Jacek Barcik: Dlaczego sprawa sędziego Tulei waży?

5
(3)

5 października organ nazywający siebie Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego ma orzec o uchyleniu immunitetu sędziemu Igorowi Tulei. Dlaczego ta sprawa ma znaczenie daleko wykraczające poza osobę pana sędziego Tulei, która przestała być prywatna, a stała się dobrem publicznym całego społeczeństwa? Dlatego, że uchylenie immunitetu p. sędziemu umożliwi postawienie mu zarzutów karnych przez politycznie sterowaną prokuraturę.

Co to oznacza i jak do tego doszło?

Cofnijmy się w czasie do grudnia 2016 r. Wtedy to rządzące ugrupowanie polityczne przenosi obrady Sejmu do Sali Kolumnowej i uchwala budżet państwa. Dzieje się to wobec kontrowersji co do istnienia wymaganego kworum, w sytuacji gdy część posłów opozycji podnosi, że nie miała możliwości wzięcia udziału w obradach, a tym samym naruszone zostały ich poselskie prawa. Posłowie głosują przez podniesienie ręki, powstaje zatem wątpliwość co do rzetelnego sposobu liczenia głosów. Istnieją zasadne podstawy do zarzutów, że budżet państwa na 2017 r. został przyjęty bezprawnie. Mimo tych wątpliwości, prokuratura kontrolowana przez polityka rządzącej partii Z. Ziobrę dwukrotnie odmawia wszczęcia postępowania.

Za pierwszym razem ma jednak pecha. Postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania zostaje bowiem zaskarżone do sądu, a merytorycznie rozpatruje je… zgadnijcie Państwo kto? Tak, sędzia Tuleja, który nakazuje prokuraturze podjęcie postępowania. Czyni to w sposób publiczny, co dodatkowo irytuje rządzących. Tym jednym rozstrzygnięciem sędzia Tuleja staje się naczelnym wrogiem rządzącego ugrupowania, które od tego czasu podejmuje na niego „polowanie”. Tym samym jednak sędzia Tuleja staje się także symbolem. Oto bowiem skromny sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, w pojedynkę stawia się wszechwładnej, „wstającej z kolan” władzy. Nic tej władzy nie irytuje bardziej jak publiczne odarcie jej z wąskiego zewnętrznego pozoru dbania o praworządność i ujawnienie jej autorytarnych zapędów i mniej lub bardziej skrywanych politycznych (i nie tylko) geszeftów. Takie podważanie może przecież prowadzić do utraty reputacji niezłomnych strażników prawa, a nawet, co gorsza, podważyć bezpodstawny mit o rzekomej efektywności rządzących.

W imię czego sędzia Tuleja ryzykuje swoją karierę, swój spokój i komfort nie bycia ciągle publicznie opluwanym? Jak udowodnił potem w ciągu kolejnych lat, kierują nim proste odruchy, które można określić słowem wywołującym współcześnie, po paru latach rządów „dobrej zmiany”, nieufność i podejrzliwość – są to szlachetne odruchy. W jego przypadku oznaczają one szczere przywiązanie do roty ślubowania sędziowskiego („Ślubuję uroczyście jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”). Sędzia Tuleja jest osobą, która nie gra pozorami, nie imituje, ale jest szczerze przywiązana do swoich obowiązków sędziowskich. Wzór profesjonalizmu i etyki zawodowej, który w każdym praworządnym państwie powinien zostać nagrodzony. Ale nie w państwie PiS.

Splot wydarzeń uczynił z sędziego Tulei nieświadomy początkowo i zapewne niechciany przez niego samego symbol. Dla osób przywiązanych do wartości liberalnej demokracji, które wyraża Konstytucja RP, jest to symbol państwa prawa, autentyczności i konsekwencji w postępowaniu, niezgody na kłamstwo i nieuczciwość w życiu publicznym. Dla polityków „dobrej zmiany” to z kolei symbol sędziowskiej „kasty”, która od kilka lat stoi im na przeszkodzie do pełnego podporządkowania i bezkarnej grabieży finansowych zasobów społeczeństwa. W istocie jest to jedna z „głów” tej kasty, którą z perspektywy ministerstwa przy Al. Ujazdowskich 11 trzeba koniecznie odciąć. Początek każdej głębszej zmiany społecznej trzeba bowiem zaczynać od obalenia symboli poprzedniej epoki. W tej sposób rodzący się autokratyzm rzymski fizycznie zlikwidował symbol republiki – Cycerona. We współczesnych czasach w naszej części Europy na szczęście nie stosuje się już metod fizycznej likwidacji. Wystarczy wyeliminowanie wroga z przestrzeni publicznej, często za pomocą brudnych środków. Tak stało się z pozbawieniem funkcji Prezesa węgierskiego Sądu Najwyższego Andrása Baki przez rząd V. Orbana (nt. sędzia Baka wygrał potem z państwem węgierskim proces w tej sprawie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka). Tak próbuje się teraz uczynić z sędzią Tuleją.

Walka „z” sędzią Tuleją trwa już kilka lat

Dla obywateli, którzy w ostatnich latach skandowali na ulicach „Konstytucja!”, jest to z kolei walka „o” sędziego Tuleję i wszystkie wartości, które sobą reprezentuje. Prokuratura próbuje postawić sędziemu zarzuty karne związane z rzekomym popełnieniem przez sędziego przestępstwa nadużycia uprawnień w związku z ujawnieniem przez niego w 2017 r. informacji z umorzonego śledztwa ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej. To ujawnienie miało polegać na dopuszczeniu dziennikarzy do ustnego ogłoszenia motywów, procedowanego na posiedzeniu niejawnym, krytycznego dla PiS orzeczenia. Warto dodać, że zachowanie sędziego Tulei było w pełni zgodne z prawem, gdyż interes publiczny wymagał jawności orzeczenia. Zdaniem politycznie wykorzystywanej prokuratury sędzia Tuleja miał się jednak dopuścić m.in. występku z artykułu 241 par. 1 kodeksu karnego („Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”).

5 października nastąpi kolejna, kluczowa odsłona tej walki

Po raz drugi nielegalnie powołany i nie będący sądem, organ nazywający siebie Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego będzie decydował o uchyleniu p. sędziemu immunitetu. Pierwszy raz wypowiedział się w tej sprawie w czerwcu. Nie znalazł wówczas podstaw do takiego uchylenia. Sam sędzia Tuleja skomentował to nader trafnie: „to nie jest tak, że jeśli ktoś w sposób bezprawny zasiada w nie-sądzie i przypadkowo wyda słuszną decyzję, to wtedy stanie się sędzią”. Czerwcowe rozstrzygnięcie nie spodobało się jednak Prokuraturze Krajowej, która odwołała się od orzeczenia. I właśnie 5 października Izba Dyscyplinarna po raz drugi rozpozna wniosek o uchylenie immunitetu sędziemu Tulei.

Dlaczego rozstrzygniecie to będzie miało kluczowe znaczenia nie tylko dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale przede wszystkich dla przyszłości polskiego społeczeństwa, jakości państwa oraz obecności tegoż państwa w Unii Europejskiej?
Jeśli organ zwany Izbą Dyscyplinarną uchyli immunitet sędziego Tulei, to skutki wystąpią na dwóch płaszczyznach: wewnętrznej, polskiej i zewnętrznej, związanej z naszym udziałem w Unii Europejskiej.

Te pierwsze oznaczają ostateczne przekroczenie Rubikonu przez władzę polityczną. Od czasów PRL nie było bowiem w Polsce procesu politycznego sędziego. Zasada państwa prawnego zakorzeniona w art. 2 Konstytucji RP skutecznie gwarantowała, że sędzia nie może być ścigany karnie za niezawiśle wydane, zgodnie z prawem orzeczenie sądowe. Dotyczyło to zresztą także uruchamiania postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów. Zmiana w tym zakresie nie byłaby tylko jednostkowym wydarzeniem dotyczącym wyłącznie sędziego Tulei. Oznaczałaby z jednej strony zmianę systemową, w ramach której każdy sędzia mógłby być w przyszłości pociągnięty do odpowiedzialności karnej za wyroki niezgodne z linią władzy. Jeśli chciałby uniknąć tej konsekwencji, to powinien antycypować tę linię i wydawać wyroki „po myśli” władzy.

W ten sposób próbuje się łamać kręgosłupy etyczne niezawisłym sędziom i osiągać pożądany przez władze efekt wewnętrznej autocenzury orzeczniczej (efekt mrożący).

Z drugiej strony zmiana taka oznacza wyciągnięcie z systemu trójpodziału władzy akurat tej cegiełki, bez której cały system jest skazany na postępującą autodegradację. Byłaby to cezura polityczna i prawna, którą można porównać do zerwania Sejmu poprzez pierwsze wykorzystanie liberum veto przez Władysława Sicińskiego w 1652 r. Po tym zdarzeniu system polityczny I RP już stale się degradował, co ostatecznie zakończyło się katastrofą. Taka sama degradacja i upadek czekałby teraz system polityczny stworzony przez „dobrą zmianę”.

Skutki zewnętrzne uchylenia immunitetu oznaczałyby drastyczne naruszenie środka tymczasowego nałożonego przez Trybunał Sprawiedliwości UE, a dotyczącego zawieszenia działalności Izby Dyscyplinarnej SN do czasu rozstrzygnięcia jej statusu przez TSUE. Byłoby to naruszenie takiego kalibru, że zmuszałoby UE do odpowiedzi. Jej brak oznaczałby bowiem podważenie samej ratio istnienia UE i unijnego systemu prawnego, jakim jest niezależne sądownictwo. UE nie mogłaby po prostu w tej sprawie pozwolić sobie na milczenie. Wprawdzie Unia jako organizacja oparta jest na kulturze konsensusu i ucieraniu kompromisów (co niektórzy identyfikują jako słabość), ale ta „soft power” Unii raz uruchomiona bywa bardzo dolegliwa. Przekonują się o tym gminy takie jak nieszczęsny Kraśnik w związku z uchwałą w sprawie stref wolnych of LGBT. Przekona się o tym także, niestety cała Polska, gdy wejście w życie unijny mechanizm kolokwialnie zwany „pieniądze za praworządność”. O stratach politycznych dla reputacji i funkcjonowania państwa polskiego w relacjach międzynarodowych nie wspominając.

Co sprawa sędziego Tulei znaczy dla nas – obywateli?

Wielu z nas już od 2015 r. uczestniczyło w protestach przeciwko niszczeniu polskiego wymiaru sprawiedliwości. W ich trakcie przeżywaliśmy karuzelę emocji – od poczucia wspólnoty, nadziei i siły podczas pamiętnego „łańcucha światła” pod sądami w 2017 r., po zwątpienie i rozczarowanie. Wielu z nas zwątpiło w sens zbiorowego obywatelskiego oporu, udając się często na wewnętrzną (a czasami także zewnętrzną) emigrację. Powszechne stało się przekonanie, że coraz mniej liczne protesty i tak nic nie dadzą. Przekonanie to jest fundamentalnym błędem. Dlaczego bowiem rządzące ugrupowanie nie zdołało jeszcze podporządkować środowiska sędziowskiego i wprowadzić w wymiarze sprawiedliwości całościowych rozwiązań w duchu „dobrej zmiany”?

Obok fenomenalnego ducha oporu wśród sędziów, sprawiły to dwa czynniki: ulica (czyli właśnie protesty obywatelskie – vide 2017 r.) i zagranica (czyli UE). A zatem opór społeczny ma głęboki sens. To nie jest tak, że „dobra zmiana” jest omnipotentna. Ma wprawdzie do dyspozycji narzędzia represji, ale w wymiarze społecznym jej siły są mniej więcej równe siłom jej ideowych przeciwników. Ta ciągła walka i ścierania się tych dwóch sił wciąż nie jest rozstrzygnięta, a sytuacja nadal jest labilna. Ale, jeśli wolni świadomi obywatele teraz odpuszczą sprawę sędziego Tulei, to środek ciężkości przesunie się na rzecz „dobrej zmiany”. A zatem, obywatelu, jeśli nie chcesz, by polityczni oportuniści, cynicy pozbawieni skrupułów, urządzili Ci z państwa peryferyjne latyfundium, to nie zrażaj się, nie zniechęcaj i nie emigruj wewnętrznie! Jeśli będzie taka potrzeba, to jutro, pojutrze, za miesiąc bądź po sądem. I przyprowadź swoich znajomych i ich znajomych. Bo od Twego zaangażowania i świadectwa zależeć będzie kształt przestrzeni publicznej w tym, co zwykliśmy nazywać Ojczyzną.

Jacek Barcik

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 5 / 5. Vote count: 3

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments