Maximilian Steinbeis, Janos Richter: W obliczu Błękitnego Muru. Wizyta w Halle nad Soławą przed wyborami w Saksonii-Anhalt

0
(0)

Udaliśmy się do Halle, uniwersyteckiego miasta nad rzeką Soławą i – jak twierdzą niektórzy (nie mieszkańcy Magdeburga) – największego miasta w kraju związkowym Saksonia-Anhalt. W niedzielę kraj związkowy wybiera nowy parlament, a jak wszyscy wiedzą, wynik wyborów może po raz pierwszy w powojennej historii kraju oddać władzę ustawodawczą i wykonawczą w niemieckim państwie w ręce skrajnej prawicy. Ich deklarowanym celem jest „wyzwolenie niemieckiej nauki i przywrócenie jej do pierwotnego stanu poprzez fundamentalne reformy”. Jak wygląda sytuacja ludzi, których to dotknęłoby najbardziej bezpośrednio? Ludzi, którzy mieszkają, pracują, studiują i prowadzą badania w Halle? Spotkaliśmy się z kilkoma z nich.

I.

Winfried Kluth spotyka się z nami przed Juridicum. Od ponad ćwierć wieku kieruje katedrą prawa publicznego na Uniwersytecie Marcina Lutra w Halle-Wittenberg. Wygląda jak winnica – mówi, wskazując z dumą na architektoniczny model eleganckiego budynku z lat 90. z jego schodkową, tarasową fasadą. Robotnicy w winnicy prawa: to tutaj się kształcą, na jedynym w kraju związkowym wydziale prawa. Jakie są teraz nastroje na uniwersytecie? Całkiem niezłe. W zeszłym roku uniwersytet po raz pierwszy zdobył tytuł Klastra Doskonałości – prawdziwy triumf. Liczba studentów jest stabilna, o czym wiele innych uniwersytetów we wschodnich Niemczech może tylko pomarzyć. „Jako uniwersytet, znajdujemy się w niezwykle uprzywilejowanej pozycji” – mówi Kluth. „W porównaniu z Kolonią czy Trewirem żyjemy jak w raju”.

Co mogą, powinni i czy naukowcy mogą zrobić, aby przeciwstawić się temu planowanemu „wyzwoleniu dla siebie”? Jego uniwersytet zajął „bardzo jasne stanowisko” – mówi Kluth: w 2024 roku wyraźnie zobowiązał się do „demokracji, różnorodności, tolerancji i otwartości na świat”. W zeszłym roku był współzałożycielem stowarzyszenia, które w ramach programu „Wynajmij Profesora” wysyła pracowników naukowych do szkół, aby rozmawiali z uczniami, i które w niedzielę wywiesiło duże plakaty wzywające do „głosowania za demokracją”. Żądanie AfD dotyczące politycznej „neutralności” w najmniejszym stopniu nie niepokoi profesora prawa publicznego: zgodnie z obowiązującym prawem o szkolnictwie wyższym, jak twierdzi, profesor uniwersytecki ma „nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek zabierania głosu”. Od 2020 roku konstytucja Saksonii-Anhalt uznaje za „obowiązek wszystkich władz państwowych i odpowiedzialność każdego człowieka” sprzeciwianie się rasizmowi, antysemityzmowi i odrodzeniu ideologii nazistowskiej. Chociaż Kluth niekoniecznie postrzega jako oznakę zdrowej kultury demokratycznej to, że „konstytucja zakłada, że ​​ludzie nie zrobią tego sami i trzeba ich do tego wezwać”.

Dziedzina Klutha, prawo migracyjne, najprawdopodobniej wkrótce będzie bardzo poszukiwana, gdy AfD spróbuje wdrożyć w praktyce swój program „remigracji”. Nie zabraknie też fachowych ekspertów: Hans-Georg Maaßen, były szef niemieckiego wywiadu i człowiek, którego typowano na ministra spraw wewnętrznych w przyszłym rządzie AfD, przez lata odpowiadał za prawo azylowe w Federalnym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. „Zna się na prawie migracyjnym”. Jednak niezależnie od tego, jak dużą wiedzę prawniczą wnosi AfD, Kluth spodziewa się, że plany „remigracji” wkrótce napotkają praktyczne ograniczenia. Liczba deportacji już spada. „Wszystkie łatwe przypadki zostały już rozpatrzone i żaden kraj nie przyjmie z powrotem osób bez paszportu lub dokumentów zastępczych – bez względu na to, jak bardzo jesteś zdeterminowany, to nic nie da”. Nękanie migrantów środkami administracyjnymi w celu ich wydalenia z kraju jest w zasadzie możliwe, ale wymaga dużo pracy. Urzędy imigracyjne już teraz borykają się z chronicznym niedoborem personelu. „Nikt nie chce tam pracować”.

