Piotr Dominiak. Rejsy po gospodarce: Każdy ma swoją inflację

2.5
(2)

Ekscytujemy się wzrostem cen. Temat nie tylko jest numerem jeden w mediach, ale dyskutują o nim wszyscy, w firmach, na towarzyskich spotkaniach, przy okazji rodzinnych spotkań. Rodzi się przy tych okazjach mnóstwo ekspertów, którzy posiedli głęboką wiedzę ekonomiczną tym większą, im więcej zjedli i wypili. „Street economics” wyparła już nawet „street medicine”.

Dominuje przekonanie, że władze kłamią zaniżając oficjalne wskaźniki inflacji. Czasem ludzie dobrze wyczuwają swąd fałszu, często owo przekonanie wynika jednak z nieznajomości kuchni liczenia rozmaitych wskaźników makroekonomicznych.

NBP publikuje kilka różnych wskaźników zmian cen. Najpopularniejszy, najłatwiej przemawiający do naszych umysłów i emocji to CPI, wskaźnik zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych. Najczęściej publikowany w mediach, utożsamiany jest ze wskaźnikiem inflacji, Obliczany jest na podstawie zmian cen „koszyka” najczęściej kupowanych dóbr i usług. Koszyk jest kompromisem. Trafiają do niego (tu grubo upraszczam) towary nabywane przez większość z nas, w ilościach „średnich”, po cenach też uśrednionych z różnych miejsc dokonywania zakupów. I w ilościach też „uśrednionych”. To koszyk, do którego zapewne nie przyznałby się nikt z nas. Bo przecież każdy kupuje co innego, gdzie indziej, w różnych ilościach, płacąc różne ceny.

Jest więc rzeczą naturalną, że podejrzliwie patrzymy na CPI. I odnosimy go do naszych własnych doświadczeń z ostatnich pobytów w sklepach. Dla każdego z nas stopa „inflacji” jest inna. Wziąłem tu inflację w cudzysłów, bo faktycznie to, co my odczuwamy, to zmiana naszych indywidualnych kosztów utrzymania. A inflacja dotyczy zmian poziomu cen, czyli jest wypadkową zmian cen mnóstwa różnych (rozmaite wskaźniki stopy inflacji dotyczą różnych koszyków) towarów. Ponadto trzeba pamiętać, że nasze osobiste koszty utrzymania zmieniają się nie tylko pod wpływem zmian cen, ale także w wyniku zmian struktury koszyków, czyli ilości i rodzaju dóbr, które nabywamy w różnych okresach. A CPI liczony jest w odniesieniu do cen takiej samej zawartości koszyka przedwczoraj, wczoraj i dziś. Nie oczekujmy zatem, że komunikaty GUS lub NBP będą odzwierciedlać rzeczywiste zmiany sytuacji każdej osoby, każdego gospodarstwa domowego. To można sobie obliczyć na własny użytek, jeśli będzie się prowadziło skrupulatne notatki zakupów. Komu się chce? Polegamy więc na wyrywkowych, zaobserwowanych doraźnie sytuacjach, często na wrażeniach i odczuciach i na własnej zawodnej pamięci.

Nie wynika z tego, że wskaźniki typu CPI są bezwartościowe. One są próbą pokazania ogólnego stanu, obrazu z góry, widoku mozaiki ułożonej z sytuacji indywidualnych milionów ludzi. Szczegółów wtedy nie widać. Można się jednak orientować, w którym kierunku jako gospodarka, społeczeństwo zmierzamy.

PS. Uff! Udało mi się napisać tekst o inflacji nie wymieniając nazwiska AG. Jak na dzisiejsze dyskusje ekonomiczne to sukces.

Piotr Dominiak

Cotygodniowe komentarze „Rejsy po gospodarce” prof. dr. hab. Piotra Dominiaka, założyciela i pierwszego dziekana Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej ukazywały się na łamach prasy gdańskiej od początku lat 90. Obecnie prof. Dominiak publikuje je na swoim profilu na FB

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 2.5 / 5. Vote count: 2

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments