M. Sworzeń: LEXyKON jednostronny. Hasła: Miliardy. Elektrownie atomowe. Łodzie podwodne. Smog. Konkurs. Śreżoga. 1:10000

Okręt podwodny C. Goubeta (1886 r)

Skoro Komisja Europejska wdrożyła art. 7 z powodu krytyki polskich ustaw sądowych, to sposobem zakończenia sprawy może być tylko zniesienie tych przepisów.

Nie ma innej drogi, ale – jak wiadomo – rząd nie bierze tego pod uwagę. I tę właśnie postawę wspiera artykuł posła Janusza Szewczaka, jednego z ekonomicznych guru PiS. Oto jego zasadnicza teza: Niemcom idzie w Unii tylko o pieniądze, więc trzeba ich postraszyćpoważnymi kontrolami” w Lidlach, Kauflandach i Rossmanach i w mBanku, a podobnie łasym na forsę Francuzom wystarczy zapowiedzieć wykluczenie z budowania u nas „elektrowni atomowych za 80-100 mld zł” i rezygnację z zakupu u nich „łodzi podwodnych za grube miliardy” – niech sobie skalkulują, co lepsze: utrata „złotej żyły” czy popieranie art. 7. Jeśli to wszystko prawda, w takim razie najbliższa wizyta szefa polskiego MSZ w Brukseli jest już na wstępie skazana na „sukces”, i to jeszcze większy niż pamiętne brukselskie zwycięstwo premier Szydło w roku ubiegłym przy głosowaniu nad wyborem szefa KE.

Niedawno były doradca premiera od czystego powietrza został wiceministrem od smogu. Kilku publicystów doszło natychmiast do przekonania, że najwidoczniej głoszenie walki ze smogiem ma być sposobem na dotarcie przez partię rządzącą do centrowego elektoratu miejskiego. Ta mocno naciągana teza nie uwzględnia prostego faktu, że truci są dokładnie wszyscy, bez względu na poglądy. Przy tej okazji podsuwam nowemu wiceministrowi pomysł na konkurs, którym pozyska nie tylko centrum, ale i całą zróżnicowaną lewicę (prawicy nie trzeba, ta przecież rządzi) – celem konkursu niech będzie znalezienie rodzimego odpowiednika dla angielskiego słowa smog, które powstało z wymieszania dymu („smoke”) i mgły („fog”). Tytułem przedsięwzięcia może być parafraza Norwida („Odpowiednie dać smogowi słowo”). Trzeba tylko powrzucać do jednego kotła w równych proporcjach wszelkie zamglenia, mglistości, śreżogi, przymglenia, opary i wyziewy, a potem to wszystko porządnie zamieszać. Z tą ostatnią czynnością pod wysokimi ministerialnymi auspicjami nie powinno być żadnego kłopotu.

21 stycznia, niedziela, godzina 13. Na rynku czterdziestotysięcznego miasta jest nas czworo. Trzymamy przed sobą wielki transparent z napisem „Skradziona sprawiedliwość”. Gdzieś z boku stoi policyjne auto. Przechodząca obok kobieta rzuca pod naszym adresem kąśliwe uwagi. Nie odpowiadamy. Milczymy, mając głowy przewiązane na czarno. 40000:4. Proporcja jeden do dziesięciu tysięcy. Podobnie było w całej Polsce. Smutno? Tak, ale i prawdziwie.

*Marian Sworzeń ur. 1954, prawnik, pisarz, członek PEN Clubu – niedawno ukazała się jego nowa książka pt. „Czarna ikona – Biełomor. Kanał Białomorski. Dzieje. Ludzie. Słowa

Ocena Czytelników
[Razem: 1 Średnio: 5]
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o