Praworządność nie odbuduje się sama deklaracjami o wierności Konstytucji – te słowa Joanny Lasko, wiceprzewodniczącej Rady Ławniczej Sądu Najwyższego II kadencji, uderzają dziś w sam środek debaty o paraliżu polskich instytucji państwowych.
Obecny kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego przestał być bowiem akademickim sporem prawników, a stał się jaskrawym dowodem na bezradność struktur demokratycznych wobec jawnej uzurpacji. Kiedy legalnie wybrani przez Sejm sędziowie są bezkarnie blokowani przez Bogdana Święczkowskiego, a budynek kluczowej instytucji traktuje się jak prywatną własność partyjną, państwo stoi przed prostym wyborem: albo pokaże, że prawo realnie działa, albo ostatecznie skapituluje.
Demokratyczne państwo prawa nie może funkcjonować bez Trybunału Konstytucyjnego jako kluczowego organu stojącego na straży ustawy zasadniczej. Potrzeba ta staje się jeszcze bardziej paląca w sytuacji, gdy deklaratywny strażnik Konstytucji w roli prezydenta ochoczo tę ustawę łamie, bez żenady schlebiając partykularnym interesom swojego obozu politycznego. W tak skonstruowanym układzie sił instytucja, która miała chronić obywateli przed samowolą władzy, została przekształcona w twierdzę chroniącą interesy dawnego establishmentu.
Bogdan Święczkowski, okupujący siedzibę Trybunału, z perspektywy czystej litery i ducha prawa nie jest sędzią, lecz jedynie uzurpatorem. Temu statusowi nie przysługuje żadna ochrona immunitetowa, ani tym bardziej kadencyjność, która w warunkach demokratycznych stanowi gwarancję niezawisłości, a nie parawan dla bezprawia.
Próba odzyskania Trybunału dla dobra publicznego i przywrócenia mu jego konstytucyjnej roli nie jest zatem ani polityczną grą, ani elementem medialnej zabawy. To pilny, fundamentalny obowiązek władz demokratycznych, od którego zależy wiarygodność całego systemu prawnego.
Ustępstwa w obawie przed oskarżeniami o łamanie demokracji niczego w tej grze nie zmienią. Środowisko polityczne PiS oraz dotychczasowe, samozwańcze władze TK i tak wywołają medialną burzę – to scenariusz, który został przez nich założony od samego początku i z cyniczną konsekwencją jest realizowany przed kamerami.
Dlatego państwo nie może kierować się strachem przed propagandowym krzykiem. Jeżeli instytucje dysponują instrumentami prawnymi, by zagwarantować realizację uchwał Sejmu i dopuścić prawidłowo wybranych sędziów do pracy, muszą ich użyć bez zbędnej zwłoki i politycznych kalkulacji.
W tym kontekście tracą sens dywagacje, kto konkretnie powinien wywlec z budynku przebierańca w todze, by umożliwić prawidłowo wybranym sędziom podjęcie obowiązków i rozpoczęcie orzekania. Czy będzie to policja, straż pożarna realizująca procedury bezpieczeństwa, czy żandarmeria wojskowa – forma techniczna staje się wtórna wobec nadrzędnego celu, jakim jest przywrócenie porządku konstytucyjnego.
Najważniejsze pytanie, które dziś stawiają obywatele, brzmi: jak długo jeszcze będziemy zmuszeni oglądać ów gorszący popis instytucjonalnej niemożności z jednej strony, a z drugiej – czystą chuliganerię i bezkarne dewastowanie państwowej instytucji? Odpowiedź na to pytanie zadecyduje o tym, czy Polska pozostanie krajem rządzącym się prawem, czy też zalegalizuje anarchię w majestacie bezprawia.
Przemysław Wiszniewski
Członek Rady Ławniczej Sądu Najwyższego
Autor opublikował wcześniej tę opinię na swoim profilu FB
Zdjęcie – z Internetu