II.

Nie chodzi tylko o Niemcy – wydaje się, że cały świat chce wiedzieć, co dzieje się obecnie w Saksonii-Anhalt. Jakież to szczęście, można by pomyśleć, że Halle jest siedzibą renomowanego Instytutu Antropologii Społecznej im. Maxa Plancka. W przebudowanej XIX-wiecznej willi, obok nowoczesnych aneksów, badacze z całego świata badają relacje między prawem a ludźmi – i ludźmi w obrębie prawa. Co ci badacze terenowi sądzą o tym, co dzieje się tuż za ich progiem w Halle? Marie-Claire Foblets, kierowniczka katedry „Prawa i Antropologii”, usprawiedliwia się: jako Belgijka, która nigdy nie została zsocjalizowana w niemieckim systemie akademickim, mówi, że „nie jest odpowiednią osobą do tej rozmowy”, a poza tym wkrótce wyjeżdża na dłuższy pobyt za granicę, więc nie będzie mogła „doświadczyć nastroju przed wyborami landowymi” na własnej skórze.

Zamiast tego spotykamy dwoje doktorantów, którzy tym chętniej i z pierwszej ręki dzielą się z nami osobistym, osobistym poczuciem tego nastroju. Niklas Cuno pochodzi z Magdeburga, a Lukas Bornschein z wioski niedaleko Zwickau, tuż za granicą w Saksonii. To wyróżnia ich spośród wielu ich kolegów akademickich, którzy pochodzą z całego świata. Obaj pracują w Instytucie Maxa Plancka, ale wykładają również na uniwersytecie, gdzie obaj studiowali prawo. Chociaż instytut leży geograficznie w samym sercu Halle, jak twierdzą, miasto i świat nauki często ledwo się wzajemnie dostrzega. Podejrzewają, że wynika to po części z faktu, że dla wielu badaczy Halle jest jedynie przystankiem, co osłabia ich zainteresowanie aktywnym zaangażowaniem się w życie miasta – i to nie jest specyfika Halle, jak argumentują obaj, lecz problem strukturalny, z którym borykają się miasta uniwersyteckie w całych wschodnich Niemczech.

Brak zainteresowania działa jednak również w drugą stronę. W kwietniu Niklas i Lukas opublikowali w naszym Verfassungsblog dogłębną analizę planów AfD w zakresie polityki migracyjnej dla Saksonii-Anhalt. Artykuł, jak mówią, odbił się szerokim echem w mediach krajowych – ale nie lokalnych, w samej Saksonii-Anhalt. Gazety regionalne nawet nie zareagowały.

Mimo to, ogólnie rzecz biorąc, odbierają nastroje wokół siebie nieco inaczej. Niklas mówi, że nigdy nie doświadczył wyborów, które tak mocno zelektryzowałyby ludzi – zarówno negatywnie, jak i pozytywnie. Uniwersytet organizuje niezliczone wydarzenia poświęcone wolności akademickiej, pojawiły się inicjatywy sąsiedzkie oparte na solidarności, a ludzie angażują się w kampanie chodząc od domu do domu, poświęcając temu ogromne ilości czasu i energii. To daje mu nadzieję. „Dla wielu ludzi te wybory są przede wszystkim tym, co ich upolitycznia – w obliczu tej niebieskiej ściany, przed którą teraz stoimy.

III.

A studenci? Umówiliśmy się na spotkanie z Luim na kampusie Steintor – 21-letnim studentem geografii z Görlitz we wschodniej Saksonii, aktywnym w Studis gegen Rechts (Studenci Przeciwko Prawicy). Mówi o mieście i uniwersytecie wyłącznie dobre rzeczy. „Uniwersytet właściwie zawsze był dość niezłomny”. Kiedy poseł AfD Hans-Thomas Tillschneider – potencjalny przyszły minister nauki – zażądał w styczniu 2026 roku, aby uczelnie w kraju związkowym ujawniły informacje o kierunkach studiów prowadzonych w ciągu ostatnich pięciu lat „o charakterze kolonialnym lub postkolonialnym”, w tym o liczbie studentów i pracach dyplomowych, Uniwersytet w Halle odmówił ujawnienia tych informacji po wewnętrznej naradzie – w przeciwieństwie na przykład do Wyższej Szkoły Zawodowej w Merseburgu.

