Piotr Dominiak: Test norki

4
(1)

Politycy potykali się czasem na sprawach nijak się mających do skali szkód, które społeczeństwu czynili. A to zatrudnili na czarno pomoc domową, a to obudzili się w niewłaściwym łóżku, albo zjedli kolację w nieodpowiednim towarzystwie. Nie słyszałem jednak, by ktoś przejechał się na norce. A była taka szansa.

Jarosław Kaczyński norki lubi (nawet podobnie do nich się uśmiecha) i chwała mu za to. Chciał im pomóc. I ku zdziwieniu chyba wszystkich omal się na nich nie potknął. Targają mną mieszane uczucia. Bo żal mi norek (innych zwierząt też) i z tego powodu dobrze, że ustawa przeszła. Źle, że przeszła w takim kształcie. Bardzo źle, że przeszła dzięki opozycji.

Nie mam wątpliwości, że zwierzęta trzeba chronić, hodowle dla futer zlikwidować (choć sztuczne futra nie wydają się bardziej ekologiczne). Natomiast nagłe wprowadzanie ustaw zamykających jakieś sfery działalności gospodarczej jest głupotą. Norki i ubój rytualny nie odgrywają w polskiej gospodarce ważnej roli. Ale w mikroskali są istotne, bo żyje z nich kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Stosunkowo tanio można więc zrekompensować im skutki nowych regulacji. Nie pomyślano o tym.

Przez lata los norek i rytualnie zabijanych zwierząt nie raził polityków. Tolerowali takie działalności, więc przedsiębiorcy w tych branżach mieli prawo czuć się bezpiecznie i inwestować w rozwój swoich biznesów. Nakaz szybkiego ich zamknięcia będzie dla nich bardzo bolesny. Jarosław Kaczyński pewnie nie spodziewał się, że forsując kolejny bubel prawny w sprawie, z punktu widzenia „wielkiej” polityki nieistotnej, natrafi na opór własnej partii. A może świadomie potraktował tę ustawę jako test lojalności swoich ludzi? Jeśli tak, to przegrał i to bardzo dotkliwie.

Bo jasne jest, że to nie futra i mięso dla wyznawców judaizmu i islamu jest powodem zaskakującego kryzysu politycznego. Szakale, hieny i sępy poczuły po prostu krew. Ona, co prawda jeszcze nie płynie, ale potencjalni dawcy słabną w oczach. Trafił się pretekst. Nawet nie za bardzo poręczny, ale wystarczający. „Cios w polskiej rolnictwo!” „Niszczenie polskich specjalności!” to dobrze brzmiące hasła i nieważne, że mało kto wierzy, iż naszą narodową misją jest karmienie wyznawców religii innych niż nasz nadwiślański katolicyzm. Oponenci prezesa skorzystali z okazji, by pokazać swoim wyborcom, że ich dotychczasowe bożyszcze zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością. Gospodarcze skutki wprowadzonych zakazów wszyscy mieli i mają w głębokim poważaniu.

Opozycja, której szlachetne intencje, troska o los biednych ssaków wzruszył mnie niezmiernie, jest w tym przypadku drugim obok Kaczyńskiego przegranym. Odegrała znowu rolę „pożytecznych idiotów”. Mogła upokorzyć lidera rządzących, postawić go w bardzo trudnej sytuacji, może nawet doprowadzić do rozpadu Zjednoczonej Prawicy. Popierając ustawę pogrążyła się w oczach sporej części wiejskiego elektoratu, który ponoć chciała pozyskać. Żadnej wdzięczności od Kaczyńskiego za ten czyn oczekiwać nie może. Co zyskała ponad to, co miała? Zero. Bo przecież regulacja przejdzie do historii jako pomysł prezesa, a nie Lewicy i KO. Lekcja z wpadki z podniesieniem wynagrodzeń dla parlamentarzystów i ministrów nie została odrobiona. Jedynie pragmatyczna postawa PSL może coś tam pomóc. Cóż, rozum polityczny opozycji nie odbiega jakością od rozumu rządzących. Za to zmysł taktyczny odstaje już bardzo mocno.

Okazja minęła, a była naprawdę dobra, bo na dodatek w rolę Brutusa wcielił się minister Ziobro torpedując ze szczerym oburzeniem ustawę wprowadzającą „urzędniczą bezkarność”.

Efekt końcowy: norki uratowane (tzn. te co już są, zostaną wybite natychmiast), eksport mięsa obcięty, kilkadziesiąt tysięcy osób wkurzonych, Lewica i KO w roli krzywo uśmiechniętych politycznych durniów, pozycja Jarosława Kaczyńskiego mocno nadwyrężona. Wygranych tu nie widzę.

Dyscyplinowanie pisowskiej armii groźbami odesłania do domów nieposłusznych posłów jest wyraźnym sygnałem desperacji. Początek końca?

Śmieszne i smutne, że to z powodu norek. Bo kaganiec dla sądów udało się Kaczyńskiemu przeforsować w swoim ugrupowaniu gładko, a na propozycji likwidacji łańcucha dla psów może się przejechać.

Dziwny jest ten świat polityki.

Piotr Dominiak

Felieton (w cyklu od lat 90. „Rejsy po gospodarce”) opublikowany na profilu FB autora

*Autor – ekonomista, prof. dr hab., pracuje na Wydziale Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4 / 5. Vote count: 1

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments