Jak wiadomo, Anglicy są mistrzami w definiowaniu zdarzeń i lapidarnym ich opisywaniu. „Demokracja jest jak trawnik. Trzeba zasiać, podlewać i kosić. Tak z 300 lat. Wtedy przynosi efekty”.
Nasunęło mi się to porównanie na skutek obserwacji tego, co dzieje się w przestrzeni medialnej wokół powołania 6 nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego i ich przygód (używam słowa „przygód” absolutnie celowo) ze złożeniem ślubowania.
Media i Internet zaroiły się od specjalistów konstytucjonalistów. Zaczęli komentować i wyjaśniać problem złożenia ślubowania przez nowo wybranych sędziów Trybunału z mniejszą lub większą swadą. Okazało się, że są też specjalistami lingwistami tłumaczącymi zawiłość pojęć „wobec” i „w obecności”. Pal sześć gdy robili to niezbyt znani i utytułowani prawnicy. Ale w tym wyścigu do pokazania się w mediach pojawili się nagle profesorowie przeróżnych uczelni. Z powagą związaną z należnymi im tytułami naukowymi zaczęli wyjaśniać problem konstytucyjny. Skołowani natłokiem sprzecznych informacji słuchacze nie usłyszeli niczego nowego i wyjaśniającego wykreowane zagadnienie prawne. Lecz skoro profesorowie tak między sobą się różnili w ocenie owego problemu, to słuchacze wyciągnęli z tego prosty wniosek – „coś jest na rzeczy”. A nieliczne głosy rzetelnych prawników zostały zagłuszone medialnym hałasem.
Wtedy wróciło do mnie angielskie pojęcie „Stara Szkoła”. Dla przypomnienia jest to kategoria oznaczająca styl, podejście lub metody działania, które były popularne w przeszłości, a obecnie są uważane za klasyczne, tradycyjne, solidne lub sentymentalne. Obejmuje ona działanie oparte na dawnych zasadach, solidności, doświadczeniu i sprawdzonej wiedzy; często jest przeciwstawiane nowoczesnym, zwykle powierzchownym metodom.
„Być ze Starej Szkoły” oznacza kierować się zasadami, szacunkiem i etyką, które były cenione kiedyś.
Dodam do tego od siebie, że „Starą Szkołę” charakteryzuje też solidność w formułowanych ocenach. To bliska mi z urodzenia cecha Wielkopolan.
Prawnik ze „Starej Szkoły” zanim odpowie na pytanie rozłoży problem na części. Przeprowadzi wykładnię logiczną, systemową, gramatyczną zagadnienia. Oceni je z prawnego punktu widzenia. Ale również spojrzy z zewnątrz, by odpowiedzieć w razie wątpliwości, kto może zyskać na takim postawieniu pytania? Wtedy dopiero prawnik ze „Starej Szkoły” może sformułować odpowiedź na zadane mu pytanie. Czasami odpowiedź jest jednoznaczna: „tak mówi przepis i jest on jasny”. Czasami trzeba rozwinąć, dlaczego uważa się normę za oczywistą. Należy to zrobić w jak najbardziej przystępnej dla odbiorcy formie. Niekiedy trzeba przyznać, że nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie. Ale – też przystępnie – wyjaśnić, dlaczego. Choć bywa i tak, że prawnik ze „Starej Szkoły” musi powiedzieć: „to jest wyłącznie problem wykreowany dla osiągnięcia celów politycznych i proszę zwolnić mnie od jego oceny. Bo to polityka, a nie prawo. Pytajcie polityków!”
Jednak to, co opisałem powyżej, jest przecież niemedialne, prawda? Z mojego doświadczenia rzecznika prasowego stowarzyszenia wynika, że najtrudniejsze są tzw. „setki”. To krótkie, kilkusekundowe wypowiedzi dla telewizji. Nagrywanie takiej „setki” trwa kilka minut i udzielając odpowiedzi trzeba mieć kontrolę nad jej konstruowaniem. Montaż wytnie kilka sekund z wypowiedzi i ją wmontuje w (nieznany) materiał. Zatem trzeba tak sformułować wypowiedź, by później – oglądając siebie w TV – nie zdziwić się.
I tak medialność wypowiedzi, brak doświadczenia w kontakcie z mediami, chęć zaistnienia w przestrzeni publicznej powodują coraz większy chaos i dezorientację odbiorców. Czytaj, społeczeństwa. A jeżeli do tego dołoży się brak profesjonalizmu, by nie powiedzieć – głupoty komentatorów prawnych, to mamy przepis na gotową katastrofę.
Można zapytać, gdzie tu katastrofa?
I tu wchodzą politycy, dla których argumenty prawne nie mają żadnego znaczenia. Chyba, że można na wypowiedziach domorosłych prawników budować wygodną politycznie narrację. I bije się w ten polityczny bęben bez opamiętania…
A byłoby to niemożliwe, gdyby prawnicy z „Nowej Szkoły” choć w części skorzystali z doświadczeń swoich starszych kolegów ze „Starej Szkoły”.
I na koniec, by nie być gołosłownym, link do dyskusji przedstawicieli „Starej Szkoły” Profesorów Ewy Łętowskiej i Mirosława Wyrzykowskiego, sędziów Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.
https://youtu.be/-fC2-lO3wBI?is=2–lva7Twe1TDzM0sorów
Jacek Tylewicz
Sędzia w stanie spoczynku i rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Themis