Na razie Studis gegen Rechts jest nadal uznawany za oficjalną grupę studencką, która zapewnia im dostęp do pomieszczeń i materiałów. Lui raczej nie spodziewa się, że ten stan rzeczy utrzyma się po wyborach. „Uniwersytet znajdzie się pod ogromną presją”.

Próbowaliśmy również, bezskutecznie, porozmawiać z konserwatywnymi studentami z Koła Studentów Chrześcijańsko-Demokratycznych (RCDS). Po kilku wymianach zdań zarząd RCDS w Halle poinformował nas, że jeśli wcześniej prześlemy nasze pytania na piśmie, „chętnie rozważymy, czy i w jakim zakresie możemy na nie odpowiedzieć pisemnie”. Chcieliśmy wyczuć atmosferę, rozmawiając z jednym z tych młodych chadeków – ostatecznie nie mieliśmy ochoty na pisemną wymianę zdań.

IV.

Na dziedzińcu Moritzburga – niegdyś siedziby arcybiskupa, a obecnie muzeum – znajduje się zacieniona kawiarnia. To tam spotykamy się na lunch z prawnikiem konstytucyjnym Dirkiem Hanschelem i politolożką Petrą Dobner. Oboje są blisko związani z Verfassungsblog jako współinicjatorzy naszego niedawnego sympozjum „Bulwar czy Brama?”. w Saksonii-Anhalt i oboje spędzili miesiące niestrudzenie opracowując scenariusze i środki zaradcze – w tym, a zwłaszcza, jak uniwersytet, na którym uczą i prowadzą badania, powinien zareagować na zwycięstwo AfD w wyborach.

Jak idzie? Cóż, mówi Dirk. „Mieszanka gotowości na sukces i pozytywnej energii”. Niedawno dołączył do Zielonych i rozdawał ulotki na stoisku wyborczym przed supermarketem Edeka – dziwne doświadczenie, gdy studenci przechodzą obok i widzą go tam stojącego. „Najważniejsze dla mnie – i ciągle to sobie powtarzam, bo nie jestem najodważniejszą osobą w okolicy – ​​to to, że musimy być odważniejsi. Że musimy połączyć siły”. Czerpie pozytywną energię „od ludzi, którzy pojawiają się zewsząd i mówią: teraz to się liczy!”. Najnowsze sondaże – niewielki wzrost poparcia dla SPD i Zielonych, niewielki spadek dla AfD – dały mu trochę nadziei. „Mam wrażenie, że coś się zmienia”.

Petra się z tym nie zgadza. Sondaże nie są wiarygodne, mówi. To „odczucie typowe dla Paulusviertel” – w burżuazyjnym Paulusviertel w Halle, bastionie Zielonych, ledwo widać plakat AfD – i błędnie interpretuje ono nastroje w pozostałej części kraju związkowego. Na wsiach, mówi, panuje ogromna presja społeczna, by głosować na AfD. Niezależnie od tego, ile głosów AfD potrzebuje, by zdobyć większość, znajdzie je wśród renegatów CDU, zwabionych obietnicą objęcia urzędu ministerialnego. „Obawiam się, że w niedzielny wieczór ulicami będzie rządził tłum. Że i tak już istniejący rasizm wybuchnie”.

Czy to właściwa strategia ze strony osób z zewnątrz, by ostrzegać mieszkańców Saksonii-Anhalt przed problemami gospodarczymi i politycznymi, w jakie wpędziłaby ich AfD, gdyby objęła władzę? Czy należy namawiać ludzi do pozostania w kraju związkowym, jeśli to możliwe, czy też zachęcać tych, którzy chcą wyjechać? Kłócą się o to, między sobą i z nami, z ogromnym zaangażowaniem – aż nagle przerywa im kelnerka. Okazuje się, że jest studentką Petry, podsłuchała naszą rozmowę przy stoliku i chce się dowiedzieć od profesora: co stanie się z jej dyplomem? Czego będzie się uczyć na politologii po wyborach?

Nie martw się, mówi jej Petra. Nic się nie stanie. Na jej wydziale, jest pewna, wszyscy stoją twardo.

V.

