Jerzy Adam Stępień: Jeden dubler się nie napracował, drugi ujawnił, trzeci wykpił

4.7
(3)

Ciekawa jest lektura uzasadnienia wyroku w sprawie aborcji z 22 października ub.r., a jeszcze ciekawsze są zdania odrębne do tego uzasadnienia. Nie odnoszę się tu do zdań odrębnych do samego wyroku (sędziów Kieresa i Pszczółkowskiego), ale do tego, co napisali Jarosław Wyrembak i Mariusz Muszyński (dublerzy) oraz Zbigniew Jędrzejewski.

Ten pierwszy ujawnił i szczegółowo opisał, jak to usiłowano podsunąć mu do podpisu projekt całego uzasadnienia bez wcześniejszej dyskusji nad jego propozycją. Widać z tego opisu, że naruszona została przy tej okazji ustawa o TK, która określa procedurę powstawania projektu uzasadnienia i samego uzasadnienia, wymagająca przede wszystkim właśnie uprzedniej dyskusji nad projektem. Przyznam się szczerze: nie przypuszczałem nawet, że stan wewnętrznych stosunków jest tam tak napięty, choć były, oczywiście, wcześniejsze sygnały, że jest tam pod tym względem źle. Po prostu nie wyobrażam sobie, żeby mógł w ogóle powstać jakikolwiek tekst na poziomie, jakiego się wymaga od kolegialnego sądowego orzekania, jeszcze na tym szczeblu, jeśli autorzy projektu uzasadnienia wyroku ze sobą nie dyskutują. To jest absolutna konieczność.

Z kolei Mariusz Muszyński w swym bardzo długim zdaniu odrębnym, napisanym przynajmniej profesjonalnie, wręcz kpi miejscami z uzasadnienia napisanego przez sprawozdawcę (Justyn Piskorski, dubler), podważając przy tym nawet samą formułę wyroku. Aż dziw, że w związku z tym nie napisał zdania odrębnego od samego wyroku.

A sam sprawozdawca niespecjalnie się napracował. Jeśli przyjmiemy, że całość wyroku wraz z uzasadnieniem, a także ze zdaniami odrębnymi zajmuje w sumie 100%, to wkład sprawozdawcy nie przekracza 12% całości tekstu. Większość zresztą tekstu uzasadnienia to rozważania wokół eugeniki lub eugeniki liberalnej, jakby materia tej sprawy miała cokolwiek wspólnego z tymi praktykami. To dość częsty błąd, popełniony już przez samych wnioskodawców, którzy całą filozofię zgłoszonego wniosku zbudowali w odniesieniu do tych pojęć. Eugenika, jakkolwiek by jej nie traktować, miała dążyć do „poprawy jakości” rodzących się ludzi, podkreślmy to: rodzących się – stąd samo pojęcie, z greckiego „dobrze urodzony”. W pierwszym okresie chodziło o działania w skali społecznej i „poprawę jakości całej populacji”, stąd przekonanie, że jeśli jednostki „mało wartościowe” zostaną pozbawione możliwości prokreacji, to w konsekwencji świat zaludni się „tymi wartościowymi”, nie stwarzającymi problemów społecznych. A więc sterylizacja chorych psychicznie, niedorozwiniętych, przestępców itd., żeby się n i e r o z m n a ż a l i. Zdumienie budzi, ale tak przecież było nie tylko w hitlerowskich Niemczech, ale nawet do lat 70-tych w Szwecji, o czym kilka lat temu było głośno. Takie praktyki zostały zakazane: uznano, że u ich podstaw leżą nie tylko nieetyczne, ale także całkowicie nienaukowe przekonania.

Dziś jednak przez eugenikę rozumie się również takie machinacje na genach, które mają na celu nie tyle kwestie „jakości społeczeństwa jako całości”, ale „poprawę”, czy chociażby pożądaną zamianę genotypu konkretnej jednostki ludzkiej. Tego rodzaju praktyki też są oczywiście zakazane, jako nieetyczne i społecznie groźne. W rozpoznawanej natomiast przez TK sprawie nie chodziło więc o żadną eugenikę, bo nikt tu, jakkolwiek nie brzmiałoby to brutalnie, nie zamierza przecież poprawiać, czy zmieniać genotypu płodu (czy poczętego człowieka – jak chcieliby inni), ale o stan związany z patologią płodu (embriopatologią).

Widać tu wyraźnie, że cała atmosfera wokół problemów aborcji stworzona została nieuczciwie, poprzez zamianę znaczenia pojęć, po to, by wywołać pożądany efekt w postaci emocjonalnego negatywnego stosunku do eugeniki, zakorzenionego już w społeczeństwie. Tylko dwaj sędziowie (Kieres i Pszczółkowski) nie dali się zwieść na manowce. Sędzia Muszyński co prawda wyśmiał w swoim zdaniu odrębnym od uzasadnienia wszystkie pseudo analizy sprawozdawcy i autora głównego uzasadnienia, ale nie zdobył się na wykazanie intelektualnego fałszu, jaki kodowano w tej sprawie od samego początku. Jeśli ktoś nie rozumie jeszcze różnicy pomiędzy aborcją a eutanazją, to co prawda z ciężkim sercem, ale odwołam się tu do pojęcia, które dało się ostatnio słyszeć w telewizji z ust pewnego profesora medycyny: to nie ma nic wspólnego z eugeniką – lepiej już mówić tu raczej o embrioeutanazji.

Nie ma Trybunału od dawna, skompromitowano go przede wszystkim brakiem właściwej legitymizacji trzech sędziów i niewłaściwym trybem powołania obecnej prezes. To oczywiście niejako grzech pierworodny, ale to orzeczenie dowodzi nadto braku kompetencji większości orzekających osób. Tym uzasadnieniem dostarczyli wyjątkowo silnych dowodów.

Jerzy Adam Stępień

Opinia opublikowana na profilu FB Autora

Tytuł – od redakcji MK

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4.7 / 5. Vote count: 3

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments