Demontaż państwa prawa w 2015 roku zaczął się od wyciągnięcia jego kamienia węgielnego: od unieszkodliwienia Trybunału Konstytucyjnego. Jak wiadomo, Prawo i Sprawiedliwość, które wraz ze swoim prezydentem dostało wtedy pełnię władzy, wykorzystało polityczny błąd koalicji Platformy Obywatelskiej i PSL, zainicjowany formalnie „wrzutką” posła Roberta Kropiwnickiego do projektu nowelizacji ustawy o Trybunale. Szczegóły były wielokrotnie nicowane, więc je pomijając przypomnę tylko, że odchodząca koalicja, wybierając na sędziów – prócz prawidłowo zatwierdzonych trzech profesorów: Romana Hausera, Andrzeja Jakubeckigo i Krzysztofa Ślebzaka – dwóch nadwyżkowych, dała do ręki partii Jarosława Kaczyńskiego nieoczekiwany pretekst, by prezydent Duda mógł odmówić przyjęcia ślubowania także od „prawidłowych” sędziów. Zamiast nich PiS, lekceważąc postanowienie tymczasowe Trybunału z 30 listopada 2015 r., w noc przed rozprawą w sprawie K 34/15 załatwił ślubowanie trzem dublerom.
O ich nielegalnym statusie wypowiedziały się już i sądy krajowe, i międzynarodowe trybunały, co zupełnie nie przeszkadzało rządzącej prawicowej kamaryli z prezydentem na czele. PiS twardo obstawał przy swojej wersji rzeczywistości konstytucyjnej. Dublerzy orzekali, zapadały wyroki europejskich trybunałów, konstytucjonaliści, opozycja parlamentarna i uliczna protestowały, ale pomysł PiSu – trwał
Z trójki dublerów dwaj zmarli, w ich miejsca weszli wicedublerzy… Kadencje ostatnich – Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka – upłyną, odpowiednio, 18 września 2026 i 30 stycznia 2027 roku.
Koalicja 15 października, która długo zwlekała z uzupełnianiem zwalnianych miejsc także po prawidłowo wybranych sędziach, w końcu 13 marca tego roku zabrała się za wybór prawdziwych sędziów, którymi zostali:
- Magdalena Bentkowska,
- Marcin Dziurda,
- Anna Korwin-Piotrowska,
- Krystian Markiewicz,
- Dariusz Szostek,
- Maciej Taborowski,
Karol Nawrocki zgodnie z konstytucją powinien niezwłocznie przyjąć ślubowanie od tych sędziów, nie – kandydatów na sędziów, tylko prawdziwych sędziów, którzy sędziami się stali w momencie wyboru przez Sejm. Niezwłocznie.
Obserwujemy jednak dziwaczny wygibus prezydenta, który przyjął ślubowanie tylko od dwójki z sześciorga wybranych jednego dnia sędziów: Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Pozostałych, mówiąc wprost – zlekceważył.
Pisał w Monitorze Konstytucyjnym Prawnik z Dużą Praktyką w „Instrukcji obsługi ślubowania Sędziego Trybunału Konstytucyjnego”
Jeśli Karol Nawrocki nie przyjmie ślubowania od nowych sędziów osobiście to, moim zdaniem, wystarczy, że nowo wybrani sędziowie Trybunału Konstytucyjnego powinni listami poleconymi – każdy z osobna – wysłać na adres prezydenta pisemną treść ślubowania, listem poleconym, koniecznie za dowodem doręczenia.
Ta czynność spełnia wymóg konstytucyjny. I koniec
Ślubowanie jest oświadczeniem woli, którego forma jest wtórna …: można je złożyć osobiście lub na piśmie.
Istotna jest jego treść prawna oraz to, żeby dotarło do osoby uprawnionej do jego odebrania.
A zapis Konstytucji jest prosty: nic nie mówi o tym, że Prezydent osobiście odbiera ślubowanie…
Jednak Karol Nawrocki głos Prawnika z Dużą Praktyką, jak i głos byłych prezesów Trybunału zlekceważył i uznał, że ślubowanie złożone na terenie Sejmu, w obecności rodzin i gospodarza obiektu oznacza rezygnację z mandatu. Prezydent podjął się zatem interpretacji najwyższego prawa Rzeczpospolitej. To akurat nic nowego, wielokrotnie już w czasie swojej paromiesięcznej kadencji ujawniał monarsze (i inne) skłonności.
Dwa tygodnie temu Sejm przed zakończeniem kadencji prof. Andrzeja Zielonackiego (28 czerwca) wybrał kolejnego sędziego: dr. hab. Sławomira Patyrę, profesora nadzwyczajnego w Katedrze Prawa Konstytucyjnego UMCS w Lublinie, członka Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego.
