Ekonomia, a właściwie gospodarka uwagi (attention economy) to koncept stary. Ponad pól wieku temu (1971) Herbert Simon (nagroda im. A.Nobla w 1978 r.) pisał, że w świecie, w którym mamy nadmiar informacji, dobrem rzadkim staje się uwaga, którą ludzie mogą poświęcić na zapoznanie się z tymi informacjami. Często cytuje się jego zdanie, że: „bogactwo informacji tworzy ubóstwo uwagi”. Czyli podaż/nadpodaż informacji zderza się z niedoborem zasobu uwagi (limitowanej m.in. czasem) jakim dysponują odbiorcy. To było dostrzegalne już wtedy, gdy nie było Internetu, social mediów, komputerów wielkiej mocy.
Obecnie świat poszedł tak „do przodu”, że luka pomiędzy podażą informacji a popytem na nią ograniczonym zasobem uwagi stała się ogromna. Słusznie zatem zwraca się uwagę, że współczesna konkurencja na rynku wysokich technologii, szczególnie IT, jest konkurencją o przyciągnięcie naszej uwagi. Kto nas przyciągnie i przyklei do ekranów telefonów, laptopów, wygrywa. Wszyscy gapimy się godzinami w te ekrany, scrollujemy palcami, myszkami itp. Szukamy rzeczy atrakcyjnych (co nie znaczy pożytecznych) dla rozrywki, edukacji, zwykłej ludzkiej ciekawości.
Nasza uwaga staje się coraz bardziej rozproszona. Zatrzymujemy się (jeśli w ogóle) przy danej informacji na moment, rzadko coś doczytujemy do końca, choć autorzy internetowych tekstów zazwyczaj najważniejsze rzeczy piszą na końcu, bo chcą nas przytrzymać jak najdłużej. Skutki są wątpliwe, prowadzą do niezrozumienia, fake’ów, wiedzy powierzchownej lub pozornej.
Trudno zatem zgodzić się z niektórymi ekonomistami i socjologami, że uwaga może stać się w przyszłości pieniądzem, który wyprze (może niezupełnie) tradycyjne waluty (https://doi.org/10.1093/iwc/iwae035).
W całkiem świeżym artykule (https://usercentrics.com/…/after-attention-trust-in…/) autor trafnie zauważa, że w sytuacji, gdy miliardy ludzi „konsumuje” i jednocześnie produkuje informacje, uwaga się zdewaluowała poprzez swoją powszechność. Dla nadawców i odbiorców informacji uwaga przestała być najbardziej rzadkim, czyli najcenniejszym dobrem. A co nim jest?
Wedle wielu ekspertów to zaufanie i lojalność stają się najbardziej pożądane (m.in. https://www.cupshup.co.in/blog/attention-to-trust-economy). I tu tkwi poważny problem. Bo w
zalewie informacji trudno nam odróżnić wiarygodne od niewiarygodnych, tworzone przez ludzi lub boty.
Tracimy zaufanie do instytucji (państwowych, prywatnych firm i organizacji, mediów itp.), co potwierdza m.in. 2025 Edelman Trust Barometer. Czyli konkurować o zaufanie jest bardzo trudno. Tym trudniej, że buduje się je długo i mozolnie, a traci szybko. Więc przyznaję, że choć teoretycznie to byłoby warto, ale praktycznie to chyba jednak wciąż trwa wyścig o uwagę, bo krótkowzroczność producentów, polityków, dziennikarzy nie zmniejsza się, a długi horyzont czasowy staje się coraz bardziej mglisty i słabo rozpoznawalny.
PS. Przy okazji – w świecie akademickim pogoń za cytowaniami jest przecież pogonią za uwagą. Cytowania stały się swoistą opłatą za uwagę (attention fee) na rzecz autorów, którzy potem są m.in. na tej podstawie oceniani przez swoich pracodawców. (KortelainenandKatvala,2012;EntradasandBauer,2019;Karmakaretal.,2020).
Piotr Dominiak
Cotygodniowe komentarze „Rejsy po gospodarce” prof. dr. hab. Piotra Dominiaka, założyciela i pierwszego dziekana Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej ukazywały się na łamach prasy gdańskiej od początku lat 90. Obecnie prof. Dominiak publikuje je na swoim profilu na FB
Ilustracja: Portret Herberta Simona, pędzlem Richarda Rappaporta (1987r.) z kolekcji Carnegie Mellon University. Źródło: Wikimedia Commons