Tak minister Żurek podsumowuje minione dwanaście miesięcy. To rok, w którym prokuratura – po latach paraliżu – ruszyła z miejsca. Afera wizowa, Fundusz Sprawiedliwości, RARS, Pegasus, Collegium Humanum, szpiegostwo – to nie są hasła z przemówień, lecz konkretne śledztwa z aktami oskarżenia, wyrokami i listami gończymi.
Żurek podaje twarde liczby: 2 akty oskarżenia w sprawie wiz, 11 osób z zarzutami, 27 przestępstw. Fundusz Sprawiedliwości – 4 akty, 2 wyroki, wnioski o uchylenie immunitetów. „Immunitet przestał być tarczą. Stanowisko czy przynależność partyjna nie chronią. Nazwisko nie ma znaczenia” – pisze. I to jest najważniejsze przesłanie: równość wobec prawa nie jest frazesem.
Dlaczego to trwa tak długo?
Bo prawo ma swoją procedurę. Bo podejrzany ma prawo do obrony. Bo akt oskarżenia musi być dopracowany, by nie rozpadł się w sądzie. I wreszcie – bo państwo nie może działać tak, jak działało za rządów PiS: wybiórczo, politycznie, na pokaz. „Rozliczenia to nie hasło, to codzienna, skrupulatna praca prokuratury i służb” – przypomina Żurek. I to widać: od zabezpieczania dokumentów w Fundacji Lux Veritatis, przez wezwanie Tadeusza Rydzyka na przesłuchanie, po akt oskarżenia przeciwko 29 osobom z Collegium Humanum – liczący 623 strony. To nie jest „nic się nie dzieje”. To jest mozolne składanie puzzli, gdzie każdy element musi pasować.
A jeśli sąd zawiedzie?
Tu pojawia się jeden z najtrudniejszych wątków: europejski nakaz aresztowania wobec Marcina Romanowskiego, uchylony przez sąd w trybie jednoosobowym, bez zawiadomienia prokuratury. Żurek nie kryje oburzenia: „Uzasadnienie postanowienia jest wewnętrznie sprzeczne”. Ale – i to jest kluczowe – nie ogłasza końca świata. Mówi: „Prokuratura składa nowy wniosek”. Bo tak działa państwo prawa: nawet gdy instytucja zawodzi, nie można jej ominąć. Trzeba działać w jej ramach, choćby to wymagało więcej czasu i wysiłku.
Trybunał Stanu: „Martwa instytucja” czy szansa?
Żurek kieruje do Marszałka Sejmu wnioski o rozważenie postawienia przed Trybunałem Stanu polityków, wobec których toczą się poważne postępowania. „Przez lata udawano, że Trybunał Stanu to martwa instytucja” – pisze. I pyta: „Co zrobi Sejm? Zobaczymy”. To pytanie, które wisi w powietrzu. Bo rozliczenie PiS to nie tylko prokuratura, to też polityczna wola. Jeśli Sejm zawiedzie, część odpowiedzialności spadnie na koalicję. Żurek wie, że nie może obiecać cudów – może tylko konsekwentnie kierować sprawy tam, gdzie powinny trafić.
Prezydent i weta: „Łańcuch na demokracji”
W osobnym wpisie Żurek zwraca uwagę na inną przeszkodę: prezydenta Nawrockiego, który w cztery miesiące zawetował niemal tyle ustaw, co Lech Kaczyński przez całą kadencję. „Weto miało chronić demokrację, a nie trzymać ją na krótkim, prezydenckim łańcuchu” – konstatuje. I dodaje: „Nawet ustawę, która miała zdejmować łańcuchy z psów, spotkał ten sam los”. To ironiczne, ale też gorzkie. Bo pokazuje, że odbudowa praworządności to walka na wielu frontach – także z instytucjami, które powinny jej służyć.
Co na to ci, którzy mówią: „Za wolno”?
Żurek nie odpiera tych zarzutów agresją. On po prostu pokazuje, jak wygląda rzeczywistość. Przypomina wyrok TSUE, który stwierdził, że polski Trybunał Konstytucyjny nie spełnia wymogów niezawisłego sądu. Albo proces Piotra Polaszczyka, skazanego na 14 lat za pranie pieniędzy z afery SKOK Wołomin. To nie są drobne sprawy – to fundamenty systemu, które trzeba naprawiać, zanim postawi się na nich nowy gmach. I nie da się tego zrobić w tempie, jakiego domagają się najbardziej niecierpliwi.
„Nie odpuszczamy”
Na koniec roku Żurek życzy nam „wiary w sens wspólnoty”. I właśnie o to chodzi: rozliczenie PiS nie jest zemstą jednej części Polski na drugiej. Jest przywracaniem wspólnych reguł gry, bez których żadna wspólnota nie przetrwa. To, co robi Żurek, to nie polowanie na czarownice – to sprzątanie po wielkim pożarze. I jak każdy, kto sprzątał po pożarze wie: najpierw trzeba wynieść gruz, potem sprawdzić, które ściany jeszcze stoją, a dopiero na końcu można malować. Waldemar Żurek wynosi gruz. I nie przestanie, nawet jeśli nie wszyscy widzą, że pod spodem jest już czysty beton.
Rozliczenia nie wyglądają jak filmik na Facebooku. Nie są memem, nie są show. Rozliczenia to procedury, akty oskarżenia, wnioski o uchylenie immunitetów, setki tomów akt, tysiące stron zarzutów. To praca, której nie widać, dopóki nie zapadnie wyrok. A wyroki – jak pokazują te grudniowe wpisy – już zapadają.
Żurek pisze wprost: „Odbudowa praworządności nie jest ani łatwa, ani szybka. Wymaga cierpliwości, konsekwencji i odporności na presję.” To zdanie powinno wisieć na drzwiach każdej instytucji publicznej. Bo przez lata niszczono fundamenty: prokuraturę podporządkowano politykom, służby wykorzystywano do walki z przeciwnikami, a prawo traktowano jak narzędzie, nie jak zasadę. Tego nie da się odwrócić w trzy miesiące ani nawet w rok. To proces – i to proces, który musi być prowadzony zgodnie z prawem, bo inaczej byłby tylko zemstą, a nie przywracaniem państwa.
Lista działań prokuratury jest długa i konkretna. To nie są „zapowiedzi”. To są akty oskarżenia, zarzuty, wyroki, wnioski do sądu. Kilka przykładów:
- afera wizowa – 2 akty oskarżenia, 11 osób z zarzutami.
- Fundusz Sprawiedliwości – 4 akty oskarżenia, 2 wyroki, wnioski o uchylenie immunitetów.
- Pegasus – zarzuty wobec 4 osób.
- Collegium Humanum – 29 oskarżonych, 82 podejrzanych, 403 zarzuty.
- SKOK Wołomin – 14 lat więzienia dla jednego z kluczowych uczestników procederu prania pieniędzy.
- Byli ministrowie i wysocy urzędnicy – kolejne akty oskarżenia, m.in. wobec Ardanowskiego, Romanowskiego, Obajtka.
To nie są działania symboliczne. To jest największa operacja rozliczeniowa w historii III RP. I co najważniejsze – prowadzona bez selektywności, bez „świętych krów”, bez ochrony nazwisk.
Dlaczego nie można inaczej?
Bo państwo prawa nie może działać na skróty. Bo jeśli ktoś naprawdę wierzy w demokrację, to wie, że: winę trzeba udowodnić, procedury trzeba zachować, immunitet trzeba uchylić zgodnie z prawem, areszt trzeba uzasadnić, a każdy akt oskarżenia musi być kompletny, żeby nie rozsypał się w sądzie. To właśnie dlatego – jak pisze Żurek – „rozliczenia to codzienna, skrupulatna praca prokuratury i służb”. Nie konferencje. Nie emocje. Praca.
Kto mówi, że „nic się nie dzieje”? Najczęściej ci, którzy: nie rozumieją, jak działa wymiar sprawiedliwości, oczekują natychmiastowych spektakli, albo liczą na to, że powtarzanie tej tezy osłabi zaufanie do instytucji. Ale fakty są uparte i pokazują, że: prokuratura działa, sądy wydają wyroki, immunitety przestają być tarczą, a państwo odzyskuje zdolność do egzekwowania prawa.
Łatwiej powiedzieć „nic się nie dzieje”, niż przeczytać 623 strony aktu oskarżenia w sprawie Collegium Humanum. Łatwiej krzyczeć o „polowaniu na czarownice”, niż przyjąć do wiadomości, że były prezes Orlenu ma zarzut wykorzystywania państwowej spółki do prywatnych celów. Łatwiej udawać, że ENA to „polityczna zemsta”, niż przyznać, że Romanowski jest poszukiwany listem gończym i ma 19 zarzutów.
Dlatego nie można inaczej. Bo jeśli chcemy żyć w kraju, w którym prawo znaczy prawo, to nie ma drogi na skróty.
Leszek M. Myczka
Autor wcześniej opublikował komentarz na swoim profilu FB