Piotr Dominiak. Rejsy po gospodarce: Komu przywalić?

0
(0)

Najpierw się obśmiałem, potem oburzyłem, wreszcie zastanowiłem. Kolejność zdecydowanie niewłaściwa, ale emocjonalnie uzasadniona. Wszystko z powodu informacji, że praca zdalna powinna być dodatkowo obciążona podatkiem dochodowym. Dodatkowo tzn. w stosunku do pracy „na żywo”.

Wymyślili to ekonomiści z Deutsche Bank i oszacowali, że gdyby ten nowy podatek wyniósł tylko 5% to budżet USA wzbogaciłby się o 48 mld $ rocznie, Niemiec o 16 mld, a Wlk. Brytanii o prawie 7 mld funtów. Te kwoty miałyby być przeznaczone na dopłaty do wynagrodzeń dla tych, którzy muszą zapychać do roboty poza własną chałupę. Jak to przeczytałem to zarechotałem, a po chwili przestraszyłem się, że mnie to też dotknie, bo przecież niemal cały ten rok nauczam przez sieć. Uspokoiłem się, gdy zorientowałem się, że propozycja ma dotyczyć tych, którzy formę zdalną wybrali dobrowolnie, a nie z czyjegokolwiek nakazu. A ja jestem zdalny pracownik przymusowy. Odetchnąłem z ulgą i zacząłem się zastanawiać.

W lecie było w mediach trochę dyskusji o tym, czy zdalny pracownik może ubiegać się o podwyższone koszty uzyskiwania dochodu. Bo używa własnego lokalu, często prywatnego dostępu do internetu, spuszcza wodę i myje ręce we własnej toalecie, nie pije kawy, wody, itp., które dobry pracodawca zapewnia swoim pracownikom. Specjaliści od prawa pracy stwierdzili jednak, że ustawodawca przewidział podwyższone koszty uzyskania przychodu tylko dla dojeżdżających do pracy z mieszkania znajdującego się w innej miejscowości niż siedziba firmy. Czyli de facto zasuwający w swoim gabinecie/sypialni/kuchni i tak płacą już wyższy podatek.

Naturalnie, jest druga strona medalu. Wykonujący swe obowiązki w zakładzie pracy wydają pieniądze na dojazdy, kupują drugie śniadania i lunche w barach, muszą czyścić buty i prasować spodnie, panie depilować nogi. Trudno zważyć, co kosztuje więcej. Dyskusyjna jest też kwestia komfortu pracy.
Mieszkającym samotnie nikt nie kręci się po obejściu i mogą się łatwiej skupić na robocie. Ale rodzice gromadki dzieci, przypadkowo nie mieszkający w pałacu, mają problem. Tym większy, jeśli potomstwo uczy się też zdalnie.

Socjolodzy i psycholodzy (a za chwilę – psychiatrzy) wskazują na negatywne skutki braku kontaktu z innymi, poza domownikami, ludźmi. Ryzyku zdziczenia może towarzyszyć dążenie do zmniejszenia liczebności najbliższego otoczenia.

Dzisiaj, po stronie pracujących „normalnie”, jest większe zagrożenie zakażeniem się covidem. A nawet, gdy pandemia minie szanse nabawienia się jakiejś innej choroby (np. skórno-wenerycznej) są w tej grupie nieco wyższe.

Kolejna sprawa to korzystanie z infrastruktury dostarczanej przez państwo – publiczne drogi, dofinansowana komunikacja miejska etc. Pracując w domu nie korzystamy z nich, więc nie powinniśmy partycypować w kosztach ich utrzymania na równi z dojeżdżającymi. O generowanych przez podróżujących zanieczyszczeniach (smog, smród) nie wspominając.

Są zatem argumenty za dodatkowym opodatkowaniem lub uprzywilejowaniem jednych i drugich. Wierzę, że w tej sytuacji władze wielu krajów wybiorą wyjście salomonowe. Przywalą dodatkowy podatek obu grupom.

Piotr Dominiak

*Cotygodniowe komentarze „Rejsy po gospodarce” prof. dr. hab. Piotra Dominiaka, założyciela i pierwszego dziekana Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej ukazywały się na łamach prasy gdańskiej od początku lat 90. Obecnie prof. Dominiak publikuje ja swoim profilu na FB

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments