Były ambasador amerykański nazwał Polaków największym NGO’sem na ziemi. Rzeczywiście pokazaliśmy solidarność, czysto ludzką solidarność z cierpiącymi z powodu wojny Ukraińcami.
Stałem w kolejce (same kobiety i dzieci), niosłem skromne dary, a tu widzę, że do miejsca, gdzie dary się składa nagle, poza kolejką, podchodzą jacyś dwaj. Krew we mnie zawrzała, przecież jestem z pokolenia ogonkowego. Królowi Zygmuntowi na kolumnie byłbym w stanie powiedzieć, pan tu nie stał! I jak się do nich nie wydrę – ha, ja tu stoję w kolejce! Nagle dwaj, którzy dary odbierali zaczęli się kajać: przepraszamy, prosimy tutaj.
Okazało się, że stałem w kolejce po dary, a nie z darami. Kolesie zapomnieli oznakować. Skąd moja pomyłka? Jesteśmy tacy sami.
Ale nie jesteśmy tacy fajni. Ponad dziesięć lat temu próbowałem pomagać Czeczenom: byłem na Kaukazie i widziałem skutki ludobójstwa wobec nich, rosyjskiego ludobójstwa. W Polsce widziałem natomiast obojętność, a nawet niechęć, zarówno zwyczajnych ludzi, jaki i urzędów. Cóż, nie jesteśmy tacy sami: Czeczeni to czarnowłosi, smagli dżygici, którzy dumnie się noszą, chodzą z nożami za paskiem, o dary nie proszą. No i rosyjska propaganda: to terroryści. Mniejsza, czy się w nią wierzy, w każdym razie jest usprawiedliwieniem dla bierności.
I jeszcze jedno: Kaukaz daleko, Ukraina blisko. Jak tam Rosjanie wygrają (wygrali), to do nas szrapnele nie dolecą. Jak tutaj Rosjanie wygrają, to następnym celem jesteśmy my.
I wtedy niektórzy z nas będą szukali schronienia na trochę dalszym Zachodzie. Ja sam się zastanowię: dobrze strzelam, ale zdrowie nie to.
Radosław Januszewski
Ilustracja: Typy niespokojnych górali. Grawiura Giorgio Corradiniego: Naib Eski (Chułchulinski). Przed 1894. Źródło: Wikimedia Commons.org