The Economist podał za Queen Mary University i wielką kancelarią White & Case, że w 2024 r. eksport brytyjskich usług prawnych, czyli opłaty wniesione przez zagraniczne podmioty poddające się arbitrażowi w Londynie lub rozstrzygnięciom tamtejszych sądów powszechnych, wyniósł 9 mld funtów, tj. ok. 45 mld zł, podczas gdy w 2020 r. miał wartość 6,3 mld funtów.
Istnieje zatem miara profesjonalizmu, bezstronności, niezależności i zaufania do sądów oraz ich rozstrzygnięć. Ma charakter finansowy, a więc obiektywny.
Cytowany przez tygodnik były czołowy urzędnik Foreign Office sir Simon McDonald ocenił, że „Prawo to nasza (brytyjska) największa siła miękka (soft-power)”.
Załamując ręce nad stanem polskiego wymiaru sprawiedliwości, w tym sądów, dodać można, że w kontekście rywalizacji gospodarczej między USA a Chinami ktoś zauważył celnie (nazwiska niestety nie pamiętam), że Chiny mogłyby zepchnąć USA z tronu dopiero wtedy, gdyby firmy z całego świata zaczęły sądzić się w Pekinie lub Szanghaju, a nie w Nowym Jorku, czy Chicago.
Jan Cipiur
Zdjęcie ilustrujące: Siedziba The London Court of International Arbitration, najstarszej instytucji arbitrażu gospodarczego na świecie. Źródło: Wikimedia Commons