Pałac Namiestnikowski o jego ślubowaniu milczy.
Przed upływem kadencji obecnego parlamentu Sejm powinien wybrać jeszcze dwoje sędziów. Wtedy stary zespół sędziów, nazwijmy ich – narodowo-pisowskimi – skurczy się do raptem 7 sztuk. Nie ma co udawać, że z takim zespołem nie da się niczego dla prawicy ważnego unieważnić ani uzasadnić.
Czemu o tym wszystkim piszę? Bo nie wszyscy zdają sobie sprawę z użyteczności Trybunału dla politycznej siły dążącej do pełnej władzy nad państwem – nad losem narodu, mówiąc poetycko. I powtarzająca się kołomyja z wyborem i (nie)dopuszczeniem do orzekania sędziów Trybunału to klucz do realizacji tego planu. Przecież szatniarza („Nie mam pana płaszcza. I mi pan zrobi?”) w legalny sposób nie da się usunąć.
Wydarzenia od 2015 roku układają się w jeden logiczny scenariusz: prawica Kaczyńskiego zrobi wszystko, by nie dać szans na odzyskanie przez Trybunał jego niezależnej od władzy politycznej pozycji. Bo wszystko, zgodnie z doktryną Carla Schmitta, musi być podporządkowane politycznej woli. Naturalnie, woli prezesa. Andrzej Duda czasami bryknął, ale większych szkód nie zmalował. Tym niemniej Kaczyński tym razem się zabezpiecza, chce mieć całkowitą pewność, że jego woli stanie się zadość. Że przeprowadzi swój plan przejęcia władzy absolutnej bez użycia siły. I że społeczeństwo nie przegryzie wędzidła.
Tu – dygresja. Jarosław nie ma zaufania do mundurów. Nie otarł się nawet o uniwersyteckie studium wojskowe i mundur, dla niego hierarchia wojskowa, ba – solidarność korpusu oficerskiego, w którym kołaczą się resztki kodeksu honorowego to rzeczywistość obca, której zaufać nie można. Co innego służby, zwłaszcza własne od początku, jak CBA – ten świat podsłuchów, donosów, prowokacji jest mu bliski. I instytucje prawa, które – jeśli obsadzić je swoimi sługusami – mogą utrwalać władzę i potwierdzać jej wybory. Własne Służby i własne Trybunały to gwarancja, że państwo zdąża w pożądanym kierunku.
W którą stronę?
No przecież nie na Zachód!
Ach, zrealizować ten wymarzony Polexit, wreszcie zrzucić kajdany traktatów, odizolować się od jakiegoś TSUE-SRUE i od ETPC. Wtedy będzie można odetchnąć pełną piersią!
A czas goni, a właściwie – PESEL. Zdążyć pobyć dyktatorem, i to bez użycia przemocy, bo to jest narzędzie, nad którym się nie panuje. Ale za pośrednictwem przejętych instytucji prawa, z pomocą osadzonych w nich wiernych lokajów, to co innego. Historia będzie łaskawa. Zwłaszcza, gdy będą nad nią panować fachowcy jak dr. Nawrocki.
Dlatego bądźcie, moi mili rodacy, pewni, że Karol Nawrocki nie przyjmie ślubowania od sędziego Patyry i od dwojga kolejnych sędziów, wybranych przez Koalicję 15 Października, których kadencje rozpocząć się powinny 19 września tego roku i 1 lutego w roku przyszłym. On wie, że takie jest oczekiwanie Jarosława Kaczyńskiego, nawet jeśli ten nie miał okazji prezydentowi tego jasno zlecić/doradzić. Obaj zakładają – i zrobią wszystko – żeby przyszła koalicja (11 listopada?) PiS, Konfederacji Nowa Nadzieja i Konfederacji Korony (Polsko-Rosyjskiej) Brauna, po wygranych w 2027 roku wyborach powszechnych wyłoniła nie trzech, a siedmiu dublerów, z którymi opuszczenie Unii Europejskiej będzie gwarantowane. To spełni marzenie prezesa i przygotuje grunt pod nową konstytucję, daleko lepszą, niż projekt PiS z 2011 roku. Z gwarancją, że nikt, żadna międzynarodowa instytucja wreszcie nie będzie mogła się wtrącać do „naszych polskich spraw”, oceniać je i o nich wyrokować.
Poza prezydentem z Kremla.
Piotr Rachtan
Na zdjęciu: Sala narad w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego