W jednym z orzeczeń, które zostało dziś [30 września – przyp. MK] nagłośnione przez środki masowej informacji, zaprezentowane zostało oryginalne rozumowanie: ponieważ podejrzany/oskarżony skutecznie ucieka, w tym także za granicę, uchyla się od wymiaru sprawiedliwości, „gra na nosie” organom ścigania i organom sądowym, kpi z bezradności tych organów, korzysta – jak sam to przyznał – z fałszywej tożsamości, co dodatkowo utrudnia jego ujęcie, należy zafundować mu premię w postaci listu żelaznego, bowiem być może zastosowanie tej instytucji procesowej okaże się bardziej skuteczne niż dotychczasowe starania i poszukiwany przyjedzie do Polski i nie będzie już utrudniał, a ściślej – wręcz uniemożliwiał – prowadzonego postępowania.
Jeszcze krócej rzecz ujmując, wysłano sygnał, że warto mataczyć, kręcić, kłamać, podawać fałszywe adresy, uciekać, bo za to można otrzymać premię – gwarancję nietykalności przez cały, być może bardzo długi (a jak na to wskazuje dotychczasowa postawa zainteresowanego zapewne i dodatkowo przedłużany przez kolejne kruczki prawne) okres dalszego postępowania przygotowawczego i procesu sądowego.
Prokurator sprzeciwił się takiemu rozumowaniu, oponując przeciwko uwzględnieniu wniosku o wydanie listu żelaznego. Zgodnie z przepisem art. 281 § 2 obowiązującego Kodeksu postępowania karnego na tym etapie postępowania wydanie listu żelaznego może zaś nastąpić jedynie na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu. W tym wypadku sąd przeszedł jednak do porządku dziennego nad prokuratorskim sprzeciwem, wywodząc, że to rozwiązanie ustawowe jest, ujmując problem w myślowym skrócie, niekonstytucyjne, bowiem sąd orzekający nie może być w swych decyzjach bezwzględnie blokowany stanowiskiem oskarżyciela.
Na tle tego casusu zdumiały mnie dwa zjawiska.
Po pierwsze, zadziwił mnie stopień obłudy tych prawników, polityków i dziennikarzy, którzy w swoich dotychczasowych poczynaniach i wypowiedziach prezentowali pogląd, że sąd jest związany ustawą i nie może samodzielnie odmówić jej zastosowania, bowiem tylko Trybunał Konstytucyjny jest uprawniony do stwierdzania niekonstytucyjności ustawy, a na użytek tej akurat sprawy skłonni byli oni zająć zgoła inne stanowisko. Stopień hipokryzji prezentowany w tej materii zdumiał mnie w sposób szczególny w „wykonaniu” osób, które dotąd same nie miały oporów w korzystaniu z benefitów otrzymanych w wyniku niekonstytucyjnych rozwiązań ustawowych. Chcę być precyzyjny – uważałem i nadal uważam, że, istotnie, przepis art. 281 § 2 k.p.k. w zakresie, w jakim wręcz ubezwłasnowalnia sąd w podejmowaniu decyzji, gdy odmienne stanowisko prezentuje prokurator, jest niezgodny z konstytucją, a także uważałem (i pisałem o tym konsekwentnie od ponad 20 lat), a tego poglądu również nie zmieniłem, iż sąd jest władny dokonać tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjności przepisu ustawy, oczywiście nie ze skutkiem erga omnes, a jedynie w odniesieniu do jednostkowej, rozpoznawanej przezeń sprawy. Wzburzył mnie zatem nie sam pogląd prawny przyjęty in concreto, ale to, kto i w jakich okolicznościach przyrody takie zapatrywanie wyraża bądź aprobuje.
Po drugie, zadziwił mnie stopień łatwowierności, a być może także i nieznajomości przepisów prawa, po stronie prawników, polityków i dziennikarzy, którzy nie dostrzegają, na jak ruchomych piaskach opiera się ich przekonanie, że to właśnie wydanie listu żelaznego przy takiej postawie podejrzanego/oskarżonego, jaka została dotąd przezeń zaprezentowana, pchnie sprawę na właściwe tory i zapewni jej dalszy sprawny przebieg. Najwyraźniej zapominają oni o treści art. 281 § 4 k.p.k., zgodnie z którym wydając list żelazny sąd uchyla tymczasowe aresztowanie, a w ślad za tą decyzją „upada” także Europejski Nakaz Aresztowania. W konsekwencji, osoba wodząca za nos polski wymiar sprawiedliwości, ale także i organa innych państw, które na podstawie ENA zobowiązane są do udzielenia pomocy prawnej organom polskim i do ujęcia oraz przekazania Polsce uciekiniera, ów posiadacz fałszywych dokumentów, będzie mógł z dowolnego lotniska w Europie, przez nikogo nie zagrożony i nie niepokojony, już na podstawie oryginalnych dokumentów, oddalić się, gdzie tylko zechce, także do państw, w których z uwagi na brak uregulowań w zakresie pomocy prawnej, albo z przyczyn politycznych, będzie nieosiągalny dla organów polskich. Odleci w majestacie prawa i tyle go w Polsce zobaczymy.
Obawiam się, że branie za dobrą monetę zapewnień człowieka, który tak a nie inaczej zachowywał się w ostatnich latach, o stawiennictwie, o chęci udziału w postępowaniu, o jego nieutrudnianiu, to skrajna naiwność (aby nie użyć mocniejszego słowa), a może po prostu zła wola. Dopiero gdy okaże się, że te wszystkie zapewnienia, słane zresztą spod nieistniejącego adresu, były tylko kolejnym kruczkiem, kolejną grą ze strony zainteresowanego, ukierunkowaną na treść art. 281 § 4 k.p.k., to jest na uchylenie postanowienia o tymczasowym aresztowaniu i na unicestwienie instytucji ENA, owszem – teoretycznie możliwe będzie odwołanie listu żelaznego (art. 282 § 2 k.p.k.) i ponowne uruchomienie (z zachowaniem całej ścieżki proceduralnej) postępowania, w celu objęcia uciekiniera tymczasowym aresztowaniem i wydania wobec niego ENA. Tyle tylko, że będzie to wówczas klasyczna musztarda po obiedzie, bowiem osoba, która uczyniła dotąd tak wiele, aby uchylić się od odpowiedzialności, będzie już wówczas na drugim końcu świata, zapewne tam, gdzie w aktualnej sytuacji jej wyjazd byłby praktycznie niemożliwy, a przynajmniej skrajnie utrudniony, bowiem obecnie musi się ona ukrywać ze względu na swój status.
Stanisław Zabłocki
Od Redakcji: Monitor udostępnia ten komentarz sędziego Stanisława Zabłockiego, wcześniej opublikowany na jego profilu FB, bowiem, wedle naszej wiedzy, jest wielu prawników, zwłaszcza – sędziów, którzy nie korzystają z dostępu do serwisów/platform społecznościowych, natomiast czytają publikacje w „zwykłym” Internecie.
Zdjęcie: Marcin Romanowski na konferencji CPAC w Budapeszcie, maj 2025 (jej hasłem było „nadejście ery patriotów”). Autor: Elekes Andor; źródło: Wikimedia Commons.