Nieco później dzwonimy do Markusa Lebera, prawnika specjalizującego się w prawie szkolnictwa wyższego. Przez dziesięć lat był kanclerzem Uniwersytetu w Halle, a jeśli chodzi o administrację i finansowanie uniwersytetów w Saksonii-Anhalt, mało kto wie więcej niż on. Co się stanie, jeśli przyszły minister nauki Tillschneider, zgodnie z obietnicą zawartą w manifeście wyborczym AfD, spróbuje zlikwidować studia genderowe i postkolonialne w Saksonii-Anhalt? Co się stanie, jeśli zaoferuje uniwersytetom dodatkową stałą profesurę pod warunkiem, że będą one badać, pod eufemizmem „nauki o populacji”, środki zaradcze przeciwko rzekomemu „wymieraniu naszego narodu”?

Jeśli chodzi o kierunki studiów genderowych i postkolonialnych, które rzekomo są na celowniku, Leber zachowuje spokój – głównie dlatego, że Saksonia-Anhalt tak naprawdę ich nie ma. „Szczerze mówiąc, nie wiem, co oni sobie myślą mówiąc, że zniszczą”. Uniwersytety w Saksonii-Anhalt, miejscami, wciąż borykają się z redukcją zatrudnienia sięgającą lat 90., mówi: „system dawno wycisnął z niego ostatnią kroplę tłuszczu”. Nie widzi też, by plan profesury Tillschneidera w dziedzinie „nauk populacyjnych” miał się zmaterializować w najbliższym czasie: większość uniwersytetów po prostu odrzuciłaby ofertę finansowania strukturalnego takiej katedry, ponieważ nie pasowałaby ona do ich profilu akademickiego. Jedynym możliwym wyjątkiem mógłby być Uniwersytet w Halle, biorąc pod uwagę jego wydziały nauk społecznych. Ale dopóki tamtejsza kadra naukowa będzie odmawiać i opierać się pokusie wzięcia pieniędzy próbując przechytrzyć ministra, plan się nie powiedzie.

Inną kwestią jest jednak, jak długo uniwersytety w Saksonii-Anhalt wytrzymają presję finansową wywieraną na nie przez rząd. Ich finansowanie jest ustalane na podstawie umów celowych z rządem kraju związkowego, obowiązujących do 2029 roku. Do tego czasu – i dopóki rząd nie wypowie tych umów jednostronnie, jak to miało miejsce w Berlinie – pieniądze są na razie bezpieczne. Negocjacje w sprawie kolejnej rundy umów celowych rozpoczynają się jednak z rocznym wyprzedzeniem. Obecne umowy nie mają mechanizmu egzekwowania, co oznacza, że ​​nieosiągnięcie celu nie pociągają za sobą natychmiastowych konsekwencji. Jednak to, czy cele zostały osiągnięte, staje się punktem odniesienia po rozpoczęciu negocjacji. A jeśli minister AfD będzie szukał niezrealizowanych celów, uważa Leber, to na pewno je znajdzie.

VI.

W drodze powrotnej na dworzec ponownie mijamy kampus Steintor, całkowicie opustoszały w okresie wolnym od wykładów. W październiku, kiedy rozpocznie się jesienny semestr uniwersytecki i kampus znów się zapełni, minister nauki może nie być już z SPD, ale może nazywać się Hans-Thomas Tillschneider. Nikt jeszcze nie wie, z jakimi uczuciami i obawami będą musieli zmierzyć się studenci, pracownicy naukowi i profesorowie po powrocie na kampus. Być może podzielą obawy wyrażane przez osoby, z którymi rozmawialiśmy. A może okażą się apolityczni, tylko przejściowo przechodząc przez kolejne szczeble kariery, a może nawet sami głosowali na AfD, pomogli skrajnej prawicy w dojściu do władzy i z niecierpliwością oczekują autorytarnej przebudowy środowiska akademickiego. Tak czy inaczej, osoby, z którymi rozmawialiśmy, nie pogodziły się z tym, że AfD przejdzie bez sprzeciwu i po prostu czekają na tę przebudowę. Niektórzy są zaniepokojeni, inni z ostrożnym optymizmem – ale wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, przygotowują się na to, co może nadejść, są już aktywni i zdeterminowani, by pozostać aktywnymi po wyborach. Niezależnie od wyniku.

Maximilian Steinbeis
Janos Richter

Verfassungsblog.de

Maximilian Steinbeis – założyciel Verfassungsblog, dziennikarz, publicysta prawny

Janos Richter – redaktor i badacz skupiający się na wyborach krajowych w Saksonii-Anhaltji i Meklemburgii-Pomorzu Przednim, a także na odporności demokratycznej i sądowniczej. Studiował prawo w Lipsku

Zdjęcie: Kampus Uniwersytetu Martina Lutra w Halle. Źródło: Wikimedia Commons

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

wp-puzzle.com logo

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów