turek, jak ja, jak inni prokuratorzy, którzy mają umiejętność kreacji, pomysły, kompetencje przynajmniej w określonych obszarach zawodowych. Mówię zwłaszcza o tych, którzy nie przynależą do żadnych stowarzyszeń i związków prokuratorskich, a takich jest zdecydowana większość. Pan Ostrowski oraz jego koleżanki i koledzy z kierownictwa dla takich ludzi – jeśli nie tańczyłeś, jak oni grali – przez osiem lat mieli do zaoferowania głównie represje, boczny tor, a w najlepszym razie ignorowanie. Coś wiemy na ten temat, mimo że ja i co najmniej parędziesiąt innych osób do LEX SUPER OMNIA nie należymy, ale swoją niezależność zachowywaliśmy.
Odpowiedzi od pana Michała Ostrowskiego nie doczekałem na razie. Pewnie umknęło mu moje pytanie w natłoku jego aktywności na X, w czym przypomina mi inną osobę z zupełnie przeciwnej strony barykady. Może, po prostu, niedziela, chwila przerwy. A może, szeregowy przedstawiciel prokuratorskiego „plebsu”, niezmiennie od 21 lat z szeregiem śledztw na biegu i oskarżeniami w sądach, nie jest zbyt godzien uwagi Zastępcy Prokuratora Generalnego.
Doczekałem się jednak odpowiedzi – za co dziękuję – od prokuratora Jacka Skały oraz od anonimowego prokuratora (jakież to, niestety, typowe dla nie całej, ale większości naszej grupy zawodowej, niezależnie od światopoglądu – krytycy oraz bojownicy o wolność i wartości, ale anonimowo, lub przy porannej kawie w zaciszu gabinetu; wiele to mówi o kulturze instytucjonalnej Prokuratury przez pokolenia…).
Zatem osiągnięcia owe, według moich interlokutorów, to:
- utworzenie pionu zwalczania przestępczości finansowej i gospodarczej (Nie kwestionuję; uważam to za bardzo dobrą koncepcję.);
- „Departament Cyber i kilka projektów” (No i… ?);
- „odwołanie” w k.p.k. modelu procesu kontradyktoryjnego (Nie wiem, czy to sukces. Fakt, reforma lipcowa z 2015 r. była nieprzemyślana i jeszcze gorzej przygotowana organizacyjnie, a w istocie nieprzygotowana- ale zamiast kasować, można było wstrzymać, poprawić i wznowić, dać szansę);
- PROKSYS (Ciekawe. Nie twierdzę, że informatyzacja jest niepotrzebna, wręcz przeciwnie. Fajnie, że próbowano ten kierunek rozwinąć. Szkoda tylko, że dla szeregowego prokuratora i dla sekretariatów PROKSYS to porażka, a już na pewno tak było na wstępie. Dramatycznie nieintuicyjny, generujący zbędne działania, przeładowany funkcjami interfejs, w których ciężko znaleźć to, czego się szuka. A przede wszystkim, mimo wad i skomplikowania, wprowadzony w całości praktycznie z dnia na dzień, z pozorowanymi szkoleniami przez „instruktorów”, którzy nie raz sami nie wiedzieli, o czym mówią, tak to wszystko niejasne i zawikłane było i częściowo jest. Można było prościej, sensowniej. O koszcie tego programu nie wspominam, bo nie znam danych.);
- „1200 asystentów” (Ale co, tysiąc dwustu? W sumie na dziś? Czy 1200 nowych od 2016 r.? Nawet jeśli, to np. ja przez ostatnie trzy lata w Prokuraturze Regionalnej nie miałem żadnego asystenta, a obecnie moja asystentka ma na głowie trzech prokuratorów; o asystentach w rejonach nie wspomnę nawet…Szału nie ma.);
- prowadzenie śledztw przez prokuratury regionalne (Zgadza się i nawet słusznie – tyle, że kosztem znacznego wydrenowania prokuratur rejonowych z kadry prokuratorów, w związku z czym te ledwie zipią.);
- obowiązkowe dyżury prokuratorskie (zdarzeniowe) dla wszystkich prokuratorów, także z tych wyższych szczebli (Jasne, w porządku, dobra rzecz. Tyle, że to „plaster” na dysfunkcję systemową, na zły model Prokuratury.);
- podwyżki dla pracowników 1100 zł w 2019 r. „zjedzone przez inflację” (Trudno mi to nawet komentować. Rządy Zjednoczonej Prawicy miały tak samo urzędników i pracowników Prokuratury kompletnie „w poważaniu”, zwłaszcza finansowo, jak i wszystkie poprzednie. Gdyby było inaczej, Jacek Skała, który ten argument podał, i Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury nie walczyliby teraz z nowym rządem, całkowicie słusznie, o znaczące podwyżki dla urzędników).
To wszystko. To może od siebie dodam zatem – w miarę moich subiektywnych możliwości bycia obiektywnym i zasobu pamięci – co się jeszcze udało na pewno:
- powrócić do centralizacji pionu zwalczania przestępczości zorganizowanej (Acz zamieniono go, przynajmniej w przypadku niektórych wydziałów, w jego karykaturę. A prokuratorów sprowadzono do roli aplikantów. Trudno też znaleźć jakąś koncepcję, czym ten pion – choć niewątpliwie potrzebny w jakiejś formule – ma być, poza lepiej płatnym stanowiskiem pracy.);
- wprowadzić do k.p.k. parę dobrych przepisów, bez wchodzenia tu w szczegóły;
- nieco, podkreślam nieco, ograniczyć odwieczną fetyszyzację statystyki. No to tyle. Jak na ponad 7,5 roku rządów, szału nie ma, powtórzę.
To może teraz o tym, co się, moim zdaniem, „udało” i co się nie udało w latach 2016-2023.
„Udało się” przekonać niejednego prokuratora, że 6-letnie rządy Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta i jego współpracowników, pełne wad i dysfunkcji kontynuowanych z lat wcześniejszych, czas zastoju, były czasem normalności, stabilności i w miarę spokojnej pracy.  „Udało się” pod pełnymi demagogii argumentami postawić na czele Prokuratury czynnego polityka ze wszystkimi tego fatalnymi konsekwencjami. Pożądanymi dla twórców tego rozwiązania, ale na pewno nie dla Rzeczpospolitej i jej racji stanu.
„Udało się” – niezależnie, jaki był stan faktyczny i prawidłowa ocena prawna w konkretnych sprawach – przekonać dużą część opinii publicznej, że ostatnie, czego można spodziewać się po Prokuraturze, to obiektywizm, bezstronność i odporność na polityczną presję.
„Udało się” – bezmyślnymi lub mściwymi decyzjami kadrowymi związanymi z degradacjami, masowym ściganiem za publiczne wypowiedzi i przymusowymi, wielomiesięcznymi delegacjami po kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania – zbudować Stowarzyszenia LEX SUPER OMNIA, którego członkowie nie mają powodu dziś kochać pana Ostrowskiego i jego towarzyszy. A wręcz przeciwnie. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę…
Przy okazji potwornie spolaryzowano, skłócono nasze środowisko.
W przypadku jednego z prokuratorów, delegowanego ze Szczecina do Przemyśla, być może nawet „udało się” przyczynić się tym do jego śmierci. Wciąż czekam na ustalenia śledztwa w tej sprawie.
Tymi samymi działaniami „udało się” zastraszyć gros środowiska prokuratorskiego i tak zawsze skorego en masse do bierności. A sporej ludzi młodych adeptów naszego zawodu wtłoczyć do głów, że możesz awansować, nawet bardzo szybko, bylebyś „nie podskakiwał”. Że etyka nie ma znaczenia.
„Udało się” powołać lub delegować w niektórych przypadkach na wysokie stanowiska prokuratorskie (np. prokuratorów Prokuratury Krajowej) ludzi, którzy nie mają kompetencji do zamiatania ulic, a co dopiero do bycia prokuratorem.
W efekcie „udało się” otworzyć puszkę Pandory, furtkę co najmniej do rozważania, albo i do praktycznego wprowadzenia degradacji i weryfikacji jako stałego mechanizmu przy każdej zmianie władzy w Prokuraturze.
„Udało się” odsunąć że stanowisk merytorycznych, wykonawczych mnóstwo ludzi, którzy znali się na robocie, tylko dlatego, że nie spełniali kryterium bierny, mierny, ale wierny. I to nawet, o paradoksie, ludzi utożsamianych jako bliższych ówczesnemu kierownictwu. Znam przynajmniej jeden taki przypadek. „Udało się” traktować ludzi jak ścierki, odwołując ich z dnia na dzień, faksem, po latach nienagannej pracy w różnych miejscach.
„Udało się” obsadzić na stanowiskach kierowniczych sporo miernot, psychopatów, ludzi kompletnie nie przygotowanych do pełnienia funkcji zarządczych, albo / oraz niekompetentnych. Ale „swoich”, lub przynajmniej wystarczająco „elastycznych”, jak trzeba. Uczciwie jedynie przyznaję, że tu szerokie „zasługi” ma każda ekipa dowodzącą Prokuraturą. Dwadzieścia pięć lat w Firmie w bardzo różnych miejscach dało mi niezły przegląd.  „Udało się” mnożyć bez końca, prawnie lub może i czasem bezprawnie, liczne zarządzenia, wytyczne, polecenia i Bóg wie, co jeszcze. Inflacja carskich ukazów.
„Udało się”, poprzez wewnętrzne konflikty polityczne i personalne na szczytach obozu Zjednoczonej Prawicy, wbrew ustawie nie waloryzować wynagrodzeń sędziów i prokuratorów przez trzy lata, za co Skarb Państwa płaci teraz koszty odsetek i procesów.
Zamiast zainicjować zbudowanie racjonalnego systemu zawodowej odpowiedzialności lekarzy i reszty personelu medycznego, „udało się”, napędzając fobiami jednego człowieka, rozdmuchać sprawę do rozmiarów wydziałów ds. błędów medycznych i to gdzieniegdzie na poziomie regionów. Nie osiągnięto nic, poza straszeniem medyków i zmarnowaniem milionów złotych na ekspertyzy medyczne, na których zarobili inni lekarze jako biegli i pośredniczący w tym przedsiębiorcy.
„Udało się” w 2018 r., po 10 latach prowadzenia w Gdańsku śledztwa w sprawie wyjaśnienia jednej z najgłośniejszych w III RP sprawy uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, pokazującej różne patologie, odebrać mnie i moim kolegom to śledztwo. Akurat wówczas, gdy przygotowany został przeze mnie, z pomocą reszty zespołu, 800-stronicowy projekt decyzji końcowej, szczegółowo, z przywołaniem na każde twierdzenie dowodów, sprawozdającej naszą pracę i nasze ustalenia. Przypadek ? Nie sądzę…Ergo, opinia publiczna skutecznie została pozbawiona wiedzy o tym, co ją tak przez lata interesowało i bulwersowało. Kierownictwo (w części) pionu PZ, pod którego egidą się to zdarzyło, cieszy się nadal świetnym samopoczuciem i władzą w Prokuraturze, a sygnatariusz decyzji o odebraniu sprawy statusem sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
A co się nie udało?
Wróćmy na chwilę do PROKSYSU – nie zbudowano praktycznie żadnej łączności informatycznej między Prokuraturą a sądami. Zarówno w sferze technologii, jak i w praktyce działania. Zamiast tego priorytetem była wojna z sędziami. Skądinąd sędziów cechuje niejeden grzech, których nigdy nie potrafili i nadal dostrzec nie potrafią. Ale nie można było wybrać gorszej metody reformy sądownictwa. A skoro na czele Prokuratury stał główny jej twórca, to nic dziwnego, że nasza instytucja nie reagowała.
Nie udało się w żaden sposób wpłynąć na zreformowanie organizacji, szkolenia i działania Policji oraz służb specjalnych. Do tego Prokuratura jak była, tak jest zawalona milionem dochodzeń co roku i ponosi odpowiedzialność za wszelkie błędy niedoszkolonej, pozbawionej doświadczonych fachowców Policji. Prokurator, od góry do dołu, jeżeli stara się pracować uczciwie, co dzień nie wie, w co ręce włożyć.
Nie udało się w żaden sposób opanować chaosu prawnego w czynnościach operacyjno – rozpoznawczych wszelakich organów. Sprawa „Pegasusa” jest tylko wierzchołkiem tej góry lodowej.
Nie zrobiono kompletnie nic w zakresie racjonalizacji tajności materiałów niejawnych przekazanych do postępowania karnego. Niby drobiazg, ale tylko ktoś, kto pracuje na „pierwszej linii” z takimi materiałami, wie, jak obecny wieloletni stan rzeczy utrudnia sprawną pracę, o gwarancjach obrony nie wspominając. Tylko, żeby zdawać sobie sprawę z takich krytycznych niuansów, trzeba z tym pracować na co dzień, a nie od lat zajmować szefowskie posady, albo, co gorsza, siedzieć na „złotych” stanach spoczynku.
Nie udało się, bo nikomu nie zależało, napisać nowoczesnej ustawy dla naszej instytucji. Zamiast tego, legislacyjnego potworka z PRL, z 1985 r., wcześniej w nieskończoność nowelizowanego, przepisano i „podkręcono” w kierunku zamordystycznym. I tyle. Ważne było, że T.K.M…. Doprawdy, panie prokuratorze Michale Ostrowski, panie (były) prokuratorze Święczkowski, panie prokuratorze Hernand, pani prokurator Marczak itd. Gratuluję wspaniałych osiągnięć i sukcesów… Daleko mi do popierania czasów sprzed 2016 r. Nie wszystko podoba mi się, co dzieje się dziś. Ale to za rządów 2016-2023 pierwszy raz wstyd mi było, że jestem prokuratorem. Takie rzeczy trudno wybaczyć, a jeszcze trudniej zapomnieć.
Da się oddychać
Czy obecnie po 8 miesiącach rządów nowego Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego, Adama Bodnara i częściowo nowego kierownictwa Prokuratury jest dużo lepiej? Owszem, uważam, że jest nieco lepiej. Po prostu, da się oddychać.
Nadal mamy przedziwne decyzje. Nadal, niekoniecznie decydują kompetencje. Ważne są układy koleżeńskie, przypięte „łatki”, albo formalna przynależność do LSO, tak jak kiedyś do Ad Vocem. Liczne odwołania prokuratorów do macierzystych jednostek z delegacji wyżej paraliżują niejedno śledztwo. Niektóre posunięcia pachną tym samym, co tak przez lata krytykowano.
Czy jednak mogło być dużo lepiej już teraz?
Gdyby było więcej roztropności, otwarcia na ludzi spoza LEX SUPER OMNIA, być może. Ale nie spodziewałem się cudów. Stajni Augiasza nie da się wyczyścić w jeden dzień. A i Herkulesa brak. Gdyby jednak takowy się objawił, to przypominam, że on owszem, stajnię „ogarnął”. Tyle, że nurtem rzek, który zmiótł wszystko…Chyba nie tego potrzebujemy, Potrzeba za to dużo czasu, rozsądku i pracy.
Prokuraturę może uratować tylko zupełnie nowoczesna ustawa. Ustawa, na którą pana Michała Ostrowskiego et consortes nie było stać. Nawet o niej nie pomyśleli w swym samozachwycie. A czy stać będzie aktualnych decydentów, to się okaże. My taką ustawę w Komisji Kodyfikacyjnej przygotujemy. Ale nie od nas zależy jej uchwalenie.
Michał Gabriel-Węglowski
Autor opublikował ten polemiczny artykuł na swoim profilu w komunikatorze X (d. Twitter).